Wczoraj spotkałam się po raz kolejny z K. Poszliśmy z nim, oraz P., A., i M. w plener. Przypomniałam sobie dzięki temu, jak smakuje ruski szampan z biedry. Ogólnie było zabawnie. Poznałam M. i okazała się całkiem sympatyczna :).
Plener to był nasz before. Kolejnym punktem programu było pójście do klubu. Błądziliśmy więc godzinę albo dwie po Gliwicach (do tej pory nie wiem, czemu akurat tam się umówiliśmy) w poszukiwaniu czegoś fajnego. W końcu stanęło na klubie z muzyką z lat '80. Niestety, weszliśmy tylko we 3: ja, P., i K. M. musiała wracać, a A... no właśnie, tego nie wie nikt, ale nie wszedł. Przed klubem poznałam inną koleżankę K. - G. Ona również była w porządku.
Plan był taki, że mieliśmy wszyscy wrócić o północy do domów. Cóż, wyszło jak zwykle i nie wyszło ;p Do mieszkania wróciłam dopiero o 6 rano.
Ale za to co się tam działo... Zaczynam się zastanawiać, czy wysyłam jakieś znaki do facetów. Najpierw zaczął mnie zaczepiać jakiś koleś wyglądający pod 30. Nie wiem, czy przyszedł z dziewczyną, narzeczoną, czy żoną, ale laska patrząc na mnie chciała mnie zabić wzrokiem. Później tańczyłam z typem koło 40. Coś mam szczęście chyba do takich. Swoją drogą, będąc na fajce ze swoją 'ekipą' podszedł do nas i wcisnęliśmy mu kit, że ja i P. mamy po 16 lat, a K. ma 21(no może to akurat prawie prawda, ale prawie). To było śmieszne, kiedy zbulwersowany pytał K., czemu zadaje się z tak młodymi laskami :p
Później tańczyłam z kolejnym typem, też tak 30pare lat. Ten już ostro zarywał do mnie. Powiedział mi, że jestem bardzo szczupła.
W międzyczasie, ciągle obserwował mnie 'pan pedofil' (tak go nazwaliśmy, bo był sporo po 40!). Ciągle się na mnie gapił i to było krępujące. Dobrze, że K. był obok. Jak tylko pojawiał się pedofil, ja przytulałam się do K. i tak sobie staliśmy. To było miłe. Tego mi właśnie brakowało. Przytulić się do kogoś, poczuć inną osobę obok mnie. Kiedy poleciało Aerosmith - Crazy uśmiechnęłam się ładnie do K. i powiedziałam, że chcę zatańczyć. P. załapała i poszła usiąść. A my sobie tańczyliśmy. To było świetne. W pewnym momencie podniósł mnie i zaczął kręcić się w kółko, a na koniec tak mnie wygiął jak w tych wszystkich musicalach :3. Tak strasznie nie chciałam, żeby to się kończyło... Ale cóż. Jak tylko piosenka się skończyła i podeszła do nas P., K. stanął za mną i mnie objął. Było mi cudownie. Mogłabym tak stać do końca życia. Uśmiechałam się porozumiewawczo do P., a ona do mnie. Ale też to nie mogło wiecznie trwać. W końcu K. mnie puścił, trochę jeszcze potańczyliśmy i zdecydowaliśmy, że wracamy do domu. Poszliśmy więc na przystanek. Chwilę szliśmy nawet z K. za rękę, ale to tylko chwilę, bo pomógł mi wstać (bo usiedliśmy sobie w międzyczasie) i po prostu żadne z nas nie puściło ręki drugiego. Później, czekając na autobus, K. i P. opierali się o siebie. Byłam zazdrosna, nie powiem, ale w końcu K. oparł się o mnie i to było świetne. W autobusie ja siedziałam na przeciwko nich, oni oczywiście byli o siebie oparci (no kurde myślałam, że nie będę już zazdrosna, ale byłam), a ja postanowiłam się wyłączyć i posłuchać muzyki. Po pewnym czasie K. zaczął mnie miziać po nodze. Posłałam mu więc jeden z ładniejszych uśmiechów. Bardzo podobał mi się nasz kontakt wzrokowy w tamtym momencie.
Myślę, że zaczynam się w nim zakochiwać.
Lubię się do niego przytulać. Czuję się... bezpiecznie? Tak, to chyba dobre słowo. I wiem, że mnie nie skrzywdzi. Mimo to, boję się zaangażować. No i nie wiem, jak to jest z Panem X., czy dam radę mu tak całkowicie odpuścić, tak na już. Póki co, jest mi łatwiej, bo z K. widzę się codziennie (dzisiaj też ma do mnie przyjechać i mamy oglądać filmy :3), a z Panem X. wcale. Nawet nie napisał od ostatniego razu. Nie wiem, czy jest w Kato, czy nie, ale skoro (jak sam mi powiedział), zaprosił znajomych na weekend, to najprawdopodobniej dzieli nas od siebie kilkanaście metrów. Przykro. Jak się w końcu spotkamy, to serdecznie mu podziękuję za zaproszenie. To takie miłe z jego strony, że o mnie też pomyślał -.-. I nie będę ukrywać, że jestem zakochana w kimś innym. Za długo czekałam na niego. Podświadomie pewnie ciągle czekam i zawsze będę, ale zaczynam czuć coś do kogoś innego. Tak na prawdę czuć. Mam tylko nadzieję, że uczucia K. do mnie się nie zmieniły...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz