NIKT TYLKO TY
nikt nie może cię uratować, tylko
ty sam.
raz po raz będziesz lądował
w prawie niemożliwych
sytuacjach.
tamci raz po raz będą próbowali
podstępem, ukradkiem i
siłą
zmusić cię, żebyś uległ, dał za wygraną i (lub) po cichu umarł
w sobie.
nikt nie może cię uratować, tylko
ty sam
i niewiele trzeba, żeby ci się to nie udało,
całkiem niewiele
ale śpiesz się, śpiesz się, śpiesz.
po prostu ich obserwuj.
słuchaj co mówią.
tym właśnie chcesz być?
istotą bez umysłu i serca?
chcesz jeszcze przed śmiercią
zaznać śmierci?
nikt nie może cię uratować, tylko
ty sam
a wart jesteś uratowania.
niełatwo będzie zwyciężyć w twojej wojnie
ale jeśli w ogóle coś warto wygrać
to właśnie ją.
pomyśl o tym.
pomyśl, jak siebie uratować.
siebie z ducha.
siebie z brzucha.
śpiewającego, magicznego
pięknego siebie.
uratuj go.
nie wstępuj do klubu martwych duchem.
pielęgnuj siebie
z humorem i gracją
a w końcu
jeżeli zajdzie potrzeba
rzuć własne życie na szalę
i mniejsza o to, jakie masz szanse, mniejsza o
cenę.
tylko ty sam możesz się
uratować
zrób to! zrób!
a wtedy dokładnie zrozumiesz, o czym
mówię.
I coraz częściej myślę, że nie mogę się uratować, i że już wstąpiłam do klubu martwych duchem. Nie mam siły. Nie mam rodziców. Nie mam nic.
poniedziałek, 30 czerwca 2014
środa, 25 czerwca 2014
Bardzo negatywnie.
Niedobrze mi. Już rzygam tym wszystkim. Czemu dawanie sobie spokoju jest takie ciężkie w moim wypadku? I to nie chodzi o to, że nie umiem sobie powiedzieć 'wyjebane', bo to jest proste. Gorzej z tym, że ja cierpię fizycznie. Mdli mnie, wszystko mnie doprowadza do szału i płaczu, nie umiem się na niczym skupić, nie śpię po nocach. W dodatku ciągle myślę jedynie o tym gównie i nie umiem przestać. Nie zdam roku przez to i tyle będzie.
Dzisiaj zawiodłam się jeszcze bardziej na tym człowieku i to mnie dobiło. Miał się odezwać - nie zrobił tego. Ile to zajmuje, żeby napisać głupiego smsa? To jest takie trudne? Mogę się założyć o milion złotych, że na rudą szmatę miał czas. No właśnie. Zawsze jak tylko o tym pomyślę, to zaczyna mnie mdlić.
Jestem też wkurwiona na siebie. Nie rozumiem, czemu całe moje życie kręci się wokół niego i dlaczego do tej pory nie umiałam tego zakończyć. To nie jest zdrowe, ale ja na prawdę nie potrafię zrzucić go z piedestału i podeptać. Nawet jak już go upokorzę publicznie, to później będę w takim samym stanie jak jestem teraz i pewnie po jakimś czasie jeszcze go przeproszę. Ja muszę coś zrobić ze sobą, bo tak dłużej na prawdę być nie może.
Dzisiaj zawiodłam się jeszcze bardziej na tym człowieku i to mnie dobiło. Miał się odezwać - nie zrobił tego. Ile to zajmuje, żeby napisać głupiego smsa? To jest takie trudne? Mogę się założyć o milion złotych, że na rudą szmatę miał czas. No właśnie. Zawsze jak tylko o tym pomyślę, to zaczyna mnie mdlić.
Jestem też wkurwiona na siebie. Nie rozumiem, czemu całe moje życie kręci się wokół niego i dlaczego do tej pory nie umiałam tego zakończyć. To nie jest zdrowe, ale ja na prawdę nie potrafię zrzucić go z piedestału i podeptać. Nawet jak już go upokorzę publicznie, to później będę w takim samym stanie jak jestem teraz i pewnie po jakimś czasie jeszcze go przeproszę. Ja muszę coś zrobić ze sobą, bo tak dłużej na prawdę być nie może.
niedziela, 22 czerwca 2014
Zemsta.
Podobno zemsta najlepiej smakuje na zimno. Cóż, mam nadzieję, bo od kiedy jestem suką, posiadam niewiele ciepła.
Planuję się delektować jej każdym kęsem, przeżuwać go powoli i dokładnie, obserwując wszystko dookoła. Wiem, że ma to niewiele wspólnego z nie patrzeniem wstecz, ale co ja na to poradzę, że coś we mnie znowu zaskoczyło i powróciła rządna zemsty, pełna nienawiści istota. Taki mały szatan, dążący do publicznego upokorzenia człowieka, na którym tak bardzo mi kiedyś zależało, którego tak kochałam. Za nim polecą wszystkie jego wielbicielki, które próbowały mi go zabrać. Nikt nie zostanie żywy na tym polu bitwy, poza mną i wszystkimi, którzy są za mną, a szczerze mówiąc, trochę się tych osób nazbierało. Powiedzenie wszystkim o moim małym sekrecie przyniosło niesamowity efekt - nie dość, że wszyscy nasi wspólni znajomi stracili do niego szacunek (w sumie to nie tylko wspólni znajomi), ale mam też swoich własnych szpiegów. Czuję się jak generał.
Z dnia na dzień narasta we mnie poczucie nienawiści i tylko czekam, aż osiągnie ono swoje apogeum. W sumie myślę, że to się stanie już niedługo.
Brak mi ostatnio cierpliwości do otaczającego mnie świata i ludzi. Dosyć mam już kłamstw tego człowieka. Chociaż raz mógłby powiedzieć prawdę, bo on i tak wie, że ja wiem (albo się dowiem) i wychodzi tylko na idiotę. Wszystko mnie irytuje i najchętniej nie wychodziłabym z pokoju, żeby uniknąć niepotrzebnych stresów. Tak się we mnie poprzestawiało od wieczoru, kiedy się naćpałam. Raz się pomyliłam w wyborze i od tego czasu jestem innym człowiekiem. No może niezupełnie. Po prostu wróciłam stara ja. I to nie jest bezpieczne. Ale, że tak zacytuję 'no matter how long you try to be good, you can't keep a bad girl dowan'.
A zemsta... Cóż, myślę, że jest to dosyć krwawe i bolesne pragnienie pierwotne każdego człowieka.
Planuję się delektować jej każdym kęsem, przeżuwać go powoli i dokładnie, obserwując wszystko dookoła. Wiem, że ma to niewiele wspólnego z nie patrzeniem wstecz, ale co ja na to poradzę, że coś we mnie znowu zaskoczyło i powróciła rządna zemsty, pełna nienawiści istota. Taki mały szatan, dążący do publicznego upokorzenia człowieka, na którym tak bardzo mi kiedyś zależało, którego tak kochałam. Za nim polecą wszystkie jego wielbicielki, które próbowały mi go zabrać. Nikt nie zostanie żywy na tym polu bitwy, poza mną i wszystkimi, którzy są za mną, a szczerze mówiąc, trochę się tych osób nazbierało. Powiedzenie wszystkim o moim małym sekrecie przyniosło niesamowity efekt - nie dość, że wszyscy nasi wspólni znajomi stracili do niego szacunek (w sumie to nie tylko wspólni znajomi), ale mam też swoich własnych szpiegów. Czuję się jak generał.
Z dnia na dzień narasta we mnie poczucie nienawiści i tylko czekam, aż osiągnie ono swoje apogeum. W sumie myślę, że to się stanie już niedługo.
Brak mi ostatnio cierpliwości do otaczającego mnie świata i ludzi. Dosyć mam już kłamstw tego człowieka. Chociaż raz mógłby powiedzieć prawdę, bo on i tak wie, że ja wiem (albo się dowiem) i wychodzi tylko na idiotę. Wszystko mnie irytuje i najchętniej nie wychodziłabym z pokoju, żeby uniknąć niepotrzebnych stresów. Tak się we mnie poprzestawiało od wieczoru, kiedy się naćpałam. Raz się pomyliłam w wyborze i od tego czasu jestem innym człowiekiem. No może niezupełnie. Po prostu wróciłam stara ja. I to nie jest bezpieczne. Ale, że tak zacytuję 'no matter how long you try to be good, you can't keep a bad girl dowan'.
A zemsta... Cóż, myślę, że jest to dosyć krwawe i bolesne pragnienie pierwotne każdego człowieka.
czwartek, 12 czerwca 2014
Wielki powrót!
-Jak tam problemy miłosne?
(chwila ciszy)
-Nie ma.
-No ale jak to, nie ma już żadnej rudej, Baśki, Kaśki, Aśki?
-Ewy. Nie ma.
-No widzisz!
-Chodzi o to, że nie ma, bo jego nie ma.
Wracam do pisania. To jest coś co lubię. Po długiej przerwie, ale jestem. Sama dla siebie. Nareszcie.
Od ostatniego wpisu wydarzyło się niemalże wszystko. Była miłość, radość, cierpienie, strach, nerwy, poczucie bezpieczeństwa, zazdrość, nowe znajomości, szalone akcje, niewiara we własne życie, łzy, krew, pot, pustka, poczucie beznadziejności i bezsensu istnienia, wiele przemyśleń, nowe spojrzenie na świat, ja w wersji zimna suka, ja w wersji słodsza niż miód. Widać nadal nie wiem kim jestem, ale powoli próbuję się w sobie odnaleźć. Tym razem zupełnie sama. Muszę się tego nauczyć, ale małymi kroczkami mam nadzieję, że mi się to uda. Nie będę wracać do minionych wspomnień, bo i tak niewiele pamiętam (co, gdzie, kiedy), ani do historii. Czas rozpocząć wszystko od nowa. Miałam przeczucie, że coś się stanie i jestem pewna, że już to nastąpiło. Nie wiem co. Po prostu coś. I czuję, że muszę to wszystko za sobą zostawić i nigdy nie oglądać się za siebie.
(chwila ciszy)
-Nie ma.
-No ale jak to, nie ma już żadnej rudej, Baśki, Kaśki, Aśki?
-Ewy. Nie ma.
-No widzisz!
-Chodzi o to, że nie ma, bo jego nie ma.
Wracam do pisania. To jest coś co lubię. Po długiej przerwie, ale jestem. Sama dla siebie. Nareszcie.
Od ostatniego wpisu wydarzyło się niemalże wszystko. Była miłość, radość, cierpienie, strach, nerwy, poczucie bezpieczeństwa, zazdrość, nowe znajomości, szalone akcje, niewiara we własne życie, łzy, krew, pot, pustka, poczucie beznadziejności i bezsensu istnienia, wiele przemyśleń, nowe spojrzenie na świat, ja w wersji zimna suka, ja w wersji słodsza niż miód. Widać nadal nie wiem kim jestem, ale powoli próbuję się w sobie odnaleźć. Tym razem zupełnie sama. Muszę się tego nauczyć, ale małymi kroczkami mam nadzieję, że mi się to uda. Nie będę wracać do minionych wspomnień, bo i tak niewiele pamiętam (co, gdzie, kiedy), ani do historii. Czas rozpocząć wszystko od nowa. Miałam przeczucie, że coś się stanie i jestem pewna, że już to nastąpiło. Nie wiem co. Po prostu coś. I czuję, że muszę to wszystko za sobą zostawić i nigdy nie oglądać się za siebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)