czwartek, 4 lipca 2013

Lipiec

Póki co jest świetnie ;) Poznałam tyle nowych ludzi! Przeżyłam tyle emocji! Może niekoniecznie wszystkie były dobre, ale część była bardzo pozytywna ;)
26 czerwca wybrałam się na ten nieszczęsny wernisaż K. Po drodze miałam poważne wątpliwości za czym ja w ogóle tam jadę. W końcu miałam zakończyć to wszystko. Nie umiem nie dotrzymać słowa po prostu, a obiecałam, że tam będę. No i potrzebowałam namiotu. Wredne tak wykorzystywać kogoś, ale cóż, z takim nauczycielem jakiego miałam, to dziwne, że tylko na czymś takim się skończyło. Co do wystawy. Było fajnie. Spotkałam się z M&M, których zaprosiłam. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, jak bardzo tęskniłam za kimś znajomym. Przez nich olałam trochę K. A nawet trochę bardzo.
Jadąc tam miałam przeczucie, że to wszystko będzie żenujące. I było. Siedząc ze swoimi znajomymi, w pewnym momencie Ol. ścisnęła mnie za rękę i powiedziała proste 'zobacz kto przyszedł'. Podnosząc wzrok, ukazał mi się w nie kto inny, tylko Pan X. Zrobiło mi się gorąco w twarz, słabo i nie wiadomo co jeszcze. Chwyciłam szybko za kieliszek z szampanem i wypiłam go na raz. A później udawałam, że nie widzę tego dupka. To było durne, wiem, ale inaczej nie mogłam. A on obserwował mnie i to konkretnie. W pewnym momencie, kiedy stałam bardziej z boku swojej ekipy, bo brałam kolejny kieliszek szampana, podszedł po prostu do mnie i zagadał. 'Co ty tu robisz?' No kurwa kwiatki sadzę. Odpowiedziałam, że organizator mnie zaprosił, to przyszłam. I tak gadaliśmy dość długą chwilę, a ja myślałam, że umrę. Co gorsza włączył mi się tryb flirtu. Widziałam go w koszuli i jeansach, czyli zupełnie inaczej niż zwykle, i mega mnie to podjarało. Były więc spojrzenia spod rzęs, zagryzanie wargi i zalotne uśmiechy. No i zrobiło mi się jeszcze bardziej źle, bo podczas mojego małego występu podszedł do nas K. Staliśmy więc tak w 3 i nie wiem kto był najbardziej zażenowany. Ja, Pan X, czy K. Dzięki Bogu K. za chwilę odszedł, bo ktoś wychodził. Pan X też, ale później podszedł ponownie i próbował żartować. A później wraz ze swoją ekipą postanowiliśmy się zmywać na piwo. K. zaczął panikować, łapać mnie za ręce i mówić żebym została. Oczywiście Pan X. siedział i się temu przyglądał. W końcu poszliśmy. Po drodze M1 stwierdził, że będę z Panem X, z tego co zaobserwował, i nazywał go 'moim lubym' xd.
W knajpie dosiedliśmy się do jakiegoś starego dziadka, który z Ol. i M. zrobił parę, podrywał M2, ku zazdrości M1, a do mnie mówił, że jestem jak jaszczureczka. Że ugryzłabym tak każdego faceta i nic więcej. Chwalił moje zęby i zachwycał się oczami. Stwierdził też, że muszę być niesamowita w łóżku. Ja nie wiem dlaczego ludzie mnie tak odbierają. Nie noszę dekoltów ani nic. Nie rozumiem tego, a  to trochę przykre, zważywszy na to, co robiłam z Panem X. Tyle że robiłam to z miłości. Cóż, muszę się przyzwyczaić, że tak jak mówi Pan X. wyglądam na piekielnie seksowną, i że żaden facet nie zechce się ze mną związać tylko pobawić. Aż zaczynam żałować tego co dziś napisałam do Mr. X, ale o tym później.
Jako, że uciekł nam pociąg powrotny do Kato, więc wróciłyśmy do K., ale tam było bardzo zamulasto i żenująco. Olałyśmy zatem, bardzo nieładnie swoją drogą, i pojechałyśmy do M&M. Rano (czyli koło 11), już w drodze do Kato, zadzwonił do mnie Pan X. że chce przyjść po wzmacniacz. Jako, że miałam już plan w głowie, uparłam się, że ja mu go odniosę, a później pojedziemy razem do Zabrza. Musiałam się tylko pospieszyć, bo na 16 miał być w domu. I tak oto niemalże biegłam z pociągu, wzięłam szybki prysznic, ogoliłam nogi (tak, to jest prawdziwe poświęcenie kobiety dla faceta) i z mokrą głową poleciałam do niego. Na początku było dziwnie. Pierwsze co, to zaproponował mi coś do picia. Później ja mówiłam mega dużo, on nie. Byłam strasznie zdenerwowana. W końcu podszedł do mnie, objął moje nogi i zaczął je całować. Byłam, jak to się mówi, 'w domu'. Później zaczęliśmy się całować. Było w tym wszystkim coś innego niż zwykle. W ogóle odnosiłam wrażenie, że chce mi coś powiedzieć. Cóż, nie zrobił tego. Spytał tylko, czy jestem umówiona na konkretną godzinę z K. Kiedy usłyszał odpowiedź przeczącą, nie było już odwrotu od tego co robiliśmy. A poszliśmy z tym dalej niż zwykle. Z moich dawnych, niewinnych porównań do Greya, nie zostało już nic. Teraz po prostu to właśnie tak wygląda. Nie tylko jego charakter, ale też charakter tego jak 'spędzamy wspólnie czas'. I co najgorsze (?) mnie to kręci. I to bardzo. Oczywiście z planu nic nie wyszło.
Jadąc do Zabrza rozmawialiśmy o weselach (jak zwykle) - ja o moim, on o swoim. Powiedział, że bardzo dziwnie będą usadzeni. On koło pana młodego, a koło niego, cytuję: '............ moja......... moja...... osoba....... moja osoba towarzysząca..........' plus dziwny i zażenowany look na mnie. Ja oczywiście zapomniałam języka i nie zapytałam z kim idzie. Pewne jest, że nie ze mną. Zabolało. Zdałam sobie sprawę, że tak być nie może. Wkurwiłam się po prostu. Niech się pieprzy ze swoją osobą towarzyszącą, a nie ze mną. Koniec. Za bardzo zabolało.
Po tym nie umiałam się zachowywać normalnie w stosunku do niego. No i na dworcu spotkaliśmy się w 3. Ja, on i K. I to było okropne. Nie wiedziałam co mam robić. Chciałam płakać, a nie mogłam. Wzięłam namiot, postałam z nimi chwilę i chciałam wrócić, ale Pan X. miał mi pożyczyć jeszcze karimatę. Na prawdę chciałam się zmywać, ale nie mogłam bo tych 2 kretynów się zagadało. A później doszedł jeszcze jeden, który zawsze widzi mnie i Pana X. razem i to już jest dziwne moim zdaniem. Tym bardziej, że wtedy na dworcu Pan X. rzucił, że jakaś laska jest ładna, a ten kumpel od razu look na mnie. To wszystko jest chore. W końcu poszliśmy do Pana X., K. był zawiedziony, ale nie poszedł z nami, a godzinę później dzwonił, czy nie podrzucić mnie do Kato, bo jedzie autem. Dla mnie szkoda, bo zadzwonił jak już dojeżdżałam, dla niego ulga, bo nie zostałam. 

A dzisiaj, pod wpływem niewyspania, spowodowanym ciągłym imprezowaniem, napisałam kolejny raz do Pana X, bo za pierwszym razem nie odpisał. Pytałam, kiedy mogę oddać mu karimatę. Postraszyłam go, że jadę do domu i wracam w październiku. Powiedział, że jak wrócę. No i właśnie. Coś mnie podkusiło. I napisałam, że koniec raz na zawsze z naszym układem, czy jakkolwiek to nazwać. Odpisał mi tylko OK. Nie zapytał o nic. Powiedziałam mu więc, że nie jestem jego i nie będzie robił więcej ze mnie kretynki i podziękowałam za uwagę. Chamsko trochę. Ale mam dosyć. I to poważnie. Chcę go. Niczego nigdy tak nie chciałam. Ale nie mogę sama robić sobie takiej krzywdy i być nadal jego zabawką. Gdyby wziął mnie na to wesele, pewnie do tego by nie doszło. Ale nie pozwolę na to, żeby spotykał się z kimś innym, a ze mną sypiał. Nie będę na tyle głupia i nie będę jego kochanką.

Zrobiło się chłodno i grzmi. Chciałam wyjść i porozmawiać o tym wszystkim z P., bo w końcu zaufałam jej i po lemonie jest jedyną osobą, z którą mogę porozmawiać, która zawsze mnie wysłucha. Z R. gadamy, ale po akcjach z K. nie mogę jej powiedzieć wszystkiego. A z P. widziałyśmy się nawet nago, więc nic dodać, nic ująć ;p

A o lemonie, rock for people i innych imprezach kiedy indziej. Teraz muszę się położyć i popłakać. Bo to, że skończyłam to wszystko, jednak boli. Tym bardziej, że będę musiała mu napisać, że jednak nie wracam. I się z nim spotkać. Hehehe brawo dla impulsywnej i kierującej się nie wiem czym, mnie. Brawo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz