Kolejnego dnia spotkaliśmy się. Mieliśmy obejrzeć film, jednak jak to z nim bywa, nawet nie zaczęliśmy. Pomimo to odniosłam wrażenie, że domyślił się, że o niego chodziło mi poprzedniego dnia (no brawo, jakby tego nie wiedział, to byłby totalnym idiotą) i zaczął próbować podpuścić mnie, żebym to powiedziała. Oczywiście, że nie zrobiłam tego. Co więcej, spytał czy rozmawiałam już z K. Kiedy odpowiedziałam, że nie, kazał mi to zrobić NATYCHMIAST. Rzecz jasna, nie posłuchałam go :D
W środę z kolei, zadzwonił do mnie, żebyśmy olali wykłady i wybrali się do centrum handlowego. Nie musiał mnie nawet namawiać. Nawet jakby chciał się wybrać ze mną do piekła na piechotę, to ja powiem tak. W sumie to chyba już dawno rozpoczęliśmy tą naszą podróż... Anyway. Kiedy szliśmy i doskonale nam się gadało, zadzwonił do mnie K. Chciał się umówić. Pan X. to słyszał. Słyszał też, jak odmawiam. Nie widziałam jego miny wtedy, byłam zbyt zażenowana telefonem od K. i tym że Pan X. śmiał się z tego jak odebrałam, żeby jeszcze zwracać uwagę na to, jakie miny robi kiedy odmawiam K. A później zaplanował, że pójdziemy na pizze.
I to był piękny dzień.
Wieczorem, kiedy spotkałam się z Ol, zaczęłyśmy słuchać starych piosenek. Podczas Aerosmith - 'I don't wanna miss a thing', pomyślałam o Nim i stałam się jedną wielką emocją, a w moim brzuchu fruwało miliony motylków. I wzięło mi się to znikąd. I to było cudowne uczucie. Przez bite 4 godziny czułam, że za chwilę wyrosną mi skrzydła i polecę. To jest uczucie nie do opisania. Byłam wtedy taka szczęśliwa.
To samo czułam na drugi dzień rano. I po południu. Było mi tak dobrze do wieczora. Wtedy to napisałam do niego, czy chce film, o który mnie poprosił wieczór wcześniej. Odparł, że nie dzięki, muszę się spakować i schować laptopa. A była godzina 18. Poczułam wściekłość. Wyjebał mnie po raz kolejny, a ja sama dałam mu na to przyzwolenie. Tak więc w odpowiedzi dostał 'spierdalaj' w ładniejszej formie, składające się z całego zdania złożonego.
Tak więc od dzisiejszego poranka, to zdecydowanie nie jest mój dzień. Obudziłam się z piosenką Roxette w głowie i poszłam na uczelnię i zdecydowałam, że mam na niego po prostu wyjebane. Irytował mnie tym co i w jaki sposób mówił. Ba, samą swoją obecnością mnie denerwował!
Tylko, że jak zwykle, kiedy ja odpuszczam, to on nie może. Podchodził do mnie. Zaczepiał. Rozmawiał. A ja dzielnie trzymałam dystans. Nawet kiedy przytulał mnie na pożegnanie, przytrzymał mnie tak dłużej, ale ja nie odwzajemniałam tego uścisku.
Cóż. Jak się to wszystko poukłada zobaczymy wieczorem. Idę do R. na wielką imprezę i mam już w głowie plan. Chcę porozmawiać z K, a kiedy będzie po wszystkim napisać do Pana X. i spytać go, czy wie, że o niego mi chodziło, kiedy mówiłam o uczuciach do innego mężczyzny.
Z jednej strony bardzo się boję, ale z drugiej nie mogę się już tego doczekać! Bardzo bym chciała powiedzieć mu w końcu o swoich uczuciach. Tylko co, jak po raz kolejny mnie wyjebie....? Pozbieram się po tym? Mam na to cały weekend majowy, z daleka od niego ;)
A tu wyżej wspomniana piosenka:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz