Do patriotki mi daleko, więc dzisiejszy dzień zaowocował w końcu zrobionym praniem, posprzątaniem pokoju, pozmywaniem naczyń, spotkaniem z Pięknym i wizytą w maku. Mój strój też był dość ciekawy. Do południa dres. Po południu, a raczej od momentu w którym Piękny napisał mi, że w Kato pojawi się dopiero za 2-3 godziny, była to sukienka. No bo wtedy stwierdziłam, że trzeba się przystroić i pomimo, że teoretycznie miałam kupę czasu, zabrałam się za przebieranie. Jak zwykle, moim priorytetem było pokazanie mu co stracił, czyli odsłonięcie nóg. Co prawda powiedział mi, że wyglądam jak żona rambo, bo ta sukienka była moro, a rajstopy podarte, ale generalnie bardzo do siebie pasowaliśmy ubraniowo.
Dzięki Bogu, że ogarnęłam swój wygląd w miarę szybko, bo po godzinie zadzwonił do mnie, że już jest. Jaki ja miałam stres! Spotkaliśmy się jak gdyby nigdy nic i nie wiedzieliśmy co robić. Po tym co mówił wywnioskowałam, że chciał iść do mnie albo do niego. Nie wiedziałam jednak czy 'wypada' więc zarządziłam spacer. I w ten oto sposób trafiliśmy do maka, gdzie zaczęliśmy rozmawiać o związkach. Ja nie wiem, czy on mnie torturuje, czy mu to przez przypadek wychodzi. Chyba to pierwsze, bo wracając zaczęliśmy rozmawiać o zaroście, a on postanowił poznać moją opinię na temat jego brody, tzn. co o niej myślę, czy mi się podoba itd., a jeszcze później zaczął coś mówić o mojej miłości do mojego potencjalnego psa i już całkiem zgłupiałam.
O. mówi, że może zmądrzał po liście. Ol. namawiała mnie dzisiaj, żebym do niego napisała. To wszystko jest dziwne. Tym razem próbuję nad niczym się nie nastawiać, żyć sobie swoim życiem, może kogoś poznam, może on serio się ogarnął, nie wiem. Co ma być to będzie. A pożyjemy, to zobaczymy, co to będzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz