Zależy mu i tym razem wcale nie chce mnie tylko przelecieć! Rozgryzłam go!
Wczoraj leżałam z depresją życia, zjadłam pół litra lodów i popłakałam się już w 5 minucie filmu 'The Notebook', który widziałam milionowy raz, a dzisiaj mój wykres szczęścia rósł, aż osiągnął apogeum.
A więc.
Byłam w pracy. Z początku myślałam, że zostanę najchujowszym pracownikiem miesiąca, bo warczałam na ludzi, ale z biegiem czasu zaczęło mi być lepiej. Byłam milsza, zaczęłam się uśmiechać. Podszedł też do mnie jakiś perver i zaczął podrywać. Strasznie się bałam. Myślałam, żeby napisać do Pana X., żeby w razie co mnie uratował, ale dałam sobie sama radę. W ogóle, mogłam sobie pozwolić na wiadomość do niego, bo sam do mnie pierwszy napisał. Chciał, żebym mu cośtam wysłała, ale zrobiłam to już kilka dni temu. Boże jak pięknie, znowu się przyjaźnimy. Ale to nie koniec. Później przyszła P. z zamiarem zakupienia whiskey, bo jak było mi źle, to okazało się, że ona też jest w tragicznym stanie i postanowiłyśmy wypić coś mocniejszego. No więc pogadała ze mną chwilę, a późnej poszła po alko, bo ja miałam jeszcze pół godz. pracy. Kiedy wróciła, zebrałyśmy się, poszłyśmy na obiad do Burger Kinga (gdzie wzięłyśmy sobie tak na rozweselenie po koronie) i poszłyśmy pić do mnie. Z początku było spoko. A później przyszła Ol. Ja ją kocham, ale jak jest u mnie P., to czasem wolałabym posiedzieć z nią sam na sam. W pewnym momencie siedziałam i się nudziłam i wtedy zadzwonił do mnie Pan X. Myślał, że pracuję i chciał przyjść. No niestety, musiałam go rozczarować. Niby zaprosiłam go do siebie, ale jak zwykle odmówił. A chciał iść ze mną na obiad (tak wywnioskowałam z późniejszej konwersacji). Później impreza się rozkręciła. Wypiłyśmy 0.7 whiskey na 3 i skończyłam z rzucaniem palenia (póki co).
Kiedy już wiedziałam, że P. musi się zbierać, czyli po 21, napisałam do Pana X., czy nie ma ochoty ze mną posiedzieć. Powiedział, że możemy się przejść. I tak oto, poszliśmy na spacer koło 22, w tajemnicy przed wszystkimi. Ale przynajmniej zrozumiałam. On się boi być ze mną sam na sam w mieszkaniu! Zależy mu, bo spotkał się ze mną prawie w środku nocy i nadal mu się podobam! I teraz jestem prawie pewna, że w niedzielę się z nikim nie spotkał. Radość taka ogromna <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz