niedziela, 8 września 2013

Już nie mogę, to wszystko mnie męczy.

Boże. Rzygam już tym HS'em. Piszę notatki od 2 dni, za mną już połowa, ale jak pomyślę, że muszę się tego jeszcze uczyć to na raz robi mi się słabo w głowie i niedobrze w brzuchu.
Fajnie by było, jakbym z okazji pisania tych durnot zapamiętała cokolwiek, ale tak chyba nie będzie. I jak zwykle, wszystko jest winą Pana X. Bo siedzę sobie i robię te nieszczęsne notatki i im bardziej staram się skupić, tym głośniejszy i bardziej przeszkadzający głos w mojej głowie mówi mi coś w stylu 'Pierdol to! Pomyśl sobie może o Panu X. i powspominaj wszystkie zajebiste chwile spędzone razem, jak to był w Tobie zakochany, a później pocierp trochę i przypomnij sobie, jak nagle się to wszystko zjebało, i że teraz już Cię nie chce i nigdy nie będziecie razem'. Super, nie? Po tej poprawce będę miała tak podzielną uwagę, że chyba nauczę się grać na perkusji. Bo oczywiście, staram się zignorować ten głos, ale nie mogę i muszę go tolerować, przy równoczesnej próbie zrobienia notatek. Bo jakbym go posłuchała i zarzuciła, to bym siedziała zaryczana przez najbliższy tydzień, przez co wyglądałabym jak kupa gówna i tak też bym się czuła. Ogarnęłabym się w urodziny, albo O. by mnie ogarnęła, bo ma przyjechać (<3). I może nawet bym się później trzymała. Tylko co z tego, jak na zrobienie notatek i NAUCZENIE SIĘ miałabym jakieś 5 dni?
Dlatego NIE NIE NIE NIE NIE! Nie mogę mu się poddać! A najlepiej sio mi z głowy! A kysz!
Bo w sumie nie rozumiem, po co i czemu myślę o Panu X. I tak wiem, że pomimo cudownych horoskopów (taaak, bo sprawdzam sobie ostatnio i są mega) i całego morza nadziei, nic z tego nie będzie, choćbym na rzęsach stanęła. Na urodziny pewnie też nie przyjdzie, bo będzie zajęty albo nie wiem, zaplanuje chorobę.
Ciężkie to moje życie i bycie więźniem własnych myśli. W chwilach, kiedy nie mogę zapanować nad nimi, czuję się jak w klatce. Dosłownie. Nawet to sobie wyobrażam.
Ale koniec, spróbuję się wydostać. Zapominam o tym człowieku i się ogarniam. Pewnie i tak się popłaczę, jak mi napisze, że nie przyjdzie, ale ojjj tam. Jak sobie teraz stworzę pozory, to może później będzie łatwiej grać przed wszystkimi, że jest okay. I hope so.

A od jutra znowu - DO NAUKI! A raczej póki co - DO NOTATEK! I ponownie walka z własną głową.
Brawo kochanie, jakbyś poszła na kulturoznawstwo to to WSZYSTKO by się teraz nie działo. Ale skąd głupiutka mogłaś to wiedzieć...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz