Koniec nadziei i bycia miłą. Chce mi się niesamowicie przespać z Panem X. i wiem, że to byłaby noc mojego życia, ale skoro kiedy jestem miła i chcę się spotykać, to on mnie olewa, zrobimy inaczej. Tak jak to zawsze na niego działa (hue hue hue a jednak go rozgryzłam). To ja oleję jego. Bo ile wytrzyma? Góra do następnego tygodnia. Za dobrze mu było przez te kilka dni. Zdążył poczuć, że mnie ma. A niech się w dupę ugryzie. I jak już pójdę, to powiem mu to samo. Nie będzie seksu ani nawet przytulania i całowania. Wracam do traktowania go tak, jak na początku, czyli z dystansem. Straciłam na chwilę kontrolę i o. Nie wiem czemu sobie pozwoliłam na chwilę słabości. To wszystko przez te kocie oczy, zawadiacki uśmiech, dołeczki w policzkach i słowa, od których rzygam tęczą. Wracam też ponownie do jakże edukacyjnej lektury 'dlaczego mężczyźni kochają zołzy', bo dzięki niej byłam na idealnie prostej drodze do serca Pana X.
Tylko nasuwa mi się teraz pytanie: czy ja na pewno tego chcę? Bo jak już wiem, mam 2 osobowości. Jednej na nim zależy, cierpi i płacze, a druga jest wredna, podła i ma ochotę się nim pobawić. Kiedy miałam taką fazę z moim byłym, zakochałam się w kimś innym. To chyba znak, że nic z tego nie będzie. Więc po co się spotykać? Chyba coś we mnie umarło i moja druga strona się dzięki temu znowu obudziła.
Tia, sama nie rozumiem co napisałam. Jednocześnie chcę go olać, bo wiem, że wtedy wróci i też dlatego, bo chcę mieć go w dupie i zranić, jak on mnie.
Mnie pojebało od tej znajomości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz