niedziela, 25 sierpnia 2013

Pan X.

Tak w sumie to nie wiem, czy go kocham, czy nienawidzę (przynajmniej na chwilę obecną) i to bardzo miesza mi w głowie.

Jako, że bezmyślnie wtajemniczyłam go w sprawę z K., zaraz po tym jak się z tego wyplątałam, napisałam do niego sms'a z tą radosną nowiną i propozycją wyjścia nad jezioro. Nie odpisał.

5 dni później, czyli już po powrocie do domu, napisałam sms'a do P., czy nie ma ochoty czegoś porobić. Po paru minutach, przyszedł mi sms od Pana X. o treści 'no jasne a kiedy wracasz'.
W życiu nie czułam się tak zażenowana. Pomyślałam, że pomyliłam odbiorcę, ale nie miałam pojęcia jak, bo byłam pewna, że wysłałam to do niej. Weszłam nawet w wiadomości, żeby to sprawdzić i co się okazało? Oczywiście, że wiadomość była do niej, a Pan X. miał tylko zajebiste wyczucie czasu i odpisał mi na moją propozycję jeziora. No cudownie, że w ogóle sobie o mnie przypomniał...
Niczego wtedy nie ustaliliśmy, więc kilka dni później, kiedy miałam w planie powrót do Kato, odezwałam się znowu do niego, żebyśmy się jakoś dogadali. Ale znowu się nie dało. Nie mogę tego człowieka. Zamiast napisać 'tak, chcę iść', albo 'nie, nie chcę iść', pisał ciągle 'no mogę' i rzucał tekstami, które normalnie wiedziałabym, że są żartem, ale w tej sytuacji nie byłam tego pewna. Zaczęło mi się wydawać, że wcale nie chce tam iść, że ja naciskam, a on po prostu nie ma odwagi powiedzieć 'nie'. Zdenerwował mnie tym strasznie, więc go o tym poinformowałam. Odpisał po godzinie, kiedy ja już zdążyłam się z tych nerwów popłakać i pociąć milion kartek. Powiedział, żebym się uspokoiła, bo żartuje. Stwierdziłam, że nie będę miła i poinformowałam go, że nie bawią mnie jego żarty, bo w takich sytuacjach nie wiem, kiedy żartuje, i że chyba już nie chcę się na nic umawiać.
Może to błahostka, a ja się za bardzo przejmuję, ale nie mam zielonego pojęcia, co on w ogóle ma w głowie i dlatego mnie to wkurza.
Nie spałam wtedy do 4:30. Było mi strasznie źle. Z jednej strony byłam na niego zła, a z drugiej chciałam go mieć koło siebie. Zabawna mieszanka.
Stwierdziłam, że jednak jestem na niego zła i postanowiłam się nie odzywać. Niestety, zbliżają się urodziny E., a że obiecał mi pójść do sklepu z zabawkami ze mną, to musiałam się odezwać. No i cóż, od 2 dni czekam na odpowiedź i chyba się nie doczekam, a nie zamierzam pisać kolejny raz, bo to by było głupie. Znaczy, to już jest głupie, ale byłoby jeszcze bardziej. Niech się sam ogarnie i w końcu zdecyduje czy mnie kocha, czy chce się przyjaźnić, czy nie, bo to jest denerwujące.

No i w ten właśnie sposób, ja też już nie wiem, po której stronie jestem. Bo nie da się zaprzeczyć, że strasznie chcę się z nim zobaczyć, porozmawiać, pośmiać (przytulić i całować też, ale nie ma co już o tym wspominać), bo tęsknię, ale jednocześnie jestem strasznie zła, bo ile można grać w kotka i myszkę? I to jeszcze na jakichś nowych zasadach, których nie łapię?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz