Podobno zemsta najlepiej smakuje na zimno. Cóż, mam nadzieję, bo od kiedy jestem suką, posiadam niewiele ciepła.
Planuję się delektować jej każdym kęsem, przeżuwać go powoli i dokładnie, obserwując wszystko dookoła. Wiem, że ma to niewiele wspólnego z nie patrzeniem wstecz, ale co ja na to poradzę, że coś we mnie znowu zaskoczyło i powróciła rządna zemsty, pełna nienawiści istota. Taki mały szatan, dążący do publicznego upokorzenia człowieka, na którym tak bardzo mi kiedyś zależało, którego tak kochałam. Za nim polecą wszystkie jego wielbicielki, które próbowały mi go zabrać. Nikt nie zostanie żywy na tym polu bitwy, poza mną i wszystkimi, którzy są za mną, a szczerze mówiąc, trochę się tych osób nazbierało. Powiedzenie wszystkim o moim małym sekrecie przyniosło niesamowity efekt - nie dość, że wszyscy nasi wspólni znajomi stracili do niego szacunek (w sumie to nie tylko wspólni znajomi), ale mam też swoich własnych szpiegów. Czuję się jak generał.
Z dnia na dzień narasta we mnie poczucie nienawiści i tylko czekam, aż osiągnie ono swoje apogeum. W sumie myślę, że to się stanie już niedługo.
Brak mi ostatnio cierpliwości do otaczającego mnie świata i ludzi. Dosyć mam już kłamstw tego człowieka. Chociaż raz mógłby powiedzieć prawdę, bo on i tak wie, że ja wiem (albo się dowiem) i wychodzi tylko na idiotę. Wszystko mnie irytuje i najchętniej nie wychodziłabym z pokoju, żeby uniknąć niepotrzebnych stresów. Tak się we mnie poprzestawiało od wieczoru, kiedy się naćpałam. Raz się pomyliłam w wyborze i od tego czasu jestem innym człowiekiem. No może niezupełnie. Po prostu wróciłam stara ja. I to nie jest bezpieczne. Ale, że tak zacytuję 'no matter how long you try to be good, you can't keep a bad girl dowan'.
A zemsta... Cóż, myślę, że jest to dosyć krwawe i bolesne pragnienie pierwotne każdego człowieka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz