I znowu powrót.
Co się dzieje?
Mam dosyć absolutnie wszystkiego.
Szukam nowej pracy, bo obecna nie daje mi tyle hajsu ile bym chciała. W ogóle tam nie zarabiam można powiedzieć. Co z tego, że poznaję ludzi, jest fun fun fun, jak nie mogę żyć tak jak chcę? Najgorsze jest to, że po wysłaniu x cv, nie dostałam żadnej odpowiedzi.
Dalej.
Za chwilę skończę 22 lata. Nie mam gdzie zrobić imprezy, nie mam za co i nie mam z kim tego "świętować" bo moim tak zwanym przyjaciołom ciągle coś wypada. W sumie co tu jest do świętowania? Kolejny rok porażki. Nie mam faceta, nie mam planów ani perspektyw na przyszłość.
I tu przechodzę dalej. Studia srudia.
Szykuje się rok przerwy i oblanie 3 lat studiów, których co prawda nigdy nie lubiłam, ale chciałam skończyć.
Jest awesome. Tak bardzo, że nie mam pojęcia jak to ogarnąć, bo za dużo tego. Coś gdzieś kiedyś źle zrobiłam i o jak się pięknie posypało. Jak wszystko to wszystko.
Blog, którego nigdy nie było
poniedziałek, 7 września 2015
środa, 26 listopada 2014
Podsumowanie dnia #2
1. Do pracy przyszedł M. Z piesełem.
2. Zadzwonił Pan X.
3. Obciągnęłam Panu X.
4. Na trzeźwo to było za dużo, więc najebałaś się z K.
5. Jest po 2, a ja dalej myślę o wszystkim, no bo kurwa...
\
Konkluzja: miłość romantyczną mogę mieć z M. ale jestem szmatą, więc seksy mam z Panem X. I jestem jego 'ulubioną dziwką'.
Kurwa. Można mieć bardziej pojebane życie?
2. Zadzwonił Pan X.
3. Obciągnęłam Panu X.
4. Na trzeźwo to było za dużo, więc najebałaś się z K.
5. Jest po 2, a ja dalej myślę o wszystkim, no bo kurwa...
\
Konkluzja: miłość romantyczną mogę mieć z M. ale jestem szmatą, więc seksy mam z Panem X. I jestem jego 'ulubioną dziwką'.
Kurwa. Można mieć bardziej pojebane życie?
środa, 12 listopada 2014
Ktoś nowy.
W moim życiu pojawił się ktoś nowy. Mężczyzna. W końcu taki, który nie ma mentalności pięciolatka. Zraniony. Chciałam z nim coś fajnego stworzyć. Co więcej, wszystko się wspaniale układało. Nawet zaczęłam mieć nadzieję, że wyjdzie i że to jet to. Ale jak zwykle nie wyszło i jak zwykle uciekłam do Z. Niby do niczego między nami nie doszło, ale po dzisiejszym spotkaniu, to może być tylko kwestia czasu. Spieprzę sobie życie od nowa. Zrujnuję wszystko co zbudowałam. Czemu zamiast pójść dalej, spróbować poszukać szczęścia gdzieś indziej, ja wracam do tego gówna, w dodatku ze świadomością, że mnie to jeszcze bardziej zniszczy? Mnie to jakoś podnieca, czy coś, taka autodestrukcja?
Wiem, że jak z Z. coś się stanie, to nie będzie odwrotu. Po pierwsze ze względu na wyrzuty sumienia, a po drugie... bo tłumione we mnie uczucia wrócą. Nie będzie się liczyło nic, tylko on. Znowu.
Mojego Wspaniałego nie wiem jak zdobyć. Nie mam pojęcia. Spaliśmy razem, planowaliśmy coś i nagle się posypało. On zerwał kontakt całkowicie. A pisząc całkowicie, mam na myśli, że zaczął mnie unikać. Jestem tego pewna na milion procent. Nie zmuszę go do niczego. Nie zamierzam nawet się o to starać. Z tego co przeżyłam wiem, że to i tak nie wyjdzie. Muszę zapomnieć. Znowu. I przetrwać jakoś. Znowu. Mam nadzieję, że mnie to nie zabije. Heh, znowu.
Znowu, znowu, znowu, znowu, znowu, znowu i tak do usranej śmierci.
Wspaniale.
Wiem, że jak z Z. coś się stanie, to nie będzie odwrotu. Po pierwsze ze względu na wyrzuty sumienia, a po drugie... bo tłumione we mnie uczucia wrócą. Nie będzie się liczyło nic, tylko on. Znowu.
Mojego Wspaniałego nie wiem jak zdobyć. Nie mam pojęcia. Spaliśmy razem, planowaliśmy coś i nagle się posypało. On zerwał kontakt całkowicie. A pisząc całkowicie, mam na myśli, że zaczął mnie unikać. Jestem tego pewna na milion procent. Nie zmuszę go do niczego. Nie zamierzam nawet się o to starać. Z tego co przeżyłam wiem, że to i tak nie wyjdzie. Muszę zapomnieć. Znowu. I przetrwać jakoś. Znowu. Mam nadzieję, że mnie to nie zabije. Heh, znowu.
Znowu, znowu, znowu, znowu, znowu, znowu i tak do usranej śmierci.
Wspaniale.
niedziela, 12 października 2014
Podsumowanie dnia #1
Zacznę sobie podsumowywać dni, chociaż nigdy tego nie robiłam, a jakiś porządek w głowie muszę mieć.
- Frajer nie dzwonił, choć obiecywał
- Miałam mega wielkie kombo z M.
- Umówiłam się z M. na obiad <3
- Mam totalny rozpierdol w głowie i sercu, bo już nie wiem, co czuję
- K. była niezwykle pomocna w inwigilacji E.
- Byłam cały dzień w pracy i nic nie robiłam, poza krótką drzemką ;)
- Frajer nie dzwonił, choć obiecywał
- Miałam mega wielkie kombo z M.
- Umówiłam się z M. na obiad <3
- Mam totalny rozpierdol w głowie i sercu, bo już nie wiem, co czuję
- K. była niezwykle pomocna w inwigilacji E.
- Byłam cały dzień w pracy i nic nie robiłam, poza krótką drzemką ;)
piątek, 5 września 2014
Jest jak jest.
Wszyscy przeżyli. Ona już skraca moje imię, więc chyba jest dobrze. Plus ma faceta. Teoretycznie. A przynajmniej tak mówi o pewnym blondynie. Czyli super.
Nerwy mi przeszły, ale nie napisałam do niego, tak jak planowałam. On sam to zrobił zaraz następnego dnia. Spotkaliśmy się i ogólnie tęcza, szczeniaczki i jednorożce. Śmialiśmy się do siebie, tak beztrosko, jak za dawnych czasów. Bardzo bawiło go, że pracuję z E. Trochę też powspominaliśmy.
Ale nie zaprosił mnie do siebie.
Na drugi dzień ja zainicjowałam spotkanie. Poszliśmy do knajpy, gdzie pracuje P. Było dziwnie, tak z nią, ale i tak w dalszym ciągu słodko. Wracając, wybierał miejsca, do których chce ze mną pójść i tym razem miałam do niego wpaść, chociaż strasznie się migał od tego. Kiedy byłam już u niego, nie rzucił się na mnie. Podając mu pendriva bardzo długo go zabierał, miziając przy tym moje palce. Napięcie między nami było jak przed burzą. Później ja starałam się go dotykać swoim ramieniem, być blisko niego. Udało mi się, ale dalej nic się nie stało. Jedynie, wychodząc, kiedy chciałam się przytulić do niego, przyciągnął mnie do siebie w namiętny sposób i trzymał mocno w objęciach przez dłuższą chwilę. Oczywiście stwierdziłam, że trzeba uciec i wpierdoliłam się na drzwi. Brawo ja.
Nie rozumiem, dlaczego nic się nie dzieje. Ja wiem, że on coś komuś obiecał, ale żeby aż tak się tego trzymał? Serio to jest takie ważne dla niego? Wiem, że przyczyn dlaczego nic się nie stało jest kilka, 2 nawet są całkiem prawdopodobne i nie mają nic wspólnego z jego niedojebaniem mózgowym, ale no jednak nic nie wiem na pewno.
Z jednej strony cieszę się, że nie traktuje mnie już tylko jako obiektu seksualnego, ale z drugiej, dlaczego on już mnie nie chce w ten sposób? Damn. Tak źle i tak niedobrze.
I tęsknię za nim.
Niby wiem, że w sumie jest obok, że nasze relacje są teraz na prawdę piękne i może powoli coś zmienimy w dobrym kierunku, ale tak strasznie tęsknię. Włączam jego zdjęcie i dosłownie czuję miłość w sercu. Myślę o nim i o tym, jak kiedyś trzymał mnie za rękę i całował na środku chodnika, i mam to samo. To jednocześnie najlepsze i najgorsze uczucie. Najlepsze, bo to miłość w najczystszej i najpiękniejszej postaci. Najgorsze, bo nie umiem sobie wybaczyć, że tak to spierdoliłam i jest jak jest. Ale może będzie lepiej? Chciałabym.
Nerwy mi przeszły, ale nie napisałam do niego, tak jak planowałam. On sam to zrobił zaraz następnego dnia. Spotkaliśmy się i ogólnie tęcza, szczeniaczki i jednorożce. Śmialiśmy się do siebie, tak beztrosko, jak za dawnych czasów. Bardzo bawiło go, że pracuję z E. Trochę też powspominaliśmy.
Ale nie zaprosił mnie do siebie.
Na drugi dzień ja zainicjowałam spotkanie. Poszliśmy do knajpy, gdzie pracuje P. Było dziwnie, tak z nią, ale i tak w dalszym ciągu słodko. Wracając, wybierał miejsca, do których chce ze mną pójść i tym razem miałam do niego wpaść, chociaż strasznie się migał od tego. Kiedy byłam już u niego, nie rzucił się na mnie. Podając mu pendriva bardzo długo go zabierał, miziając przy tym moje palce. Napięcie między nami było jak przed burzą. Później ja starałam się go dotykać swoim ramieniem, być blisko niego. Udało mi się, ale dalej nic się nie stało. Jedynie, wychodząc, kiedy chciałam się przytulić do niego, przyciągnął mnie do siebie w namiętny sposób i trzymał mocno w objęciach przez dłuższą chwilę. Oczywiście stwierdziłam, że trzeba uciec i wpierdoliłam się na drzwi. Brawo ja.
Nie rozumiem, dlaczego nic się nie dzieje. Ja wiem, że on coś komuś obiecał, ale żeby aż tak się tego trzymał? Serio to jest takie ważne dla niego? Wiem, że przyczyn dlaczego nic się nie stało jest kilka, 2 nawet są całkiem prawdopodobne i nie mają nic wspólnego z jego niedojebaniem mózgowym, ale no jednak nic nie wiem na pewno.
Z jednej strony cieszę się, że nie traktuje mnie już tylko jako obiektu seksualnego, ale z drugiej, dlaczego on już mnie nie chce w ten sposób? Damn. Tak źle i tak niedobrze.
I tęsknię za nim.
Niby wiem, że w sumie jest obok, że nasze relacje są teraz na prawdę piękne i może powoli coś zmienimy w dobrym kierunku, ale tak strasznie tęsknię. Włączam jego zdjęcie i dosłownie czuję miłość w sercu. Myślę o nim i o tym, jak kiedyś trzymał mnie za rękę i całował na środku chodnika, i mam to samo. To jednocześnie najlepsze i najgorsze uczucie. Najlepsze, bo to miłość w najczystszej i najpiękniejszej postaci. Najgorsze, bo nie umiem sobie wybaczyć, że tak to spierdoliłam i jest jak jest. Ale może będzie lepiej? Chciałabym.
sobota, 30 sierpnia 2014
Rozpierdol
Zrobiłam rozpierdol stulecia i już nawet nie tylko w swoim życiu, ale też w życiu jego i jej. Dostałam pracę. Tam gdzie ona. I teoretycznie tego jeszcze nie wiem, bo się nie spotkałyśmy. Ale ona też już wie, a on wrócił, dowiedział się od niej i to był bodziec, żeby odezwać się do mnie. Sam z siebie tego nie zrobił. Oczywiście, oficjalnie nie wiem że ona mu powiedziała. Tylko co z tego skoro tak jest. Nie rozumiem, czemu mi tego nie powiedział. Znowu prowadzi jakąś grę, a ja nie wiem jak w nią grać. Nie mam już siły na to. Jak można jednocześnie kogoś kochać i nienawidzić tak bardzo jak ja jego? Tak bardzo chcę to wszystko zostawić, ale nie umiem. Już chyba milion razy próbowałam i się nie da.
A czemu nie tylko ja mam rozpierdol?
Otóż, on ma bo na pewno się boi spotkania ja-ona. Wie, że jestem zdolna do wszystkiego i nie wie co ja zrobię. A poza tym no kurwa. Spotkanie dwóch lasek, które się nienawidzą przez faceta nigdy nie kończy się dobrze. W sumie pierwszy raz nie umiem czegoś wyrazić, a właśnie teraz mam z tym problem.
Ona z kolei, też się mnie boi, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. I też z tego samego powodu. I nienawidzi.
Oboje wiedzą że jestem nieobliczalna, tylko kurwa póki co nic nie zrobię, bo niby co? Wyrzucę ją przez okno? Kurwa, ja nie wiem nawet jak mam się zachować jak ona wejdzie do sali....
A czemu nie tylko ja mam rozpierdol?
Otóż, on ma bo na pewno się boi spotkania ja-ona. Wie, że jestem zdolna do wszystkiego i nie wie co ja zrobię. A poza tym no kurwa. Spotkanie dwóch lasek, które się nienawidzą przez faceta nigdy nie kończy się dobrze. W sumie pierwszy raz nie umiem czegoś wyrazić, a właśnie teraz mam z tym problem.
Ona z kolei, też się mnie boi, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. I też z tego samego powodu. I nienawidzi.
Oboje wiedzą że jestem nieobliczalna, tylko kurwa póki co nic nie zrobię, bo niby co? Wyrzucę ją przez okno? Kurwa, ja nie wiem nawet jak mam się zachować jak ona wejdzie do sali....
niedziela, 24 sierpnia 2014
Niewidzialna masochistka.
Podobno stricte z miłości nie da się umrzeć. Cóż, chyba będę pierwszym takim przypadkiem. Położę się i umrę, a później będzie 'stwierdzono zgon, bo umarła'. I tyle.
Nie umiem już wytrzymać. Po tym, jak wróciłam do domu, gdzie chwilę było dobrze, później źle, później dobrze to teraz znowu jest źle. Nie umiem wytrzymać bez rozmawiania z nim. Fakt, może jest na swojej wyprawie i nie ma zasięgu, albo rozładowany telefon, ale kurwa ja tęsknię. Jak to się stało, że z dnia na dzień stałam się dla niego niczym? Jakbym była niewidzialna. To boli. Wiem, że nie warto poświęcić całego swojego życia na to uczucie do niego, bo on nigdy tego nie doceni, ale nie umiem inaczej. I nie potrafię wykrzesać takich uczuć do kogoś innego - to jest w tym wszystkim najgorsze. Kocham go całym serduszkiem i nie jestem w stanie przestać, pomimo, że zdaję sobie sprawę, że to głupie bo jedyne co robi, to mnie krzywdzi. Ciągle jest dla mnie najważniejszym człowiekiem na ziemi i jak miałabym wybierać, to zawsze wybrałabym jego. Wiem, że nigdy nie będziemy razem i przeraża mnie wizja spędzenia całego życia w samotności. Tak, w samotności, bo skoro nie mogę mieć jego, to nie chcę nikogo innego. W sumie, jak już zauważyłam, to nie potrafię być z kimś innym.
To jest straszne.
Tak bardzo go potrzebuję, a on tego nie widzi. Nie dostrzega niczego. Emocjonalnie jestem dla niego niczym, ale jednocześnie chciałby, żebym była kucharką w kuchni, damą w salonie i dziwką w sypialni. Oczywiście tylko jego. Bo on może ruchać co mu się pod penisa nawinie, a ja muszę to ścierpieć i być świętsza od papieża.
Kurwa to nawet nie on mnie poniża, tylko ja to robię sama sobie.
Nie wiem czy to już to wspominałam, ale tylko masochistka mogłaby kochać takiego egoistę. Koniec, kropka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)