niedziela, 22 września 2013

Prokrastynacja.

Nie nauczę się.
Nie umiem się skupić.
Nie zdam.
Wszystkie dni, które mogłam wykorzystać do nauki, przeciekły mi przez palce. Zostały mi 2 dni. 2 DNI. Będę się starać, ale chyba nie dam rady. Zaczynam panikować.
I to wcale nie jest tak, że ja jestem leniwa. Fakt, trochę czasem mi się nie chce czegoś robić, ale to już jest prokrastynacja. Zostawiłam sobie wszystko na ostatnią chwilę, nie bo mi się nie chciało uczyć, tylko ciągle wydawało mi się, że mam kupę czasu, a jak zacznę się uczyć za wcześnie to pozapominam, bla, bla, bla. No i teraz mam.
Niespodziewane wydarzenia po drodze, takie jak urodziny K., skutecznie mnie od nauki odciągnęły. Bo musiałam iść, skoro on był na moich. W sumie, to liczyłam trochę, że spotkam tam Pana X., ale jak się okazuje, chyba się już nie lubią. K. określił go mianem 'bydła' i stwierdził, że Pan X. wszystkich denerwuje. Fakt, mnie też zdenerwował swoim ostatnim zachowaniem, ale chyba zaczynam się o niego martwić... I właśnie to jest na chwilę obecną moja główna przyczyna braku skupienia. Martwię się o niego. Zmienił się niesamowicie. Dawni znajomi urywają z nim kontakt, bo mają go dosyć, uważa się za nie wiadomo kogo, no i podobno zrobił się strasznie agresywny... Coś jest nie halo. To nie jest ten Pan X., którego znałam. Albo myślałam, że znam. Tak czy inaczej, jest zupełnie innym człowiekiem i martwię się, że coś się wydarzyło i się pogubił. Oddałabym wszystkie cukierki za to, żeby do mnie zadzwonił i pogadał. Przysięgam już sobie w tym momencie, że jak się spotkamy (bo w końcu skończę z graniem obrażonej księżniczki), to nie powiem ani słowa o sobie. Chcę, żeby to on mówił. Muszę się dowiedzieć, co się stało. Chcę go uratować przed nim samym, bo wiem jak to jest, jak się trzyma głowę za wysoko. I znowu poświęcę mu miesiące mojej uwagi i dostanę za to ból i cierpienie. Trudno. Za bardzo mi zależy, żebym pozwoliła mu skończyć tak, jak do tego zmierza.
No i jest jeszcze K., który jest chyba najgorszym kumplem na świecie. Zamiast mu pomóc się ogarnąć, to ten szepcze za jego plecami. Boże, jacy oni wszyscy są fałszywi! Po co się kumplują, skoro jeden napierdala na drugiego, a drugi śmieje się z pierwszego? Co to ma być w ogóle za znajomość? I w jakiej sytuacji to stawia mnie? Mam powiedzieć Panu X. o tym, co mówi o nim K.? Ech, szkoda, że O. i P. pracują. Chciałabym z nimi o tym porozmawiać i się poradzić, co mam robić z tym wszystkim.
Pozostaje też jeszcze jedna kwestia do zastanowienia się w tej sprawie.
Jak bardzo poszło im o mnie?
Bo zbierając wszystkie fakty wychodzi, że całkiem możliwe, że ja też byłam w to wszystko zamieszana. K. gada na prawo i lewo o mnie (każdy z jego znajomych mnie zna, chociaż ja nie znam nikogo i żenuje mnie to) i na milion procent rozmawia o mnie z Panem X. (-> Pan X. sam mi powiedział, że wie, że byłam z K. na weselu i jeszcze parę rzeczy przywołał, które wskazują właśnie na to). Na podstawie mojego diagramu porównawczego sytuacji: ja-K-Ol i Pan X-ja-K, dochodzę do wniosku, że Pan X. jest o mnie w cholerę zazdrosny. To tłumaczy wszystkie disy na K., kiedy o nim rozmawiamy. Dodając do tego sytuację przy pierwszym pocałunku z K., wtedy u mnie w łazience na parapetówce, mogę przypuszczać, że Pan X. coś jednak do mnie czuje. No bo niby dlaczego miałby zabić K. za całowanie mnie? No i nie mogę zapomnieć o sytuacji w klubie, kiedy Pan X. mówił K, że ma na oku jakąś dziewczynę, spotykają się, ale nie wie czy ma ryzykować. Ta ostatnia sytuacja zdarzyła się przed poprzednią opisaną, więc wszystko nabiera sensu. Powiedzmy. Bo ja przyjmuję, że tak jest, bo to się wydaje logiczne, ale wcale może tak nie być. No ale. Zakładając, że to wszystko tak właśnie wygląda, to zaczynam mieć podejrzenia, że Pan X. być może chce coś ze mną, a K. się wkurwił, bo przecież postanowił nie odpuszczać.
Bo J. nic nie mówił o Panu X., więc wygląda to tak, że to K. jest na niego najbardziej cięty. I to wszystko ma dlatego sens. Czy tak jest na prawdę, okaże się w przyszłości.

W ogóle wczoraj zrobiłam coś bardzo ryzykownego. Pomijając to, że się upiłam. Ogólnie impreza była w barze. Siedziałam głównie koło J., więc najwięcej z nim gadałam plus po 4 czy 5 piwie, karmiłam go popcornem, na jego prośbę.W sumie było zabawnie.
Koło 2 poszliśmy na kebsa. Rzecz jasna, J. dosiadł się do mnie i pomógł mi go zjeść.
Następnie wybraliśmy się na wódkę. Mieliśmy oczywiście alkohol, sok znaleziony na przystanku, i coś innego do popicia. Poszliśmy w jakąś ślepą uliczkę przy której był niby park. Ja już nie piłam tej wódki. Wiedziałam, że jak to zrobię, to mnie to zabije, więc udawałam. I wszystko byłoby spoko, gdybyśmy nie zaczęli jarać. J. wyciągnął zioło i poszło w obieg. Już przed jaraniem lubiliśmy się bardzo bardzo, ale po...
Paląc siedzieliśmy. Kiedy skończyliśmy jarać, J. w pewnym momencie powiedział, żebym go przytuliła. No myślę, okay, przytulanie to nic złego.
Za jakiś czas, kiedy M. już spał na ulicy, my też się położyliśmy. Nie żeby pójść w ślady M., tylko żeby po prostu poleżeć. Mieliśmy też mega ataki śmiechu, ale to oczywiste.
Z początku leżałam na przeciwko J., tak, że go nie widziałam. Po pewnym czasie on wstał, stwierdził, że będę jego poduszką i położył się na mnie. Myślę, no spoko. Później prosił mnie, żebym dała mu rękę. To już było dziwne, ale okay. I tacy pijani i zjarani leżeliśmy sobie na ulicy. W końcu K. zaczął na nas krzyczeć i motywować, żebyśmy wstali. No to w końcu to zrobiliśmy. Oczywiście J. wstał pierwszy i pomagał mi wstawać i zrobił to tak, że wpadłam prosto w jego ramiona, jak już stanęłam na nogach. Uroczo. Strasznie dużo mnie przytulał też później. Idąc na przystanek szliśmy objęci. Znaczy on obejmował mnie.
Gdyby tylko to G. widziała... :D W sumie, to pewnie i tak będzie o tym wszystkim wiedzieć, więc chyba się trochę boję.
W międzyczasie, zadzwoniła do mnie O. Niewiele pamiętam z tej rozmowy, ale wiem, że J. z nią rozmawiał, a później K., który powiedział jej, że właśnie wyrywam. No pięknie.
No i wyrwałam na tyle, że chciał mnie przenocować, ale to by już było za bardzo ryzykowne. Poszłam spać do K. :D.
Było żenująco.
Jak zwykle.
A teraz kończę te wywody i idę się coś pouczę, bo już mi lepiej. Wyrzuciłam z siebie wszystkie obawy o Pana X. i może spróbuję się skupić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz