Czy to co czuję, albo nie, przy odpalaniu mojej fajki przez osobników płci męskiej, może dobrze, bądź źle wróżyć naszej przyszłej relacji? No bo tak: kiedy odpalał mi K. nie czułam kompletnie nic. Ot, odpalił mi. Na przerwie świątecznej, kiedy zrobił to K2., było to jedno z bardziej erotycznych przeżyć w moim prawie dwudziestoletnim życiu. Nie zapomnę tego do końca swoich dni. Tak bardzo chciałam się z nim po tym migdalić... A wiedziałam, że nie mogę, bo miał (i ma nadal) dziewczynę, poza którą świata nie widzi. Wiedziałam, ale i tak to zrobiłam, bo on też był chętny. Chciał nawet więcej. Mieliśmy się nawet umówić, ale jako, że ja byłam jeszcze PRZED, a on myślał, że jestem PO, więc musiałam zaniechać. Nie chciałam, żeby mój pierwszy raz był z kimś, kto mi się podoba, ale go nie kocham. Prawdopodobnie byłabym w stanie się w nim zakochać. Nie wiem, nie miałam okazji się przekonać, ale z Panem X. też było 'to coś' przy odpalaniu. Co prawda, z nim było trochę inaczej. To ja miałam wtedy chłopaka i nie paliliśmy fajek, a pierwszy raz zioło. Z lufki, więc po pewnym czasie, on sam z siebie zaczął mi odpalać. I w tym też była chemia. Patrzyłam mu prosto w oczy i zaciągałam się. Zabawne, mój ex w swoich wszystkich zakazach, zabronił mi jarać, a z Panem X. złamałam ten zakaz i mi się podobało. No i co najważniejsze, wyszła z tego miłość.
Więc może to jednak ma jakiś sens? Heh, zrobię z tego test dla potencjalnych kandydatów dla chłopaka :p
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz