Miałam całkiem sporą przerwę w pisaniu. Przez ten czas tyle się wydarzyło... Ale nie mam siły o tym myśleć. Nie mam siły myśleć o niczym. Nawet nie mam siły pisać. Robię to tylko dlatego, że muszę, bo nie radzę sobie sama ze sobą. Znowu.
Za mną ciężkie chwile, a przede mną jeszcze cięższe. Muszę zostawić za sobą całą przeszłość i iść dalej, a nie potrafię. Muszę zaniechać jakiegokolwiek kontaktu z Panem X. Zero spotkań, smsów, telefonów. Nic. I nie mogę się ugiąć. I wiem, że tego nie zrobię, bo nie umiem. Ale wiem też, że nie ma innego wyjścia. I teraz nie wiem jak żyć. Czemu to wszystko jest takie ciężkie i nie ma żadnego sensu? Pierdzielnęłabym tym wszystkim, położyła się i umarła. Albo cofnęła czas. Cokolwiek, bylebym nie musiała być w tej sytuacji i czuć tego, co czuję. A co to jest, to nie wiem. Nic nie wiem. Wszystko jest chujowe i chcę, żeby się skończyło. Na dobre.