wtorek, 1 lipca 2014

Nowy plan.

Mam pomysł. I jestem strasznie podekscytowana tym, że wracam do formy w knuciu.
Wczoraj miałam wielką kłótnię z rodzicami. W sumie skończyło się na tym, że nie mam już rodziców, a co za tym idzie, nie wracam do domu, a z kolei w konsekwencji tego, nie dostaję pieniędzy. Oczywiście podzieliłam się tym z moim najlepszym przyjacielem, który teraz chce mi pomóc, ale nie wie jak. Dobrze, że ja wiem.
Tak sobie myślę... Wrócę do domu. I go tam zaproszę. Tym razem powinien przyjechać, bo będę samotna, bez jakichkolwiek znajomych w pobliżu, z koszmarną atmosferą w domu i z brakiem możliwości wcześniejszego powrotu, jeśli chcę dostać pieniądze. Będę też po wypłacie, więc zaoferuję, że kupię mu bilet powrotny. Nie może się nie zgodzić. Plan idealny. Tym sposobem będę go miała koło siebie przez kilka dni i kto wie, może się zbliżymy jeszcze bardziej?
Po nocy, kiedy nie odpisywał mi na smsy i nie odbierał moich telefonów, czym doprowadził mnie do stanu przedzawałowego, stwierdziłam, że plan z publicznym upokorzeniem może chwilę zaczekać, bo jeżeli to zrobię w tym momencie, to będę tego żałować. Muszę wykorzystać wszystkie szanse, o które się wręcz potykam, żeby być pewną, że nic więcej nie mogę już zrobić i czas to wszystko zakończyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz