Jest cudownie. Cała szyja boli mnie od Jego ukąszeń, na ramionach mam malinki, a moje piersi wyglądają jak dwie biedronki, z powodu pozostałych odcisków jego palców... A nawet nie uprawialiśmy jeszcze seksu.
Tylko dlaczego pośród idealnego życia, jest mi jakoś tak... źle?
Cała historia zaczęła się we wtorek. Byłam w pracy. Zadzwonił do mnie, no i... się nie umówiliśmy. A tak na to liczyłam. Nawet ładniej się ubrałam. Spytał po prostu o której kończę. Odpowiedziałam, pożegnaliśmy się i przez resztę zmiany miałam mega kombo. Bardzo chciałam do niego napisać i się z nim umówić, ale postanowiłam poczekać do 15. Obstawiłam, że wtedy na pewno będzie już w Kato, a i ja będę po pracy i mooooże coś wyjdzie. Było mi głupio, że to ja nalegam na spotkanie, ale co miałam robić? Po tym jak zadzwonił, mój spokój wewnętrzny runął. Na pół godziny przed końcem zmiany, w momencie, kiedy prawie mdlałam ze stresu przed wysłaniem mu wiadomości, pojawił się jak gdyby nigdy nic przy moim stoisku. Patrzył na mnie swoimi kocimi oczami i przysięgam, miał taki wzrok, że prawie się rozpłynęłam. Pogadaliśmy chwilę, zaproponowałam mu obiad i został by ze mną te 20 minut, ale w momencie, kiedy się umawialiśmy przyszedł mój kierownik. No i Piękny poszedł do mieszkania, ale obiecał, że przyjdzie po mnie o 15. Siedziałam jak na szpilkach. Spóźniał się. Zdążyłam jeszcze skoczyć do łazienki, żeby poprawić dekolt :D Wracając, czekał już na mnie na ławce. Zdecydowaliśmy, że nie jemy w galerii. Zaproponował mi knajpę, gdzie niedawno była jego mama z chłopakiem. Wydało mi się to bardzo urocze, a prawie wzruszyłam się w momencie, kiedy z kieszeni wyciągnął... jeden z kuponów, który mu zrobiłam! Taki na 3 życzenia. Jednym z nich był właśnie obiad. Po drodze, dał mi do zrozumienia, że zapomniał, że były walentynki, a ja powiedziałam mu, że z nikim ich nie spędziłam. Drugie życzenie wykorzystał, kiedy siedzieliśmy w restauracji. Chciał zobaczyć moje 'ciekawe' zdjęcia. Nie miałam wyjścia. Sama mu dałam te kupony, ale już wtedy czułam, że coś się wydarzy. Później poszliśmy do sklepu, i po wyjściu z niego, ja już byłam tego pewna. Zaczęliśmy rozmawiać o bieliźnie, którą sobie niedawno kupiłam. Zażądał, żebym mu ją pokazała, a w ogóle najlepiej to zrobiła mu pokaz mody. Widziałam ten błysk w jego oczach, kiedy powiedziałam mu, że mam ją teraz na sobie.
Oczywiście, powiedziałam, że może sobie jedynie pomarzyć o tym, że mu się w niej pokażę.
Kiedy byliśmy już na osiedlu, zaproponował, żebym poszła do niego na moment, bo na później był już umówiony z kolegami. Pomyślałam, czemu nie, zobaczę, co się stanie dalej. Weszliśmy do niego. On poszedł do łazienki, a ja usiadłam przy stole. Nie na kanapie, jak to miałam w zwyczaju, ale przy stole. Przyszedł, usiadł koło mnie, zaczął grać na gitarze. W pewnym momencie odstawił gitarę i przysunął swoje krzesło bliżej mojego. Położył mi palec na kolanie i zaczął nim stukać. Cała zaczęłam drżeć w środku z nerwów i czegoś jeszcze. Później po coś wyszedł do kuchni, a ja chciałam uciec z tego mieszkania. Bałam się, bo wiedziałam, co się za chwilę stanie. Głupio by tak było zebrać się i wyjść, podeszłam więc do okna, myśląc, że to bezpieczne miejsce. Po chwili stanął za mną tak blisko, że czułam jego oddech na szyi. Zaczęłam pleść bez sensu, a on zaczął mnie łaskotać. Powiedziałam, że tak nie można. Wtedy zaczął mnie całować po szyi i pytać czy tak można. Odpowiedziałam, że nie, ale nic nie zrobiłam bo nie miałam siły protestować. To było tak przyjemne, że do tej pory, kiedy o tym myślę, robi mi się gorąco. Nagle poczułam, że rozpina mi koszulę, a następnie, że kładzie dłonie na moich piersiach. Ciągle powtarzałam, że to złe, i że nie możemy. W końcu odwrócił mnie w swoją stronę i pocałował. Z początku nie oddałam mu pocałunku. Później popłynęłam. Posadził mnie na parapecie i zaczęliśmy się całować jak szaleni. Pamiętam swoje dłonie w jego włosach i to, jak w pewnym momencie mnie podniósł, zaczął nieść w stronę łóżka i szeptał 'pocałuj mnie'. To było niesamowite. Kiedy położył mnie na łóżku, zakomunikowałam, że nic z tego czego on chce, nie będzie. Oczywiście nie wierzył i spytał czemu. Odpowiedziałam, że spóźnił się jeden dzień. Był zdezorientowany i lekko przestraszony. Czyżby zrozumiał to tak, że spotykam się z kimś innym? I bardzo dobrze. O to mi chodziło. W końcu załapał, że mam okres. Obiecałam mu siebie za kilka dni. Ale wtedy też ładnie się pobawiliśmy. Po wszystkim poszłam do łazienki, a on za mną. Powiedział, że dawno to robił, bo dawno u niego byłam. No i wtedy walnęłam coś w stylu 'no ja tam nie wiem, ja czy jakaś inna, co ci za różnica'. Zatkało go. Powiedział, że nie rozumie. Nie chciałam powtórzyć, więc wyszedł z łazienki. Zastałam go siedzącego na kanapie. Podeszłam. Rozmawialiśmy o czymś. Położyłam mu ręce na ramionach. Nie zrzucił ich. Przytulił się do mnie. Położyłam mu dłonie na głowie i tak przytulaliśmy się przez chwilę. To było cudowne. Później położyliśmy się i zaczęliśmy rozmawiać o innych ludziach. Powiedział, że nie rozumie niektórych facetów. Opowiedziałam, że każdy ma swoje, a on odparł, że racja i w sumie on nie powinien się wypowiadać na takie tematy. Wtedy to ja jemu przyznałam rację. I w sumie później prawie się pokłóciliśmy. Skończyło się jednak dobrze, bo powiedział, że wolałby tu zostać niż iść do kolegów, a później zaproponował, żebym go odprowadziła.
Do mieszkania wróciłam jak skowronek. Dawno byłam tak szczęśliwa.
Chciałam się z nim spotkać w środę. Sprawdziłam jego plan, ale niestety, ten co mam jest jakiś ruski, bo okazało się, że ma jeszcze zajęcia. Cóż. Nie odpisał mi, ale oddzwonił godzinę później informując mnie o mojej pomyłce (znaczy nie całkiem, bo on nie wie, że ja mam jego plan), mówiąc, że jest strasznie głodny i zmęczony, bo wczoraj balował z kolegą całą noc. Nie umówiliśmy się więc. Poszłam za to do R. Chyba nie mam za bardzo o czym z nią rozmawiać.
W czwartek, pięknie się z nim minęłam w galerii. Ale dowiedziałam się o tym później, od mojej agentki K., która z ekscytacją poinformowała mnie, że go widziała, jak przechodził koło naszego standu i że patrząc prosto na nią z rozczarowaną miną, minął go. Liczył, że ja tam będę. Napisałam więc do niego wieczorem. Przecież chciał mnie zobaczyć, to to nie było głupie. Tym bardziej, że nie wiedział, że ja wiem, że on był. Nie mógł się jednak spotkać, bo czekał na ciocię. A przynajmniej tak mi powiedział. Poszłam więc do K. i przegadałyśmy 4 albo 5 godzin.
A wczoraj do mnie zadzwonił. Chciał skoczyć coś jeść. Byłam już po obiedzie, bo poszłam na pizze z ludźmi z grupy, no ale jemu odmówię? Umówiliśmy się koło standu. Zadzwoniłam do K. żeby powiedziała ustalone przez nas słowo, jeżeli faktycznie to był on w czwartek (bo koniec końców nie byłyśmy pewne). Czekałyśmy na niego, aż w końcu przyszedł. Słowo padło. Poszliśmy do burger kinga. Jadąc po schodach, ugryzł mnie w ramię. Zrobiło mi się gorąco. Kiedy zjedliśmy, poszliśmy do marketu, bo czegoś potrzebował. Po drodze, spytał, co robimy jak wyjdziemy stamtąd. Odparłam, że nie wiem. Zaproponował, żebyśmy poszli do niego, bo bardzo chce mnie rozebrać. Powiedziałam, że jeszcze nie może. Nie przeszkadzało mu to i chciał rozebrać mnie tylko do połowy. No i tak się stało. Weszliśmy do niego do mieszkania. Zauważyłam książkę leżącą pod lustrem. Zaczęłam się śmiać bo dotyczyła alkoholizmu. Powiedział, że to nie jego, tylko znajomej z pedagogiki resocjalizacyjnej. Mi się od razu włączył tryb FBI i humor mi się popsuł. Przestałam być pewna tego, że frajerka jest na innej. I have to know it!
Tak czy inaczej, z nieszczęśliwą miną stanęłam w drzwiach kuchni, gdzie on coś robił. Byłam przygaszona. Chyba tego nie zauważył, bo w końcu podszedł do mnie i zaczął mnie całować. I tak oto, chwilę później rozebrał mnie po raz kolejny. Zrobiliśmy co zrobiliśmy, umówiliśmy się na seks w niedzielę, a po wszystkim, znowu leżeliśmy koło siebie. On prawie śpiąc, gładził mnie po skórze, a ja nieśmiało się przytulałam do niego. Jeszcze nie wiem na ile mogę sobie pozwolić. W końcu wstaliśmy i poszedł zrobić mi grzańca. Było tak ładnie, i wtedy zadzwonił B. Nie wiedziałam po co, bo nie odebrałam, rzuciłam telefonem na stół, powiedziałam na głos, że nie mam czasu i wróciłam do robienia wina. Widziałam, że był spięty. Ja też nie miałam humoru. Po tym jak zobaczyłam tą książkę, jakoś ta cała magia prysła. Zauważył, że coś jest nie tak. Powiedziałam, że jestem zmęczona, ale jak już wróciłam do domu, napisałam, że kłamałam, ale nie powiedziałam o co mi chodziło.
On wie, że ja dalej coś do niego czuję. Powiedziałam mu nawet, że był czas, kiedy wyobrażałam sobie jego śmierć. Oczywiście pytał czemu, co zrobił, ale odpowiedziałam, że nie chcę z nim o tym rozmawiać.
No, i tak to wygląda. Już bardzo chcę jutra. Nie tylko dlatego, że jestem napalona jak królik na wiosnę, ale po prostu jakoś tak liczę, że coś się stanie, coś się zmieni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz