środa, 24 lipca 2013

Listy

Odkryłam sposób na radzenie sobie z tęsknotą za Panem X. i z zaniechaniem pisania do niego durnych smsów. Piszę listy. Oczywiście on ich nigdy nie przeczyta, ale samo to, że oszukuję swoją głowę w ten sposób, jest zajebiste i przynosi ukojenie. Piszę w nich o swoich uczuciach, problemach, marzeniach i tym co mi się nie podoba w naszych relacjach. Jednym słowem - o wszystkim. Muszę jeszcze dokupić koperty i je do nich powkładać, bo póki co, są to tylko zapisane kartki, schowane w tekturowym pudełku.
Jutro też mu napiszę jeden list. Wiem o czym. Będzie o tym, że mu współczuję, że nie dostał się na wymarzone studia - chyba, że do jutra się to zmieni, wtedy będzie to list gratulacyjny. Szkoda, że nei wpadłam na to wcześniej. Nie zrobiłabym z siebie idiotki tyle razy, a powiedziałabym mu wszystko co bym chciała.
Boję się, że przy następnym spotkaniu, po raz kolejny, wyjdę na kretynkę, bo bardzo chcę pomówić z nim o uczuciach i nie wiem, ile jeszcze wytrzymam bez tej rozmowy. Dlatego się boję, że to mi się wymsknie przy najbliższej okazji.
Albo napiszę list o tym.
W sumie to szkoda, że nikt już nie pisze listów. Były o wiele bardziej romantyczne niż te durne sms'y i nie odmóżdżały tak bardzo. No i zawsze ciekawskie dzieci mogły znaleźć wyznania miłosne swoich rodziców, tak jak np. ja :d Nie żebym je przeczytała. Ale samo to, że zostawiają jakąś pamiątkę, sentyment sprawia, że w pewnym sensie dodają całej relacji trochę magii i tajemnicy. W obecnych związkach tego brakuje.
Moim marzeniem jest dostać list miłosny. Pewnie to się nigdy nie wydarzy, ale gdyby tak, to wiem, że zostanę z tym facetem do końca życia. Chyba, że mnie zostawi. Tak czy inaczej, będę wiedziała, że jesteśmy ze sobą tak blisko, że bliżej się nie da. Bo napisanie czegoś takiego, to maksymalne obnażenie swojej duszy, serca i uczuć. A otwarcie się w ten sposób na drugą osobę to prawdziwe wyzwanie.
Czekam więc na jakiegoś odważnego, który podejmie się tego i mnie w ten sposób uszczęśliwi. To, że się nie pojawił (a może tak) to moja wina, bo boję się nowości, więc odwołuję wszystkie możliwe randki i buduję mur dla nowych facetów, kiedy próbują się umówić, ale może kiedyś jakiś jeden jedyny to wszystko odmieni. Bo na Pana X. już nie liczę. W sumie to nie wiem po co chcę z nim rozmawiać i nie zostawię tego tak jak jest. Z czystej głupoty chyba.

wtorek, 23 lipca 2013

Wolniej

Czemu to wszystko dzieje się tak szybko? Czasami po prostu chcę, żeby tempo zmian zachodzących w moim życiu było trochę wolniejsze.
Jutro idę kupić test. Ciążowy oczywiście. To już drugi miesiąc, kiedy mój okres wcale nie wygląda jak okres. Może to po prostu wina hormonów. Najprawdopodobniej tak jest, ale był seks, więc i ryzyko jest i trzeba to sprawdzić. Tak strasznie się boję... I w dodatku jestem sama. M. mnie zostawił, bo to dla niego za dużo (ciekawe co by teraz powiedział), O. ma swoje problemy i nie chcę jej jeszcze tym martwić, z Ol. jakoś się rozeszło, a P... nie wiem, boję się, że to coś zmieni między nami. Wiem, że to głupie, no ale... No i Pan X. Z nim to dopiero jest historia... Obecnie się do niego nie odzywam. Wydaje mi się, że ma kogoś, ale jednocześnie wiem, że zależy mu na mnie, co udowodnił na 'cudownym' niedzielnym ognisku. W sumie to nie wiem, czemu się nie odzywam. Chcę zerwać kontakt, bo wiem, że to pewnie będzie dla mnie zdrowe, ale sama nie ogarniam już tego wszystkiego. No jeżeli okaże się, że jestem w ciąży, to chyba raczej nie będę mogła tego zrobić i co gorsze, będę mu musiała o tym powiedzieć. I nie wiem co by było gorsze: rozmowa z nim, czy z rodzicami. Boże, nie chcę o tym póki co myśleć. Już i tak jestem zdenerwowana tym, że chyba kogoś ma.
A już myślałam, że tym razem będzie między nami wspaniale. Po ognisku wiem, że jest o mnie zazdrosny, i że chce pokazać facetom, że jestem jego (chociaż formalnie nie jestem, co dalej oczywiście mnie boli). Zawsze też stanie w mojej obronie i zadba o mnie. Dzień po ognisku myślałam, że zrobiłam z siebie idiotkę przytulając się do niego, gdy było mi zimno, ale później przeanalizowałam milion razy wszystko (w dodatku bardzo dokładnie) i doszłam do wniosku, ze w sumie, to nie było głupie, a nawet trochę romantyczne. Tak sobie siedzieliśmy przy ogniu razem - ja wtulałam się w jego ramie, a on mi na to pozwalał. Nie rozmawialiśmy wtedy. Nie wiem co czuł, ale mi było wspaniale i oddałabym wszystko, żeby jemu też. Był zamyślony, więc nie mogłam odgadnąć jego nastawienia do tego wszystkiego.
A K. ciągle wszystko komplikuje... Kiedy Pan X. wychodził, K. złapał mnie, przechylił do tyłu i nie pozwolił wrócić do normalnej pozycji, dopóki Pan X. nie odszedł. W dodatku, namawiał się nad moją głową z G. i stąd wiem, że to była akcja zaplanowana. No i dzisiejsza wiadomość od A. również mnie w tym utwierdziła. Za bardzo chciał wiedzieć jak podobało mi się na ognisku, co się działo itp. Po przedostatnim jakoś nie wyraził takiego zainteresowania.
Boże, a wczoraj Pan X. i K. się spotkali. Jestem prawie pewna, że o mnie rozmawiali. Ale jebać.
Chcę, żeby to wszystko zmieniało się wolniej... Bo jednego dnia jestem bardzo szczęśliwa, bo wszystko się układa, a drugiego wszystko się pierdoli i płaczę. Już wolałabym, żeby było źle, ale cały czas...

sobota, 20 lipca 2013

Pięknie

Czasem, w sumie cały czas, nie rozumiem samej siebie. Powinnam być teraz smutna i leżeć w depresji, a zamiast tego słucham 'walking on sunshine' i odstawiam dziki taniec przed laptopem.
NIE ZDRADZIŁ JEJ. Pan X. nie zdradził swojej byłej, a o to właśnie go podejrzewałam. Wiem wszystko. Dowiedziałam się wczoraj. I to jest tak cholernie cudowne uczucie wiedzieć, co się stało. Plus między nami jest znowu  świetnie. I jak zawsze w takich chwilach, pojawił się nowy facet (swoją drogą podobny do wokalisty Foster the People, szczególnie uśmiech). Pan X. o tym jeszcze nie wie, a K. nie jest tym zachwycony, że ma jeszcze więcej konkurencji. Tak myślę.
Boże, to były moje dwa najlepsze dni... Wczoraj rano zadzwonił do mnie Pan X. żeby pogadać. Opowiadał mi o tym gdzie się dostał itd. Był bardzo zabawny. Później zaproponował mi herbatę, a ja dokładnie wiedziałam o co mu chodzi. Jak go zobaczyłam, to nie wiedziałam, co mam zrobić. Zaparło mi dosłownie dech i oniemiałam. Tak się za nim stęskniłam przez ten czas, a tu tak nagle stoi pod moim blokiem i czeka na mnie zerkając tym swoim kocim spojrzeniem. Nie mogłam się z nim nagadać. Ponownie próbowałam go namówić na to wesele, ale nie ma bata, musi jechać z rodziną. W sumie, to rozumiem go. Jakby moi rodzice gdzieś mnie zabrali to też bym pojechała, a jeszcze w góry! To by była bajka... Pojadę z P. Umówiłyśmy się wczoraj trochę na to ;p
A wracając do mojego X. To było takie cudowne, poczuć w końcu jego spragnione mnie usta, na moich i przyspieszony oddech na mojej skórze. Co mnie bardzo zdziwiło, widząc mojego ogromnego siniaka, który od Rock For People jeszcze mi nie zszedł, zapytał co mi się stało. Wytłumaczyłam mu, a on... dał mi całuska, żeby już nie bolało ;o Ten człowiek mnie zadziwia z dnia na dzień coraz bardziej. Zaczyna mi się wydawać, że może mu zależy... A przynajmniej tak się zachowuje. Jest całkowicie inaczej niż kiedyś. Uwielbiam go w takiej wersji... W sumie to w każdej, ale w tej zdecydowanie rządzi!
Kiedy już wyszliśmy od niego, bo powiedziałam mu wcześniej, że jestem umówiona z P., wiec on też się umówił z kumplem, zrobiłam z siebie oczywiście idiotkę. Zaraz pod jego blokiem urwał mi się pasek w japonkach i musiałam przemaszerować całe osiedle boso, żeby dotrzeć do mieszkania i zmienić buty... Jak go to bawiło! W sumie to zrozumiałe :p
Później odprowadziłam go na autobus i obiecałam, że mu napiszę co i jak z imprezami, na które go zaprosiłam (tak żeby mieć pretekst do napisania i spotkania się ponownie). A później spotkałam się z P. Poszłyśmy ogarnąć gina (spóźniłyśmy się oczywiście 10 min. -.-) i na dworzec, żeby poczekać na A. Bo okazało się, że nie jedziemy nad jezioro, tylko idziemy na ognisko/grilla.
Najpierw jednak spotkaliśmy się jeszcze z M. i poszliśmy do mieszkania A. To było tak bardzo widać, jak on podbijał do P. :D A wypiliśmy tylko po jednym piwie na rozgrzewkę :p
W końcu poszliśmy na działki. Najpierw przez godzinę błądziliśmy, ale w końcu się udało. I było świetnie. Bałam się spotkania z K., bo na plecach miałam odbite zęby Pana X., ale całe szczęście przyjechał jak już było ciemno :D W ogóle, niewiele gadaliśmy. Większość czasu spędziłam z M., bo P. i A. zaczęli zajmować się sobą, więc byłyśmy zdane na siebie. Mega, mega, mega ją lubię! Heh, byłyśmy tak pijane, że zwierzałyśmy się sobie ze swojego życia :p W końcu temat zszedł na Pana X. (bo ona zna go dużo dłużej niż ja). Oczywiście, mówiłam jej swoją historię życia, ale nie powiedziałam, że o niego chodzi. Pewnie wie, bo jak się okazało K. powiedział wszystkim, że spałam z X., ale trudno. Tak czy inaczej, rozmawiając o Panu X. zeszłam na temat jego byłej. Powiedziałam, że nie wiem o co mu chodzi z tym, że zrobił jej krzywdę, bo nie chce nikomu powiedzieć. I wtedy się stało. Powiedziała mi. Wiem wszystko. Nie zdradził jej. Po prostu jej nie kochał i nie umiał sobie poradzić z powiedzeniem jej tego. Myślałam, że umrę ze szczęścia. W końcu, po tylu miesiącach wiem wszystko! To jest takie zajebiste!
Ogólnie imprezę uważam za bardzo udaną. Napiłam się konkretnie, dowiedziałam się takich nowości i poderwałam tancerza - B. Tańczyliśmy większość nocy i to jedyna osoba, z którą tak świetnie mi się tańczy! Jemu ze mną też dobrze. Dałam mu nawet swój nr., ale i tak jak tylko trafił do domu, to znalazł mnie na fejsbóku. I zaprosił na kawę :) Nie umówiliśmy się jeszcze dokładnie, bo nie wiem czy chcę iść, no aleee :D Miałam duże wyrzuty sumienia wracając do domu. Nieładnie się zachowałam względem K. (jak zwykle) plus poderwałam nowego faceta, a i tak mam problem z dwoma. No i do tego wszystkiego dołączył jeszcze mój (od tego poranka) ex przyjaciel - M. Dałam mu link do tego bloga, żeby wiedział co się ze mną działo/dzieje i zrozumiał parę rzeczy. I to był błąd. Nie dość, że mnie osądził, naskoczył na Pana X., chociaż nie miał prawa, to jeszcze przeczytał co chciał, nie zrozumiał nic i mnie zostawił. Ludzie zawsze odchodzą.
Także poranek nie należał do najmilszych. No i miałam kaca (chociaż skłonności do tego nie mam, więc było to dość zaskakujące i męczące). Chciałam bardzo porozmawiać z Panem X., bo znowu poczułam, że mogę zawsze na niego liczyć. Napisałam więc do niego. Odpisał mi po 2 godzinach, przepraszając, że pisze tak późno, ale dopiero wstał. Doznałam mega szoku! Nigdy mi tak nie pisał! Siedziałam pół godziny, myśląc jak mam mu odpowiedzieć, bo po prostu nie wiedziałam. Co prawda, ze spotkania nic nie wyszło (ale mamy się zobaczyć w przyszłym tyg.), ale odpisywał mi w taki miły sposób, że nie wiem co mam o tym myśleć...
Widzę w końcu szansę, że może się nam ułoży. I chyba przez to mam taki dobry humor ;) No i porozmawiałam sobie z O. U niej chyba też już lepiej. Umówiłam się z nią, że za tydzień obie wrócimy do domu. Już nie mogę się tego doczekać! Tak dawno się z nią widziałam! Niby rozmawiamy, ale jednak to nie to samo i tęsknię.
A jutro ognisko, na które zaprosił mnie K. Nie wiem czy pójdę. Jeżeli P. się zdecyduje, to ja też. Bez niej nie idę. Ktoś mnie musi pilnować ;)

A swoją drogą, na wczorajszej imprezie wyrzuciłam A., że odwołał mi zaproszenie na swoją imprezę. Przyznał się, ale powiedział, że był w tym tylko pionkiem, żebym nie odbierała tego osobiście i wgl.

A teraz, w doskonałym nastroju, nie wiedząc nadal co począć ze swoją sytuacją z facetami, pójdę spać. Wypiłam dziś milion hektolitrów coli i chyba będę sikać pół nocy, ale tak mi się chce pić!

środa, 17 lipca 2013

Każdy następny jest gorszy od poprzedniego

CO ZA FIUT! Ja pierdole! I tym razem wcale nie mówię o Panu X., ale o super zajebistym K. O nie nie. Nienawidzę go już teraz. Najchętniej rozbiłabym mu szklankę na głowie. Albo oblała kwasem. Albo pocięła mu twarz. Nie ważne co, byle bolało.
Ostatnio spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu - od środy widzieliśmy się praktycznie codziennie. Wczoraj został na noc. Oglądaliśmy film ('Poradnik pozytywnego myślenia') i zaczęło robić się... dziwnie. Zaczął miziać mnie po nodze. Nic nie powiedziałam, pozwalałam mu, a nie powinnam, bo w mojej głowie było tylko "Pan X., Pan X., Pan X.....". Podobnie później, jak się zjaraliśmy. Położyliśmy się wtedy spać. Oczywiście razem. Kolejny błąd. Tym razem miział mnie po brzuchu, a ja myślałam, że tego nie zniosę. Głupio mi było powiedzieć mu "ej, skończ", więc leżałam, a w głowie miałam to samo, co na filmie. Boziu, co to się porobiło. Kiedyś mogłam bez problemu przelizać się z kimkolwiek, a teraz nikt mnie nie może mnie nawet dotknąć, bo o nim myślę i źle się czuję. Kolejny dowód na prawdziwość moich uczuć. Skoro się tak dzieje tzn., że nie byłabym w stanie go zdradzić, i że dorosłam, a moje uczucie dojrzało.
Z tym dorosłam K. zapewne by się nie zgodził. W końcu 'wkurwiam go, bo zachowuję się strasznie dziecinnie'. Jaki zjeb.
Rano, po tej dziwnej nocy, ja byłam mega zażenowana i chciałam, żeby jak najszybciej sobie szedł. A ten, ja nie wiem, siedział uparcie jak najdłużej. W końcu poszedł. Ale nie wylogował się z fejsa. I zostawił go włączonego na wiadomościach. I tym oto sposobem wiem, że obrabia mi dupę wraz z moim kolejnym 'przyjacielem' - Kr. I z jednej strony pisze z nim jak bardzo mnie nie lubi, a z drugiej ciągle za mną lata i chce żebym zostawała w Kato na wakacje. No zjeb. Kłamliwa suka. A ja go zaprosiłam na wesele! Cóż, zrobię to co on mi - odwołam mu zaproszenie. Tak, tak. Sprawa z imprezą, to też była jego sprawka, teraz to wiem na pewno. I jeszcze pisał do Kr. jak to nie może się doczekać zdjęć z imprezy, bo nie idę. Fiut!

Nienawidzę facetów. Serio. Będę sama do końca życia. Każdy facet to deja vu szatana i każdy następny jest gorszym chujem od poprzedniego.

A z Panem X. będę się być może widzieć w piątek, ale nie sądzę, żebyśmy rozmawiali. Chyba nie chcę. I mam dosyć obydwu. Znaczy, Pan X. może i jest skurwielem, ale jest bardziej szczery w stosunku do mnie i nie robi takich rzeczy. Napisałam mu też list, ale chyba go nie dostanie, bo za bardzo się boję jego reakcji.

I pojęcia nie mam co zrobię z weselem.... Ciągle liczę, że Pan X. zmieni zdanie i powie, że jednak może iść. To by było idealne.

Tak czy inaczej, przez to wszystko najchętniej położyłabym się teraz na tory i czekała na jadący pociąg. Albo wskoczyłabym pod tramwaj. Albo poszła się utopić (hehe w pt. może będę miała okazję).

Boże ja się potnę.

sobota, 13 lipca 2013

Bliskość

To na prawdę kretyńskie i wkurzające, kiedy oglądając film, serial, czy nawet bajkę, nagle zaczynasz płakać, bo zazdrościsz głównym bohaterom uczucia. Nawet jeżeli są to dwa psy w bajce 'Zakochany kundel'. Brakuje mi tego. Wzajemności w uczuciach i bliskości.

Wczoraj spotkałam się po raz kolejny z K. Poszliśmy z nim, oraz P., A., i M. w plener. Przypomniałam sobie dzięki temu, jak smakuje ruski szampan z biedry. Ogólnie było zabawnie. Poznałam M. i okazała się całkiem sympatyczna :).
Plener to był nasz before. Kolejnym punktem programu było pójście do klubu. Błądziliśmy więc godzinę albo dwie po Gliwicach (do tej pory nie wiem, czemu akurat tam się umówiliśmy) w poszukiwaniu czegoś fajnego. W końcu stanęło na klubie z muzyką z lat '80. Niestety, weszliśmy tylko we 3: ja, P., i K. M. musiała wracać, a A... no właśnie, tego nie wie nikt, ale nie wszedł. Przed klubem poznałam inną koleżankę K. - G. Ona również była w porządku.
Plan był taki, że mieliśmy wszyscy wrócić o północy do domów. Cóż, wyszło jak zwykle i nie wyszło ;p Do mieszkania wróciłam dopiero o 6 rano.
Ale za to co się tam działo... Zaczynam się zastanawiać, czy wysyłam jakieś znaki do facetów. Najpierw zaczął mnie zaczepiać jakiś koleś wyglądający pod 30. Nie wiem, czy przyszedł z dziewczyną, narzeczoną, czy żoną, ale laska patrząc na mnie chciała mnie zabić wzrokiem. Później tańczyłam z typem koło 40. Coś mam szczęście chyba do takich. Swoją drogą, będąc na fajce ze swoją 'ekipą' podszedł do nas i wcisnęliśmy mu kit, że ja i P. mamy po 16 lat, a K. ma 21(no może to akurat prawie prawda, ale prawie). To było śmieszne, kiedy zbulwersowany pytał K., czemu zadaje się z tak młodymi laskami :p
Później tańczyłam z kolejnym typem, też tak 30pare lat. Ten już ostro zarywał do mnie. Powiedział mi, że jestem bardzo szczupła.
W międzyczasie, ciągle obserwował mnie 'pan pedofil' (tak go nazwaliśmy, bo był sporo po 40!). Ciągle się na mnie gapił i to było krępujące. Dobrze, że K. był obok. Jak tylko pojawiał się pedofil, ja przytulałam się do K. i tak sobie staliśmy. To było miłe. Tego mi właśnie brakowało. Przytulić się do kogoś, poczuć inną osobę obok mnie. Kiedy poleciało Aerosmith - Crazy uśmiechnęłam się ładnie do K.  i powiedziałam, że chcę zatańczyć. P. załapała i poszła usiąść. A my sobie tańczyliśmy. To było świetne. W pewnym momencie podniósł mnie i zaczął kręcić się w kółko, a na koniec tak mnie wygiął jak w tych wszystkich musicalach :3. Tak strasznie nie chciałam, żeby to się kończyło... Ale cóż. Jak tylko piosenka się skończyła i podeszła do nas P., K. stanął za mną i mnie objął. Było mi cudownie. Mogłabym tak stać do końca życia. Uśmiechałam się porozumiewawczo do P., a ona do mnie. Ale też to nie mogło wiecznie trwać. W końcu K. mnie puścił, trochę jeszcze potańczyliśmy i zdecydowaliśmy, że wracamy do domu. Poszliśmy więc na przystanek. Chwilę szliśmy nawet z K. za rękę, ale to tylko chwilę, bo pomógł mi wstać (bo usiedliśmy sobie w międzyczasie) i po prostu żadne z nas nie puściło ręki drugiego. Później, czekając na autobus, K. i P. opierali się o siebie. Byłam zazdrosna, nie powiem, ale w końcu K. oparł się o mnie i to było świetne. W autobusie ja siedziałam na przeciwko nich, oni oczywiście byli o siebie oparci (no kurde myślałam, że nie będę już zazdrosna, ale byłam), a ja postanowiłam się wyłączyć i posłuchać muzyki. Po pewnym czasie K. zaczął mnie miziać po nodze. Posłałam mu więc jeden z ładniejszych uśmiechów. Bardzo podobał mi się nasz kontakt wzrokowy w tamtym momencie.
Myślę, że zaczynam się w nim zakochiwać.
Lubię się do niego przytulać. Czuję się... bezpiecznie? Tak, to chyba dobre słowo. I wiem, że mnie nie skrzywdzi. Mimo to, boję się zaangażować. No i nie wiem, jak to jest z Panem X., czy dam radę mu tak całkowicie odpuścić, tak na już. Póki co, jest mi łatwiej, bo z K. widzę się codziennie (dzisiaj też ma do mnie przyjechać i mamy oglądać filmy :3), a z Panem X. wcale. Nawet nie napisał od ostatniego razu. Nie wiem, czy jest w Kato, czy nie, ale skoro (jak sam mi powiedział), zaprosił znajomych na weekend, to najprawdopodobniej dzieli nas od siebie kilkanaście metrów. Przykro. Jak się w końcu spotkamy, to serdecznie mu podziękuję za zaproszenie. To takie miłe z jego strony, że o mnie też pomyślał -.-. I nie będę ukrywać, że jestem zakochana w kimś innym. Za długo czekałam na niego. Podświadomie pewnie ciągle czekam i zawsze będę, ale zaczynam czuć coś do kogoś innego. Tak na prawdę czuć. Mam tylko nadzieję, że uczucia K. do mnie się nie zmieniły...


czwartek, 11 lipca 2013

Jak zażenować samą siebie?

Jak w tytule. Jest na to bardzo prosty przepis i da się to zrobić w jeden wieczór.

1. Umówić się z chłopakiem, któremu się podobam, do kina (na romans - 'Before midnight'), i zabrać ze sobą dwójkę innych znajomych - P. i A. (ale ogólnie, ciągle przypomina to podwójną randkę)
2. Przed kinem pójść razem na piwo w popularny plener tylko we troje - ja, P. i K.
3. Napić się tak, żeby było fajnie, ale nie za fajnie.
4. Spotkać się z A. i pójść w końcu na film.
5. Siedzieć między dwoma znajomymi, oglądając sceny mocno erotyczne i cycki głównej aktorki, na wielkim ekranie.
6. Po skończonym seansie, pójść ponownie na piwo.
7. Wdrapać się na ściankę wspinaczkową. Z piwem oczywiście.
8. Pójść na dworzec tylko po to, żeby dowiedzieć się, że ostatni autobus odjechał 10 min. temu (chociaż A. zapewniał, że jeździ o 1), i że jestem w dupie
9. Z braku innych możliwości, pójść do domu K.
10. Czekać na K. 30 minut, podczas których toczy się zacięta dyskusja między nim, a jego mamą
  • Zacząć panikować, np. że nie możemy tu być
  • Zacząć wymyślać różne, durne, plany działania, typu wyjście przez okno i zejście po rusztowaniu
  • Posunąć się do desperacji - napisać do Pana X. po ratunek
  • Posunąć się do jeszcze większej desperacji i być zdecydowanym na wykonanie telefonu do Pana X. po ratunek (tak o 1:30 w nocy)
  • Zacząć myśleć jak bardzo to wszystko jest żenujące i jak bardzo my jesteśmy w tym wszystkim żenujące
11. Dostać ataku śmiechu na widok wchodzącego do pokoju K., przypominając sobie chwile paniki.
12. Przypomnieć sobie podpunkt 3 i 4 z punktu 11. i myśleć jakie durne jesteśmy i jak niewiele brakowało do obudzenia Pana X.
13. Myśleć o tym wszystkim (szczególnie o zdarzeniach od punktu 8) resztę nocy i żenować tym samą siebie tak bardzo, żeby wyłączyć telefon tylko po to, żeby nie dostać odpowiedzi.

Tak właśnie tak to wygląda. Dodam w bonusie jeszcze jeden punkt:

14. Dostać odpowiedź z samego rana przy szybkim sprawdzaniu fejsa, i poczuć ogromne gorąco na twarzy wynikające z zażenowania.

wtorek, 9 lipca 2013

Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina

Nie mogę już znieść tego wszystkiego, tej całej sytuacji związanej z Panem X. To się robi za ciężkie. Z dnia na dzień jest coraz gorzej... Najgorsze w tym wszystkim jest to, że to wszystko, to moja wina. Gdybym 8 miesięcy temu nie zrobiła mu tej awantury, albo powiedziała, że mimo wszystko chcę z nim być, teraz byłabym szczęśliwa. Tak sądzę. Myślałam, że dałam sobie spokój, że to wszystko odchodzi. Myliłam się.
Oglądając 'One Tree Hill' postanowiłam odpowiedzieć sobie na pytanie, które tam padło. Z kim chciałabym być, kiedy moje największe marzenie się spełni. Pomimo bólu i krzywdy, którą mi wyrządził odpowiedź brzmi: z nim. To zawsze będzie On. Czuję to całym, krwawiącym sercem. I nie umiem sobie z tym poradzić. Poza tym to chyba właśnie On jest moim największym marzeniem i nie wiem co mam zrobić, żeby mnie chciał, ani czy w ogóle jest szansa, że będziemy razem. Niby jeżeli dwoje ludzi jest sobie przeznaczonych, w końcu będą razem. Tylko czy jest coś takiego jak przeznaczenie? Działa ono w ogóle? Niby w to wierzę, tak jak w to, że to On jest tym jedynym, ale póki co jedyne co mam to ból i cierpienie.
Czuję się zagubiona. Dlaczego nie mogę mieć z nim szczęśliwego zakończenia? A może mogę, tylko muszę zrobić coś, czego nie potrafię? Co jest ze mną nie tak? I dlaczego nie potrafię powiedzieć mu wprost 'kocham cię'? Przecież to właśnie czuję. Tak jak chciał, powiedziałam mu, co czuję. Ale nie mogłam powiedzieć tych dwóch słów. Za bardzo się boję. Raz to powiedziałam, pomimo, że tego nie czułam i teraz nabrało to ogromnej wagi. Nie chcę być odtrącona, kiedy mu to powiem. Nawet nie chcę, żeby odpowiadał. Chcę, żeby po prostu mnie wtedy przytulił. Nie musi nic mówić, nie wymagam tego od niego. Chcę tylko, żeby mnie nie odtrącał. Ale to się nie stanie. Chociaż czuję, pierwszy raz na prawdę czuję, że mogłoby nam wyjść. Właśnie teraz, bo nasze ostatnie spotkanie było jakieś inne... Nie potrafię tego wyrazić. Nie umiem znaleźć słów, żeby to opisać. Ale nie wiem co mam robić. To wszystko mnie przerasta i na prawdę mam tego dosyć. Chciałabym się  położyć i wykrwawić na śmierć, ale wiem, że nie mogę tego zrobić. Nie mogę nie istnieć, chociażby ze względu na rodziców. Nie zrozumieliby tego, a nie chcę być dla nich ciężarem, nawet jeżeli mnie już nie będzie. Ciekawi mnie czy On by się przejął? Co by pomyślał? Uznałby mnie za wariatkę, czy zdał sobie w końcu sprawę jak bardzo mnie skrzywdził? Żałowałby tego, że mnie nie miał? Brakowałoby mu mnie? Może. To straszne, że za każdym razem robię z niego potwora, którym tak na prawdę nie jest. To on zawsze mnie ratuje i najbardziej potrafi pomóc. I to z nim mam najpiękniejsze wspomnienia i najwięcej mu zawdzięczam. Jest moim bohaterem. Dzięki niemu dorosłam. Tylko, że zaczęło łączyć nas za dużo i chyba dlatego go pokochałam.
Boże, gdybym wtedy zawalczyła o nas... Nie umiem sobie wybaczyć tego wszystkiego. I nie umiem już żyć z tym poczuciem winy. To mnie zabija od środka. Spalam się. I nie ważne jak szczęśliwa jestem przez chwilę, bo pod koniec dnia, to i tak do mnie wraca.

czwartek, 4 lipca 2013

Lipiec

Póki co jest świetnie ;) Poznałam tyle nowych ludzi! Przeżyłam tyle emocji! Może niekoniecznie wszystkie były dobre, ale część była bardzo pozytywna ;)
26 czerwca wybrałam się na ten nieszczęsny wernisaż K. Po drodze miałam poważne wątpliwości za czym ja w ogóle tam jadę. W końcu miałam zakończyć to wszystko. Nie umiem nie dotrzymać słowa po prostu, a obiecałam, że tam będę. No i potrzebowałam namiotu. Wredne tak wykorzystywać kogoś, ale cóż, z takim nauczycielem jakiego miałam, to dziwne, że tylko na czymś takim się skończyło. Co do wystawy. Było fajnie. Spotkałam się z M&M, których zaprosiłam. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, jak bardzo tęskniłam za kimś znajomym. Przez nich olałam trochę K. A nawet trochę bardzo.
Jadąc tam miałam przeczucie, że to wszystko będzie żenujące. I było. Siedząc ze swoimi znajomymi, w pewnym momencie Ol. ścisnęła mnie za rękę i powiedziała proste 'zobacz kto przyszedł'. Podnosząc wzrok, ukazał mi się w nie kto inny, tylko Pan X. Zrobiło mi się gorąco w twarz, słabo i nie wiadomo co jeszcze. Chwyciłam szybko za kieliszek z szampanem i wypiłam go na raz. A później udawałam, że nie widzę tego dupka. To było durne, wiem, ale inaczej nie mogłam. A on obserwował mnie i to konkretnie. W pewnym momencie, kiedy stałam bardziej z boku swojej ekipy, bo brałam kolejny kieliszek szampana, podszedł po prostu do mnie i zagadał. 'Co ty tu robisz?' No kurwa kwiatki sadzę. Odpowiedziałam, że organizator mnie zaprosił, to przyszłam. I tak gadaliśmy dość długą chwilę, a ja myślałam, że umrę. Co gorsza włączył mi się tryb flirtu. Widziałam go w koszuli i jeansach, czyli zupełnie inaczej niż zwykle, i mega mnie to podjarało. Były więc spojrzenia spod rzęs, zagryzanie wargi i zalotne uśmiechy. No i zrobiło mi się jeszcze bardziej źle, bo podczas mojego małego występu podszedł do nas K. Staliśmy więc tak w 3 i nie wiem kto był najbardziej zażenowany. Ja, Pan X, czy K. Dzięki Bogu K. za chwilę odszedł, bo ktoś wychodził. Pan X też, ale później podszedł ponownie i próbował żartować. A później wraz ze swoją ekipą postanowiliśmy się zmywać na piwo. K. zaczął panikować, łapać mnie za ręce i mówić żebym została. Oczywiście Pan X. siedział i się temu przyglądał. W końcu poszliśmy. Po drodze M1 stwierdził, że będę z Panem X, z tego co zaobserwował, i nazywał go 'moim lubym' xd.
W knajpie dosiedliśmy się do jakiegoś starego dziadka, który z Ol. i M. zrobił parę, podrywał M2, ku zazdrości M1, a do mnie mówił, że jestem jak jaszczureczka. Że ugryzłabym tak każdego faceta i nic więcej. Chwalił moje zęby i zachwycał się oczami. Stwierdził też, że muszę być niesamowita w łóżku. Ja nie wiem dlaczego ludzie mnie tak odbierają. Nie noszę dekoltów ani nic. Nie rozumiem tego, a  to trochę przykre, zważywszy na to, co robiłam z Panem X. Tyle że robiłam to z miłości. Cóż, muszę się przyzwyczaić, że tak jak mówi Pan X. wyglądam na piekielnie seksowną, i że żaden facet nie zechce się ze mną związać tylko pobawić. Aż zaczynam żałować tego co dziś napisałam do Mr. X, ale o tym później.
Jako, że uciekł nam pociąg powrotny do Kato, więc wróciłyśmy do K., ale tam było bardzo zamulasto i żenująco. Olałyśmy zatem, bardzo nieładnie swoją drogą, i pojechałyśmy do M&M. Rano (czyli koło 11), już w drodze do Kato, zadzwonił do mnie Pan X. że chce przyjść po wzmacniacz. Jako, że miałam już plan w głowie, uparłam się, że ja mu go odniosę, a później pojedziemy razem do Zabrza. Musiałam się tylko pospieszyć, bo na 16 miał być w domu. I tak oto niemalże biegłam z pociągu, wzięłam szybki prysznic, ogoliłam nogi (tak, to jest prawdziwe poświęcenie kobiety dla faceta) i z mokrą głową poleciałam do niego. Na początku było dziwnie. Pierwsze co, to zaproponował mi coś do picia. Później ja mówiłam mega dużo, on nie. Byłam strasznie zdenerwowana. W końcu podszedł do mnie, objął moje nogi i zaczął je całować. Byłam, jak to się mówi, 'w domu'. Później zaczęliśmy się całować. Było w tym wszystkim coś innego niż zwykle. W ogóle odnosiłam wrażenie, że chce mi coś powiedzieć. Cóż, nie zrobił tego. Spytał tylko, czy jestem umówiona na konkretną godzinę z K. Kiedy usłyszał odpowiedź przeczącą, nie było już odwrotu od tego co robiliśmy. A poszliśmy z tym dalej niż zwykle. Z moich dawnych, niewinnych porównań do Greya, nie zostało już nic. Teraz po prostu to właśnie tak wygląda. Nie tylko jego charakter, ale też charakter tego jak 'spędzamy wspólnie czas'. I co najgorsze (?) mnie to kręci. I to bardzo. Oczywiście z planu nic nie wyszło.
Jadąc do Zabrza rozmawialiśmy o weselach (jak zwykle) - ja o moim, on o swoim. Powiedział, że bardzo dziwnie będą usadzeni. On koło pana młodego, a koło niego, cytuję: '............ moja......... moja...... osoba....... moja osoba towarzysząca..........' plus dziwny i zażenowany look na mnie. Ja oczywiście zapomniałam języka i nie zapytałam z kim idzie. Pewne jest, że nie ze mną. Zabolało. Zdałam sobie sprawę, że tak być nie może. Wkurwiłam się po prostu. Niech się pieprzy ze swoją osobą towarzyszącą, a nie ze mną. Koniec. Za bardzo zabolało.
Po tym nie umiałam się zachowywać normalnie w stosunku do niego. No i na dworcu spotkaliśmy się w 3. Ja, on i K. I to było okropne. Nie wiedziałam co mam robić. Chciałam płakać, a nie mogłam. Wzięłam namiot, postałam z nimi chwilę i chciałam wrócić, ale Pan X. miał mi pożyczyć jeszcze karimatę. Na prawdę chciałam się zmywać, ale nie mogłam bo tych 2 kretynów się zagadało. A później doszedł jeszcze jeden, który zawsze widzi mnie i Pana X. razem i to już jest dziwne moim zdaniem. Tym bardziej, że wtedy na dworcu Pan X. rzucił, że jakaś laska jest ładna, a ten kumpel od razu look na mnie. To wszystko jest chore. W końcu poszliśmy do Pana X., K. był zawiedziony, ale nie poszedł z nami, a godzinę później dzwonił, czy nie podrzucić mnie do Kato, bo jedzie autem. Dla mnie szkoda, bo zadzwonił jak już dojeżdżałam, dla niego ulga, bo nie zostałam. 

A dzisiaj, pod wpływem niewyspania, spowodowanym ciągłym imprezowaniem, napisałam kolejny raz do Pana X, bo za pierwszym razem nie odpisał. Pytałam, kiedy mogę oddać mu karimatę. Postraszyłam go, że jadę do domu i wracam w październiku. Powiedział, że jak wrócę. No i właśnie. Coś mnie podkusiło. I napisałam, że koniec raz na zawsze z naszym układem, czy jakkolwiek to nazwać. Odpisał mi tylko OK. Nie zapytał o nic. Powiedziałam mu więc, że nie jestem jego i nie będzie robił więcej ze mnie kretynki i podziękowałam za uwagę. Chamsko trochę. Ale mam dosyć. I to poważnie. Chcę go. Niczego nigdy tak nie chciałam. Ale nie mogę sama robić sobie takiej krzywdy i być nadal jego zabawką. Gdyby wziął mnie na to wesele, pewnie do tego by nie doszło. Ale nie pozwolę na to, żeby spotykał się z kimś innym, a ze mną sypiał. Nie będę na tyle głupia i nie będę jego kochanką.

Zrobiło się chłodno i grzmi. Chciałam wyjść i porozmawiać o tym wszystkim z P., bo w końcu zaufałam jej i po lemonie jest jedyną osobą, z którą mogę porozmawiać, która zawsze mnie wysłucha. Z R. gadamy, ale po akcjach z K. nie mogę jej powiedzieć wszystkiego. A z P. widziałyśmy się nawet nago, więc nic dodać, nic ująć ;p

A o lemonie, rock for people i innych imprezach kiedy indziej. Teraz muszę się położyć i popłakać. Bo to, że skończyłam to wszystko, jednak boli. Tym bardziej, że będę musiała mu napisać, że jednak nie wracam. I się z nim spotkać. Hehehe brawo dla impulsywnej i kierującej się nie wiem czym, mnie. Brawo