sobota, 30 sierpnia 2014

Rozpierdol

Zrobiłam rozpierdol stulecia i już nawet nie tylko w swoim życiu, ale też w życiu jego i jej. Dostałam pracę. Tam gdzie ona. I teoretycznie tego jeszcze nie wiem, bo się nie spotkałyśmy. Ale ona też już wie, a on wrócił, dowiedział się od niej i to był bodziec, żeby odezwać się do mnie. Sam z siebie tego nie zrobił. Oczywiście, oficjalnie nie wiem że ona mu powiedziała. Tylko co z tego skoro tak jest. Nie rozumiem, czemu mi tego nie powiedział. Znowu prowadzi jakąś grę, a ja nie wiem jak w nią grać. Nie mam już siły na to. Jak można jednocześnie kogoś kochać i nienawidzić tak bardzo jak ja jego? Tak bardzo chcę to wszystko zostawić, ale nie umiem. Już chyba milion razy próbowałam i się nie da.
A czemu nie tylko ja mam rozpierdol?
Otóż, on ma bo na pewno się boi spotkania ja-ona. Wie, że jestem zdolna do wszystkiego i nie wie co ja zrobię. A poza tym no kurwa. Spotkanie dwóch lasek, które się nienawidzą przez faceta nigdy nie kończy się dobrze. W sumie pierwszy raz nie umiem czegoś wyrazić, a właśnie teraz mam z tym problem.
Ona z kolei, też się mnie boi, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. I też z tego samego powodu. I nienawidzi.
Oboje wiedzą że jestem nieobliczalna, tylko kurwa póki co nic nie zrobię, bo niby co? Wyrzucę ją przez okno? Kurwa, ja nie wiem nawet jak mam się zachować jak ona wejdzie do sali....

niedziela, 24 sierpnia 2014

Niewidzialna masochistka.

Podobno stricte z miłości nie da się umrzeć. Cóż, chyba będę pierwszym takim przypadkiem. Położę się i umrę, a później będzie 'stwierdzono zgon, bo umarła'. I tyle.
Nie umiem już wytrzymać. Po tym, jak wróciłam do domu, gdzie chwilę było dobrze, później źle, później dobrze to teraz znowu jest źle. Nie umiem wytrzymać bez rozmawiania z nim. Fakt, może jest na swojej wyprawie i nie ma zasięgu, albo rozładowany telefon, ale kurwa ja tęsknię. Jak to się stało, że z dnia na dzień stałam się dla niego niczym? Jakbym była niewidzialna. To boli. Wiem, że nie warto poświęcić całego swojego życia na to uczucie do niego, bo on nigdy tego nie doceni, ale nie umiem inaczej. I nie potrafię wykrzesać takich uczuć do kogoś innego - to jest w tym wszystkim najgorsze. Kocham go całym serduszkiem i nie jestem w stanie przestać, pomimo, że zdaję sobie sprawę, że to głupie bo jedyne co robi, to mnie krzywdzi. Ciągle jest dla mnie najważniejszym człowiekiem na ziemi i jak miałabym wybierać, to zawsze wybrałabym jego. Wiem, że nigdy nie będziemy razem i przeraża mnie wizja spędzenia całego życia w samotności. Tak, w samotności, bo skoro nie mogę mieć jego, to nie chcę nikogo innego. W sumie, jak już zauważyłam, to nie potrafię być z kimś innym. 
To jest straszne. 
Tak bardzo go potrzebuję, a on tego nie widzi. Nie dostrzega niczego. Emocjonalnie jestem dla niego niczym, ale jednocześnie chciałby, żebym była kucharką w kuchni, damą w salonie i dziwką w sypialni. Oczywiście tylko jego. Bo on może ruchać co mu się pod penisa nawinie, a ja muszę to ścierpieć i być świętsza od papieża. 
Kurwa to nawet nie on mnie poniża, tylko ja to robię sama sobie. 
Nie wiem czy to już to wspominałam, ale tylko masochistka mogłaby kochać takiego egoistę. Koniec, kropka. 

wtorek, 5 sierpnia 2014

Wybaczenie

Do tej pory żyłam w przekonaniu, że wybaczyć i zapomnieć to dwie różne sprawy. Wybaczyć można przy odrobinie wysiłku zawsze, a zapomnieć nie. Dzisiaj jednak pomyślałam sobie 'gówno prawda'. Są rzeczy, których nie da się po prostu wybaczyć, bo ciągle o nich pamiętasz, ciągle to wraca i ciągle pali tą samą mieszanką bólu i żalu. Nie umiem mu wybaczyć tego, że wziął Ewę na wesele. Nie umiem. Mógł wziąć mnie, mógł wziąć każdą inną, a wziął ją. Wybaczyłam mu że z nią sypiał. Wybaczyłam wszystko, ale tego nie umiem. Może gdybym rozumiała to, co on miał w głowie wtedy i wiedziała jak to wszystko wyglądało, byłoby inaczej. Może bym wybaczyła. Teraz nie umiem. Rozmyślam w ogóle o tym, bo znowu się widzieliśmy i w miarę normalnie ze sobą rozmawiamy, pomimo tego co wcześniej powiedział on i co powiedziałam ja. Kolejny raz planowałam to skończyć, jak tylko zobaczyłam jego i Agnieszkę idących do niej do mieszkania. Nikogo innego nie spotkam w tej 'metropolii' tylko oczywiście jego. To się robi chore. W sumie śledziłam ich trochę, bo nie byłam pewna czy to oni, bo nie włożyłam okularów, ale w końcu spytałam go sms'em czy wrócił i to potwierdził, więc... Heh to był głupi dzień. Dostałam wtedy propozycję seksu za pieniądze. Ot tak. Siedząc na ławce, paląc fajkę i gadając przez telefon. Czy ja wyglądam jak dziwka? Adam twierdzi, że nie. Ja też. Więc o co kurwa chodzi?! To również był ten dzień kiedy, powiedziałam temu kretynowi, że ja się już nie staram, kończę to i nara, oraz ten dzień, kiedy cały spokój runął. Płakałam, krzyczałam, cięłam się, wbijałam nożyczki w udo.
Po niecałym tygodniu zadzwonił do mnie i spotkaliśmy się. Nie mam pojęcia po co i co to było, bo najpierw nie chciało mu się przyjść do galerii (pracowałam), bo miał za daleko, po czym nagle mu się odmieniło i przyszedł. W naszej rozmowie nawiązywał wiele razy do seksu, a tekstem 'nie wierzę Ci że jesteś spokojna, bo nie jesteś, a na pewno nie jak cię rżnę. Wtedy nie zachowujesz się jak spokojna osoba i na pewno nie wydajesz takich dźwięków', to mnie zabił. Dostałam kurwicy macicy. Dosłownie. Wiem, że to było wulgarne, ale strasznie mnie podjarało... Gdyby nie to, że brałam go na dystans (dlatego byłam spokojna, a nie dlatego, że jak sądził, byłam po imprezie, stąd moje 'dziwne' zachowanie) to pewnie nie poszłabym do pracy, albo rzuciła się na niego np. na schodach, kiedy mnie dźgał. On też był strasznie napalony, bo strasznie nie chciał żebym szła do pracy, a nawet pytał kilka razy czy nie mogę sobie odpuścić. I następnego dnia miałam na niego taką ochotę, że gdyby nie to, że znowu go spotkałam z Agnieszką, to bym do niego napisała. A tak, to się tylko popłakałam i zaczęłam bać, że pojechał z nią do domu. Dzięki Bogu, obawy były tylko zwykłym strachem, bo 2 dni później nie wytrzymałam i umówiłam się z nim na obiad. Oczywiście, zaproponował, żebym do niego wpadła, rzecz jasna się zgodziłam i wszystko potoczyło się jak zwykle. Zaśmiałam mu się jeszcze w twarz, kiedy spytał czy wiem, że to nic nie zmienia. Chyba go zaskoczyłam. I dobrze. Liczy się to, że dostałam tego, czego chciałam, czyli ostrego seksu na stole z wykorzystaniem jego paska od spodni po raz pierwszy, i pocałunku. A teraz dopóki znowu mi się nie zechce, niech spada. Nie wybaczę mu tego wesela. Wszystko tak. Każdą bliznę na moim ciele, każdy połamany fragment mojego serduszka, każdy uszczerbek na zdrowiu, każdą łzę, wszystko, wszystko... Pamiętam to też  doskonale. Ale wesela mu nie daruję.