Sprawy przybrały trochę dziwny obrót. Cały tydzień spotykałam się z Panem X. Był, kiedy go potrzebowałam, ale też sam dzwonił, żeby się spotkać. Jak np. wczoraj.
Siedziałam sobie spokojnie na zajęciach. W pewnym momencie napisała do mnie R. Po raz milionowy rozstała się 'tym razem na poważnie' z facetem. Czułam, że powinnam być przy niej. Zrezygnowałam więc z dalszej części wykładów i pobiegłam się z nią spotkać. Siedziałyśmy pijąc kawę u mnie w pokoju. W końcu mogłyśmy sobie pogadać tak szczerze, bez oszukiwania. Z mojej strony najmniejsze kłamstwo byłoby bez sensu, bo ona i tak mnie rozgryzła. W pewnym momencie zadzwonił Pan X. Pytał kiedy kończę zajęcia, bo on już jest po i chciałby się ze mną na godzinkę spotkać, bo się nudzi. Musiałam mu odmówić, bo przecież siedziałam z R., ale powiedziałam, że jak skończy co ma do roboty, to niech się odezwie, bo muszę skoczyć po kołki do castoramy, i że R. wychodzi właśnie za godzinę. Usłyszałam, że spoko, ale za godzinę będzie zajęty, więc jakoś później. Godzina minęła, odprowadziłam R. pod windę, wróciłam do pokoju, a tam 3 nieodebrane połączenia od niego. Pomyślałam, że może zrezygnował całkowicie ze spaceru. Cała drżąc oddzwoniłam. Jak ostatnim razem, rozłączył się i oddzwonił. Powiedział, że jednak może się już spotkać. Zebrałam się więc i wyszłam przed blok. Chwilę poczekałam. Okazało się, że spotkał się z kumplem, żeby pograć i musimy odnieść jeszcze jego ukulele do mieszkania. Damn, tak dawno tam byłam... Nie wiedziałam gdzie mam stać i co robić. Sama jazda windą była dla mnie przeżyciem. Jechaliśmy w 4 osoby, a on stanął tak blisko mnie, że czułam go całym ciałem. Patrzył na mnie swoimi kocimi oczami, a ja nie wiedziałam, gdzie mam podziać wzrok. Trwało to kilka minut, a mi się wydawało, jakbyśmy już nigdy mieli nie dojechać na jego piętro. Kiedy otworzył drzwi do mieszkania, nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Myślałam, że tylko wejdziemy i wyjdziemy, ale jemu chyba zależało, żebyśmy zostali na dłużej. Najpierw wszedł do kuchni i zaczął pokazywać mi co zrobi sobie na obiad. Później zaczęliśmy się przekomarzać, a on zaczął mi prezentować przyprawy. To było dziwne. Nie podał mi słoiczka, żebym sobie powąchała, o nie nie! Sam mi je podtykał pod nos, muskając przy tym moją twarz i usta. Jak to R. określiła, miałam ciśnienie milion na milion.
A później zaproponował mi coś do picia. Spanikowałam. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Byliśmy pierwszy raz w jego mieszkaniu od czasu listu, rozkminiłam, że się bał tego momentu, i w końcu to się stało, a ja się po prostu przestraszyłam i odmówiłam. Niby próbowałam później go poprosić o herbatę, ale był tak głodny, że nawet mnie nie odprowadził, więc o herbacie mogłam zapomnieć. Tak czy inaczej, później pisaliśmy jeszcze esy.
To jest trochę niesamowite, ale nie wiem w jakim miejscu znajduje się nasza znajomość. Jak na przyjaciela, jest między nami za dużo chemii i za bardzo nas do siebie ciągnie. Z kolei jak na miłość, to chyba on za mało do mnie czuje (tego akurat nie wiem, bo nadal nie potrafię go rozgryźć). Wiem tylko, że jeżeli chcę, żeby coś z tego było, to muszę czekać, robić to co robię i absolutnie nigdy więcej go nie naciskać.
Mam też pewność, że nie spotyka się już ze swoją byłą, ani z innymi laskami, a na pewno nie na seks. Nie dość, że widzimy się codziennie, więc nie ma już na to czasu, to jeszcze teraz wrócił do domu, gdzie prawdopodobnie nie przerucha żadnej, bo takie rzeczy to tylko w jego mieszkaniu.
Ciekawe tylko, kiedy znowu się odezwie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz