Dzisiaj do mnie zadzwonił. Chciał wyjść na obiad. To nic, że zjadłam wcześniej 500g lazanii. Oj tam oj tam. Zmieściłam też drugi obiad. Przecież nie mogłam zmarnować takiej okazji! Jedząc kotleta w bistro, w pewnym momencie myślałam, że się porzygam. Już nie mogłam. Całe szczęście zjadł za mnie :3 Taki biedny, pokroiłam mu nawet mięso, bo przez tą rękę nie mógł sobie poradzić. A później rozwalił sobie bluzę. I mam mu ją zszyć. JA! :O Ale bez spiny, dam sobie radę. Zszywałam już sobie ciuchy, to może tym razem idiotki z siebie nie zrobię :p
Boże, jak pięknie.
Teraz też dzwonił. Napisałam mu, że kogoś zamordowali chyba na osiedlu, bo policja, karetka, ogrodzenie i czarne worki z trupami. Dokładnie z jednym. I zadzwonił tylko po to, żeby polecieć żartem, żebym tam poszła i powiedziała, że to byłam ja. Miałabym za to dostać hambsa. No niedoczekanie. Tak, czy inaczej, uśmiechnęłam się. On zawsze sprawia, że się uśmiecham :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz