wtorek, 17 września 2013

Coraz dziwniej

No i już nie mam 20 lat. Skończyło się. Ciekawe co teraz się zacznie i co się zmieni.

Sam dzień moich urodzin był dziwny.
Na początku odebrałam O. z dworca. Tak bardzo się cieszyłam, że przyjechała. W drodze powrotnej szłyśmy drogą naokoło, bo obiecałam jej pokazać katowickie dziwki xd. Niestety, żadnej nie było :( W zamian za to pokazałam jej jazz club, w którym przesiadywaliśmy z Panem X. i studio tatuażu i piercingu, gdzie zrobiłam kolczyka. Poza tym pokazałam jej też swój stary stary i stary blok, plus blok Pana X. i drogę do mieszkania K.
Idąc, zadzwonił do mnie T. Jako pierwszy złożył mi życzenia, co było bardzo słodkie i urocze. Bardzo żałuję, że go nie było na imprezie :(
Mieli żartobliwy fight z O., bo to ona miała być pierwsza. Niestety, nie wyszło. On podobno pisał z jakąś laską przez pół godz., żeby nie zasnąć i zadzwonić. Mówiłam, że uroczo ;)
O. za to była pierwszą osobą, która dała mi prezent. I jest on najlepszym prezentem na świecie! Dostałam obiecany młotek, którym mam się jebnąć, jak będę się uważała za brzydką, mało wartościową, beznadziejną, gorszą od innych, czy niewystarczającą dla Pana X. Taki nasz osobisty żart ;) Poza tym, tenże młotek zapakowany był w drewnianą skrzynkę, na której podczas imprezy, O. napisała mi przecudowne życzenia i hasła, a wczoraj ja uzupełniłam o kilka nowych, i tak będę uzupełniać. W skrzynce były też świeczuszki i tona cuksów. Ona wie, co lubię <3

14 zaczął się więc świetnie. Należy dodać, że po przyjściu do domu, wypiłyśmy za moje zdrowie tego woodstockowego carlsberga, w którym był znaczek pocztowy i oczywiście trafił się on O. :p

A później zaczęło robić się dziwnie.

Weszłam na fejsbóka, żeby sprawdzić jakie życzenia napisał mi T. na tablicy (bo przez telefon mi obiecał). Były oczywiście cudowne, alee zaszokowała mnie jedna rzecz. M., z którym nie rozmawiałam od 2 mieś. zlajkował mi obrazek, który wrzuciłam O. na ścianę. Mało tego, on go skomentował, a później do mnie napisał. Nie wiedziałam jak i czy mam z nim rozmawiać, ale w końcu złożył mi życzenia, przeprosił za wszystko i daliśmy radę ;)
Tak czy inaczej, to było niespodziewane i dziwne. Nie żebym na to nie czekała! Nie, nie! Miałam postanowienie, że czekam do urodzin, żeby zobaczyć co się stanie, czy napisze, i wtedy podjąć decyzję odnośnie naszej znajomości, bo oczywiście, że myślałam o naszej sytuacji przez cały ten czas.

Kolejną dziwną rzeczą były życzenia od siostry M. Nie gadamy ze sobą od początku liceum, na 99% ona mnie nie lubi, a ja też jej nie trawię, a tu taki surprise o 3 rano... I jeszcze jak miło to napisała... Nie mam pojęcia o co kaman.

Jak w końcu się zbudziłyśmy rano (hahaha) to zrobiłyśmy tripa do silesii po zakupy na bibę, prezent dla Pana X., ogólnie połazić po sklepach i na obiad. Kolejność podałam bardzo losową, bo te zakupy na bibę były na samiuśkim końcu. I właśnie wtedy zadzwonił Pan X., mówiąc, że jednak nie przyjdzie, bo cały dzień rzyga. Zrobiło mi się przykro. Miałam już dla niego prezent i w ogóle, ale nawet nie o to chodziło. Po prostu się nastawiłam, że będzie, a on jak zwykle zrobił mnie w chuja. I teraz nie wiem, czy serio był chory, czy nie chciał przyjść, ale obiecał mi, że mi to wszystko wynagrodzi i spotkamy się jeszcze we wrześniu. O północy z 14 na 15 zadzwoniłam do niego życząc mu miłości i super dziewczyny (mogłam dodać takiej jak ja)  i spytałam, czy możemy się zobaczyć 20 po mojej poprawce (która jest jednak 25 -.-). Stwierdził, że nie wie, czy nie będzie miał pracy w weekend, więc ja nie mam zielonego pojęcia co on niby zamierza robić ze mną :O No i niby na jedno miło, a na drugie było mi tak smutno, że koło 4 zamknęłam się w pokoju i leżałam prawie płacząc, a 15 po południu, po prostu zostawiłam gości (tak, miałam ich przez ok. 24 godz) i poszłam płakać na balkon.
 No i nie muszę dodawać, że nic mi nie napisał, choć miał.

Ale wracając do 14.

W międzyczasie, napisała do mnie życzenia dziewczyna, z którą nie gadam od gimnazjum. Kiedyś byłyśmy przyjaciółkami, a później się pokłóciłyśmy. Więc kolejny szok.

Następny przyszedł, kiedy już czekałyśmy na gości. Tym razem, napisał mi życzenia K. Z nim też czekałam do urodzin, co się stanie i się doczekałam. Wysłał mi niesamowite życzenia i całkiem zapomniałam, że nie gadaliśmy miesiąc i jakim chujem był w tym czasie. Co więcej, ja go zaprosiłam do siebie na imprezę. A później zadzwoniła do niego moja szalona O. i namawiała żeby przyszedł. Chciała to zrobić z Panem X., ale jej nie pozwoliłam. Szkoda, że się nie poznali. Poznała za to K. i nie przypadł jej do gustu.

Ogólnie impreza była ponoć udana. Mieliśmy picie, tańce i ślub. Oślubiała się O. z B., a ja byłam ich księdzem. Całkiem zabawnie.
Później zaczęło być znowu dziwnie. Ol. zaczęła się przystawiać do K. Przystawiać to mało powiedziane. Ona na nim WISIAŁA. Wiem, że powinno mi być wszystko jedno, ale nie jest. Wkurzyłam się na nią. Na niego na początku też, ale później porozmawiałam z O. i powiedziała mi, że zauważyła, że on patrzył na nią w pewnym momencie wzrokiem 'wtf?', a jak mu Ol. zaproponowała nocleg u siebie, to powiedział, że przyjdzie tylko wtedy, jeżeli ja go wyrzucę ze swojego łoża. Oczywiście, że tego nie zrobiłam, chociaż może powinnam, bo tak to nie wiem czy nie namieszałam. Anyway. Na drugi dzień, Ol. dalej była uwieszona na K., ale ten w pewnym momencie bardziej trzymał się mnie. Szczególnie po tym jak wróciłam zapłakana z rozmowy z O. Nie żebym płakała przez nią! Ona mnie pocieszała po prostu, a ja jak to w takich sytuacjach, po prostu się rozkleiłam. Zaczęłam mówić czemu jest źle itd. Bała mi się przyznać do romansu z B. ale ja na prawdę nie mam nic przeciwko. W sumie, to nawet żałuję, że Wawa jest tak daleko od Kato, bo bym im kibicowała z całego serduszka, a tak to nic z tego nie będzie :( Ale przynajmniej ja mam z nim spokój :D
No i w sumie od 15 tak się wszystko zaczęło pieprzyć. Rano zbiłam mój kubek od Pana X., później było mi ogólnie źle i płakałam, następnie O. wyjechała [*]. Wczoraj z kolei okazało się, że ten kretyn z haesu zmienił termin poprawki, a ja muszę wybrać specjalizację. No ciekawe co będzie dzisiaj.
Przynajmniej zrobiłam sobie rozpiskę sytuacji ja-K-Ol i wyszło, że to jest identyczna sytuacja jak Pan X.-ja-K. Doszłam w tym do ciekawych wniosków i chyba będę jeszcze to rozkminiać. A póki co idę jeść :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz