piątek, 23 sierpnia 2013

Najlepsze wakacje ever!

To zdecydowanie najlepsze wakacje w moim życiu! No i miałam rację co do sierpnia - całkiem spoko miesiąc :) W końcu!

Po kolei to było mniej więcej tak:
7.08 umówiłam się z K. poszukać jeziora w Kato. No i znaleźliśmy. Było całkiem spoko jak na randkę z nim. Humor też mi się poprawił. Nie wiedziałam tylko co mam zrobić z tą znajomością... Dzień przedtem zlamiłam strasznie, bo postanowiłam, że to skończę. Powiedziałam mu więc, że nie potrafię mu zaufać, bo gada źle o mnie ze swoimi znajomymi, no i, że wiedział o mnie i Panu X. i mi nie powiedział. Dodałam, że on też mi nie będzie umiał zaufać, bo nie zamierzam kończyć znajomości z Panem X. i czasem będę z nim spędzać czas sam na sam. No i najważniejsze, że nie umiem się zaangażować, bo się boję. Normalny człowiek dałby na wstrzymanie, ale nie on. Stanęło więc na niczym, a później postawił mi martini, więc głupio mi było z nim zerwać, jako że to już była randka. Później napisałam do Pana X. i oczywiście zamiast mi pomóc to mnie rozbawił do tego stopnia, że kiedy przed snem przypadkiem przypomniałam sobie co mi pisał, to zaczynałam się na głos śmiać i nie mogłam zasnąć. Siódmego więc, poszłam z nim na kolejną randkę. Pomyślałam, że może jednak spróbuję coś z nim. I jak mówiłam było całkiem całkiem. Dopóki mnie nie pocałował. W mojej głowie było tylko 'weź już skończ'. Ale nie żeby to całkowicie zaważyło o późniejszych wydarzeniach, bo liczyłam, że może jakoś to wszystko przecierpię i kiedyś będzie lepiej.
Kiedy już wracaliśmy z tego jeziora, zaczęliśmy się kłócić. On strzelił focha i nie chciał mi powiedzieć za co, a ja się tak na niego przez to zdenerwowałam, że nie chciałam już go nawet widzieć. W końcu powiedział o co mu chodzi - nie ponowiłam zaproszenia do domu. I to mnie jeszcze bardziej wkurzyło. Nie jestem dziewczyną, która się narzuca (no chyba, że chodzi o Pana X., ale to też robię z umiarem). Nie docierało to do niego. W końcu, kiedy znalazłam się w mieszkaniu, stwierdziłam, że to nie ma sensu. Nie jestem tym kim on chce i nie zamierzam się znowu zmieniać dla faceta. Napisałam mu, że musimy ponownie porozmawiać o naszych relacjach. Odpisał, że tak, i że najlepiej teraz. Tak więc spotkaliśmy się ponownie i rozmawialiśmy przez jakieś 2-3 godziny. I właśnie wtedy zakończyłam to wszystko. Czułam się trochę jak Pan X., kiedy rozmawiał ze mną, ale później doszłam do wniosku, że jednak te dwie sytuacje się różnią. Później przenocowałam K. i rano, kiedy go odprowadzałam, rozmawialiśmy po raz ostatni.
Tego samego dnia wróciłam do domu na całe szczęście i wtedy się zaczęło :D.
9.08 umówiłam się z O. Po tylu miesiącach niewidzenia się, to było cudowne móc się w końcu spotkać! Najpierw poszłyśmy na drinka (przy okazji poznałam wtedy chłopaka mojej siostry), a później wariowałyśmy na plantach. Byłam szczęśliwa, pomimo, że rozmawiałyśmy o tych naszych dwóch kretynach. Skakałam, tańczyłam, śpiewałam. No i zrobiłyśmy milion zdjęć <3.
Po spotkaniu z nią, spotkałam się z P. Umówiłyśmy się wcześniej na piwo i miałyśmy do wyboru, czy pijemy je pod biblioteką czy na przystanku. Zaproponowałam więc, żeby nie bawić się tak bardzo w żula i pójść do mnie na taras. I tak właśnie było. Siedziałyśmy u mnie na tarasie i rozmawiałyśmy o naszych romansach. Była mega podekscytowana, że następnego dnia przyjeżdża do niej A. Kiedy skończyło się piwo, przyszła do nas moja siostra oferując martini. I tym sposobem, wypiłyśmy jeszcze i to, po czym, W. bardzo chciała usłyszeć co łączy mnie z K2., więc aby mnie przekupić, ukradła ojcu absynta. No i powiedziałam jej. Liczyłam na inną reakcję, bo usłyszałam 'no wcale mnie to nie zdziwiło'. Nie rozumiem o co jej chodziło, ale okay. Plus dowiedziała się też, że palę.
10.08 na strasznym kacu zgarnęłam P. i A. i pojechaliśmy po O. i przy okazji, żeby pokazać mu nasze miasteczko. Pierwszy raz rodzice dali mi samochód w dłuższą trasę <3 Całe szczęście nawet go nie porysowałam, chociaż raz było blisko.
Tak więc, chodziliśmy sobie w 4, rozmawialiśmy, a ja i O. robiłyśmy sobie oczywiście zdjęcia <3 Później pojechaliśmy nad jezioro (właśnie w drodze powrotnej prawie uszkodziłam samochód, ale ciii). Przez godzinę szukaliśmy, gdzie można się przebrać. W końcu znaleźliśmy toaletę za free (no nie całkiem) i żeby nie tracić czasu przebierałyśmy się we 3 (A. nie był zachwycony, że go nie wzięłyśmy do środka). Następną atrakcją miał być grill, ale tak się rozpadało, że podrzuciłam P. i A. do niej do domu, a ja i O. pojechałyśmy do mnie, żeby poczekać, aż przestanie padać i się trochę ogarnąć. Pokazałam jej wtedy jak wygląda K. i stwierdziła, że dobra z niego dupa. Wiem to, ale co ja zrobię, że po prostu do siebie nie pasujemy?
W końcu przestało padać, już się zbierałyśmy do wyjścia, kiedy zawołał mnie ojciec i powiedział, że urwałam zderzak. Nie wiedziałam jakim sposobem niby, ale mega się przestraszyłam. Poszłam więc za nim i wtedy okazało się, że to był jego sposób, żebym pomogła im wyjąć zakupy. Brawo tato, przyprawiłeś mnie prawie o zawał.
W końcu poszłyśmy do P. Najpierw było dosyć drętwo, bo był jej brat i kuzyn z dziewczyną, ale w końcu poszli i wtedy zrobiło się zabawnie. Niestety O. musiała zmywać się jako pierwsza i było mi bardzo smutno z tego powodu, bo w sumie ona była moją 'dziewczyną', a P. zajmowała się A. Tak więc, kiedy poszła, zrobiło mi się smutno i nudno. Dopiłam piwo, i wróciłam do siebie. P. z A. odprowadzili mnie i nawet na chwilę weszli, żeby A. mógł przedstawić się mojej siostrze i powiedzieć, że ma na serio na imię tak jak ma (bo na naszym babskim wieczorku, W. nie wiedziała, czemu mówimy do niego A.). Oczywiście był tak pijany, że zapomniał co ma powiedzieć i musiał się mnie o to spytać. Tak czy inaczej, było zabawnie. Ja też już byłam wstawiona, ale moja siostra nie uznała tego jako dobrej wymówki, żebym nie piła z jej znajomymi, którzy wyszli, i w ten oto sposób pomieszałam piwo z wódką. Again. No i wypaliłam mega dużo fajek (a już miałam nie paliiiiić!). Całe szczęście, nic złego się później nie stało. Byłam strasznie zmęczona, więc dosyć szybko się zmyłam z tej imprezy i mimo próśb, olałam towarzystwo. Zasnęłabym tam po prostu. Zdążyłam jeszcze napisać list do Pana X. i padłam. Rano obudziłam się kolejny raz na wielkim kacu. A wieczorem spotkałam się z P. i poszłyśmy na wieś: ona jeździła na rolkach, ja na rowerze. I tak mniej więcej robiłyśmy codziennie, dopóki ona nie wyjechała do Kato, a ja musiałam zostać.
13.08 spotkałam się z T. Zadzwonił do mnie, że wrócił już z gór i chce się spotkać. No to się zgodziłam. Pojechaliśmy na gofry, a później poszliśmy pogadać do parku. Chociaż jest młodszy to bardzo go lubię. Tylko strasznie boję się z nim jeździć, bo prowadzi jak szaleniec. Lubię szybką jazdę, sama mam ciężką nogę, ale on jeździ jakoś tak, że się po prostu boję.
Nie wiem jak długo się nie widzieliśmy, ale dobrze było go zobaczyć i w końcu z nim porozmawiać <3 Oczywiście, z nim też mam zdjęcie :D
Później poza spotkaniami z P., nudziłam się. A po tym jak wyjechała, to już całkiem.
17.08 miałam rodzinnego grilla, i oczywiście ojciec mnie zawstydził. Ciocia wyskoczyła z tekstem 'no to wcześniej był M. a teraz jest K., tak?', na co ja wytłumaczyłam jej, że K. to tylko kolega i byłam z nim na weselu, bo był reprezentacyjny (no dobra, w rzeczywistości było trochę inaczej, ale taki był zamiar, więc tak to będę przedstawiać). I wtedy ojciec wyskoczył, że 'no i nie możemy zapomnieć o Panu X.'. Tak mnie zażenował, że czułam, że robię się czerwona, spuściłam wzrok i głupio się uśmiechnęłam, bo nie wiedziałam co mam innego zrobić, czy powiedzieć. Tym bardziej, że wcześniej pytał mnie, którego wolę - K. czy X. Powiedziałam mu, że to tylko koledzy, ale chyba tego nie przyjął do wiadomości. Inteligentna bestia.
W trakcie tej 'dzikiej wixy' zadzwoniłam pogadać z O., a później z P. Okazało się, że K. jak zwykle namieszał i tym razem odbiło się na związku P. i A., do tego stopnia, że mają kryzys. No miałam ochotę go zniszczyć, a G., która była współwinna, po prostu wjebać. I zrobiłabym to, gdyby nie powiedzieli, że jest im przykro. Tak czy inaczej, nienawidzę skurwiela już teraz.
19.08 zadzwonił do mnie po raz kolejny T. z propozycją wyjazdu nad jezioro następnego dnia. Zgodziłam się i pojechaliśmy. Było świetnie. Lubię z nim przebywać, bo mnie bawi. Najpierw podrzuciliśmy jego brata na zjazd modlących się (mieliśmy z tego wielką pompę, tym bardziej, że organizacja myślała, że my tam zostaniemy - wzrok laski rozdającej identyfikatory skierowany na mnie, był bezcenny). Koniec końców, wyśmialiśmy ich trochę między sobą i poszliśmy pływać. Powietrze tam jest cudowne. Idąc przez las normalnie się zaciągałam. Nigdy nie zachwycałam się zapachem lasu, do teraz. Mogłabym tam zostać na zawsze.
Popływaliśmy sobie, ja się poopalałam, pośmialiśmy się, a później poszliśmy coś zjeść i na lody.  Później T. podrzucił mnie do domu i umówiliśmy się jeszcze na piwo, ale już nam nie wyszło, bo musiałam się spakować do Kato, bo następnego dnia wyjechałam.
Po drodze tutaj myślałam ciągle o Panu X. Nie żeby to było coś nowego, ale moja głowa bardzo chciała z nim skończyć. Tylko, że im bardziej chciała, tym bardziej serce się sprzeciwiało. Jechałam więc z bardzo mieszanymi uczuciami. Z dworca odebrała mnie P. i poszłyśmy do mnie pić wino <3. Trochę się upiłyśmy i pokazałam jej TE filmiki. Stwierdziła podobnie jak ja, że są niesamowite.
Wczoraj wieczorem niestety mnie opuściła i pojechała do A. na jakiś czas. Smutno trochę, ale dobrze zrobiła. Niech skończą z kryzysem w końcu!

No i jak tu się nie cieszyć tymi wakacjami? Co prawda był mało miły incydent z Panem X., ale dzisiaj go pominę i powspominam, jak cudownie było zobaczyć moich najbliższych znajomych i spędzić z nimi czas <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz