środa, 18 września 2013

Stressss

Mega się denerwuję. Wczoraj umówiłam się z Panem X., że dziś jest ten dzień, w którym wynagrodzi mi to, że nie było go na imprezie. Zabrałam się więc za robienie prezentu idealnego - kuponów urodzinowych. No i właśnie one mnie stresują. Bo czy to nie będzie za bardzo poza przyjacielskie? Niby nie napisałam tam nic w rodzaju 'kupon na seks na stole', ale niektóre kupony można potraktować dwuznacznie, albo tak trochę bardziej niż jak od koleżanki dla kolegi. Konsultowałam to z O.  i kazała mi się wyczilować, bo kupony są ładne i w żaden sposób nie powinna mnie stresować ich treść. Jest podobno dobrze. Zobaczymy. Tak czy inaczej, liczę, że doceni to chociaż, bo tak się przy tym napracowałam, jak nigdy. W końcu wycięcie 20 sztuk karteczek o dziwnym kształcie, ale podobnej wielkości, pomalowanie brzegów i wypełnienie każdego kuponu podobną czcionką i treścią, to nie tak szybko i łatwo! Wymyślenie haseł też do prostych nie należało. Narobiłam się jak dziki osioł (hahaha lubię to powiedzenie, bawi mnie xd) i teraz nie mogę się doczekać jego miny.
Wszystkie kupony złożyłam na kupkę, związałam wstążeczką i włożyłam do koperty z napisem sto lat. Kopertę z kolei włożyłam w zakupioną specjalnie dla niego książkę ("Ręka mistrza"-S. King). I to wszystko okleiłam pięknym, różowym papierem w bohaterów z bajki "Kubuś Puchatek" (bo to jego ulubiona) i obwinęłam czerwoną wstążką. Czułam się jak przed świętami, ale nie tylko przez pakowanie prezentu. Towarzyszyła temu wszystkiemu jakaś dziwna atmosfera. Stres, radość, ekscytacja, niecierpliwość i wiele podobnych, pomieszanych uczuć.
Tak bardzo to wszystko przeżywam, że nawet nie zastanawiam się, czy i co od Niego dostanę. Niech już przyjeżdża bo umrę ze stresu. Najgorsze jest to, że nie umówiliśmy się na żadną konkretną godzinę i teraz siedzę i czekam ;/ Durna ja.
Nawet nie mam z kim poczekać, bo P. wyjechała wczoraj do Belgii :( Tak bardzo będę za nią tęsknić :(( Już mi jej brakuje. Zupełnie jak O.
W ogóle bardzo dziwna rzecz się wczoraj stała. K. miał przyjść po klucze, które zostawił u mnie po imprezie. Umówiliśmy się mniej więcej na 19, więc byłam przygotowana (pomalowana itd.). Po 19, usłyszałam dzwonek domofonu. Niewiele myśląc nacisnęłam guzik żeby go wpuścić. Za chwilę, zamiast dzwonka do drzwi, usłyszałam stukanie. Myślę 'ha ha ha bardzo zabawne K.'. Otwieram, patrzę a tam... G. TA G. Od kręgu hejtu P. I  z uśmiechem na twarzy do mnie rozmawia, że przyszła po klucze K. Mnie zatkało. Nie wiedziałam kompletnie co mam zrobić. Wpuścić ją, walnąć, czy co. W końcu poszłam po klucze, przez ten szok nie zaprosiłam jej do środka nawet od razu, więc żeby weszła krzyczałam z pokoju. Okazało się, że za nią weszli J. i K. Jacy oni są zabawni. Nic tylko się cieszyć. Zaproponowałam im z grzeczności kawę i herbatę (J. poprosił o kakałko, no bo przecież musi być taaki zabawny), ale i tak czułam się mega zażenowana. Jakbym zdradzała P. normalnie. Jeszcze jakby była sama G. to mooże bym z nią o tym porozmawiała, a tak... Po co on ich w ogóle przyprowadzał? Narobił zamieszania (jak zwykle) i zadowolony. Grr. I jeszcze zaprosił mnie na urodziny w sobotę. Cudownie. Nie mam pieniędzy anii ochoty, ale wypada iść.

No nie ważne. Mam taki stres, że zapaliłabym, a skoro nie mogę, to chyba się położę krzyżem, albo coś. Litery już mi się plączą z tego wszystkiego... :p

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz