Co jest ze mną nie tak? Dzisiaj widziałam się w końcu z Panem X... I teraz płaczę, a ostatnio po tym jak się widzieliśmy przez tydzień chodziłam wesolutka jak skowronek.
Bo w końcu się odezwał. Z wielkim entuzjazmem oznajmił, że pójdzie ze mną po ten prezent i przeprosił, że dziwnie pisze. Kiedy zadzwonił, żeby się jakoś umówić, zaczęłam krzyczeć z radości. Dosłownie. Darłam się tak długo, że prawie się rozłączył, i dopiero pod koniec melodii odebrałam. P. skomentowała to jednym, prostym zdaniem 'szkoda, że tego nie słyszał', po czym dostałam ataku śmiechu i nie mogłam z nim normalnie rozmawiać. Był smutny. Niby mówił, że jest w porządku, ale głos go zdradzał. W końcu przyznał, że jest po prostu zmęczony (to była druga opcja którą obstawiałam), bo to był długi dzień. Wtedy zaczęłam się martwić, bo to stwierdzenie nigdy nie oznacza nic dobrego. Nie umówiliśmy się wtedy na zakupy, bo jego kumpela nie wiedziała, kiedy pracuje. Następnego dnia, albo 2 dni później, w końcu się dogadaliśmy. Umówiliśmy się na dzisiaj. W międzyczasie dwie laski, z którymi miałyśmy wynajmować z Ol. mieszkanie, się rozmyśliły. Że niby za drogo. I w ten oto sposób, mieszkanie idealne przeszło nam koło nosa i teraz będziemy mieszkać w norze. A już widziałam jak wprowadzam się z powrotem do bloku obok Pana X. Jak to P. powiedziała, ona też to widziała, a przez chwilę widziała nawet, że wprowadza się tam ze mną. Tak, to było mieszkanie marzeń. No cóż.
Przedwczoraj zaczęłam też panikować, że ta koleżanka Pana X. i on coś kręcą razem. Postanowiłam odnaleźć ją na fejsbóku, który dla mnie jest źródłem wiedzy i przydatną pomocą w szpiegowaniu. Niestety, jego znajomy miał u siebie w znajomych kilka dziewczyn o takim imieniu, a że nie wiedziałam jak ona wygląda, musiałam odpuścić. Dzisiaj się dowiedziałam, więc zaraz jak wróciłam do mieszkania to ją sprawdziłam. Całe szczęście ma już narzeczonego, więc mogę spać spokojnie.
Tak. A z Panem X.... Wczoraj nie wiedziałam w co się ubrać na spotkanie, O. mi pomogła, ale i tak się dzisiaj przebrałam. Całą drogę byłam w nerwach. Śmiałam się do siebie jak głupia. Ludzie myśleli chyba, że jestem jakaś nienormalna. Ja bym tak pomyślała o kimś, kto się zachowuje jak ja dzisiaj. Jak się spotkaliśmy to mieliśmy milion tematów do rozmów. I znowu się z nim nie nagadałam :(
Co dziwne, to on zaczął dzisiaj wspominać. Przypomniał sobie min. jak zostawiłam swój telefon u niego i bałam się, że go zgubiłam. Poza tym padło milion żenujących tekstów. Oglądał moje zdjęcia na telefonie, chociaż prosiłam go, żeby nie oglądał wszystkich, i kiedy zobaczył moje cycki (tak, z nudów zrobiłam sobie zdjęcie dekoltu, ale byłam UBRANA) znacząco się uśmiechnął, powiedział 'o a teraz cycki', a kiedy ja próbowałam mu zabrać telefon, odsunął się i dodał 'no przecież już je widziałem'. Później, kiedy jadłam (tak, my zawsze musimy pójść razem coś zjeść), a on już się niecierpliwił, powiedział, żebym gryzła więcej (jadłam pizze). Kiedy ugryzłam mały kęs, rzucił tekstem, który najbardziej mnie dzisiaj zażenował: ' no przecież wiem, że zmieścisz więcej'. Chyba się połapał, co powiedział i jak to zabrzmiało, a ja opuściłam wzrok z tego zażenowania. Ogólnie, powiedziałabym, że chyba na plus było to spotkanie. Może bardziej po przyjacielsku niż ostatnio, ale chyba pozytywnie. Patrzyliśmy sobie znowu w oczy, ale tym razem nie widziałam w nich tego, co poprzednio. Powiedziałam mu też, że nienawidzę K., i że na wesele chciałam wziąć T., ale za późno na to wpadłam. Zgodził się ze mną, że nie wypadało go odwoływać. Był co prawda przy tym jakiś smutny, no ale... Rozgryzłam dzięki temu, czemu mnie nie zabrał na 'swoje' wesele :D
A oglądać zdjęcia skończył, jak zobaczył mnie i T. Jak to powiedział, 'o a teraz ty z jakimś facetem' i oddał mi telefon.
Nie wiem, czy to wszystko było na plus, czy na minus. Mam straszny mętlik w głowie. Za dużo emocji i teraz jest mi źle. Plus powiedział tej kupeli, że idzie ze mną na urodzinki do E., co stawia mnie w bardzo dziwnym świetle. Niemalże jakbyśmy byli razem... A dodać do tego to, że będzie świadkiem na ich ślubie, to robi się jeszcze dziwniej. Heh może tym razem mnie weźmie?
Dobra, idę na fajkę, nie mogę już tego dłużej analizować, bo będzie mi jeszcze gorzej. Wiem, że miałam rzucać, ale w tej sytuacji chyba nie dam rady.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz