sobota, 16 listopada 2013

6 godzin

Właśnie tyle czasu spędziliśmy razem. Nie spodziewałam się tego. Tego, że będzie się o mnie tak bardzo troszczył, też nie. Nawet nie liczyłam, że przyjdzie. Spodziewałam się, że zadzwoni do mnie z rana i powie, że zapomniał, albo coś mu wypadło. Zamiast tego, czekał na mnie pod moim blokiem. Idąc do przychodni, nie pozwalał mi iść po prawej stronie chodnika. Tak robią rodzice, którzy idą ze swoimi pociechami.
Po wszystkim posiedział ze mną, pomimo, że krew pobrano i mi bardzo szybko i nawet nie zdążyłam zemdleć. Rzecz jasna zrobiło mi się słabo, ale cucić mnie nie musiał.
Później powiedział, że kupimy mi coś do picia. Łapię go na tym, że zawsze mówi magiczne 'my', chociaż nie zawsze ma konkretnie 'nas' na myśli. Odnosi się to czasem tylko do mnie, albo do niego.
Co dziwne, kiedy opowiadał mi historię o tym, jak odprowadzał koleżankę, zaczął mówić 'szliśmy', ale się poprawił i powiedział 'szedłem z...', a chwilę później, ponownie używał sformułowania 'my' w związku z nami. Oczywiście, i tak jestem zazdrosna o nią. Tym bardziej, że poszedł wczoraj na jakąś imprezę. Chciałabym się z nim dzisiaj spotkać, ale nie napiszę do niego po raz kolejny, bo to głupie.
Plus wczoraj widzieliśmy się bardzo długo. Po tym całym pobieraniu krwi, poszliśmy połazić po sklepach (bo szukał prezentu dla kumpla), standardowo na pizze i po pixy dla mnie. Kupowanie z nim tabletek było dziwne, ale cóż.
Wieczorem, żeby nie myśleć o tej jego imprezie poszłam do R., u której sama wypiłam całe wino.
I dzisiaj jest mi smutno i źle. Nie rozumiem czemu. Staram się nie analizować jego zachowania itd., chociaż mogłoby ono świadczyć o tym, że się ogarnął, ale pomimo to łzy same płynął po moich policzkach.
A trzeba się zebrać i iść do pracy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz