Znowu ćpam. Może nie tak jak wcześniej, ale od nowa. W sumie, to chyba nigdy nie przestałam. Sny mówią same za siebie. Dzisiaj znowu mnie odwiedził. Uśmiechał się, przytulał mnie i mówił, że jeszcze nie teraz, ale w święta... I się obudziłam. Beznadziejne uczucie. Moja senna podświadomość krzyczała do mnie to, co chciałam usłyszeć i prawdopodobnie bym usłyszała, ale tak się nie stało, bo się zbudziłam.
Ciągle jest w mojej głowie.
A jutro rano moje źrenice znowu będą niemalże wielkości tęczówki.
Nie potrafię się od tego uwolnić.
Ciągle do tego wracam, a po pewnym czasie, żebrzę po więcej.
W sumie nigdy mnie nie opuścił. Ciągle był bardzo blisko - w mojej głowie.
Znalazłam zdjęcia z TEGO wernisażu. Nie wierzę, że to było rok temu. Wtedy jeszcze byłam czysta, a moje życie nie było aż tak skomplikowane. Nie czułam tak wielkiej potrzeby jakiegokolwiek kontaktu z Nim.
Sama się niszczę. Pozwalam mu być w moim życiu i wprowadzać zamęt i cierpienie. Ba, ja o to zabiegam na wszelkie możliwe sposoby.
Uzależniłam się od Jego obecności i nie wiem, gdzie musiałabym się zamknąć, żeby to się skończyło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz