Mówi się, że gesty znaczą więcej niż słowa. Cóż, moim zdaniem nie ma stwierdzenia bardziej trafnego i prawdziwego niż to.
Byłam na prostej drodze do wyleczenia się z Pana X. Tak właśnie BYŁAM. Wszystko przez te cholerne gesty.
Byliśmy
razem na imprezie urodzinowej u kumpla. Było nudno i beznadziejnie, ale
nie skupiam się na tym, bo nie ma co przeżywać. Bardziej zależy mi na
interpretacji zachowania mojego pojebanego X. Kiedy jechaliśmy w
autobusie było spoko - gadaliśmy i śmialiśmy się. Wszystko było okay,
dopóki nie doszliśmy na działki i spotkaliśmy resztę ludzi. Wtedy
totalnie mnie olewał. Bolało, ale pomyślałam, co tam, nie jesteśmy
razem, nie przejmuję się, nie muszę go słuchać i wyciągnęłam fajki.
Nawet nie patrzyłam na Jego minę kiedy zobaczył, że znowu palę. Co go to
obchodzi?
Gadałam z innymi ludźmi, ale nie czułam się tam dobrze.
Później
zaczęła się burza. Schowaliśmy się więc wszyscy do altanki. Pan X.
usiadł na przeciwko mnie i... totalnie mnie unikał. Zajęłam się więc
sobą. Zaczęłam zacieśniać więzy z A. i jego dziewczyną. Okazali się
całkiem spoko. Razem paliliśmy, a A. wrobił mnie w picie wódki, na którą
od 2 tygodni nie mogę patrzeć. Niestety musieli wyjść wcześniej. Wtedy
zostałam sama i strasznie się nudziłam. Niby gadałam trochę z G. i z T.,
ale to było bardziej na zasadzie mówienia czegokolwiek. W międzyczasie,
Pan X. zdążył się już upić. Oczywiście nie gadaliśmy wcale (no może
poza małym epizodem, kiedy wyszłam do łazienki, a on za mną, ja minęłam
go bez słowa, ale stałam przed altaną, więc jak wracał, to zagadał),
więc tym bardziej krępujące było dla mnie jego spojrzenie. Bo wgapiał
się we mnie jak sroka w kość. To było dziwne. Po pewnym czasie przysiadł
się do mnie jakiś koleś i zaczął rozmawiać. Z jego zachowania podczas
imprezy wywnioskowałam, że mu się podobam, tak więc ciągnęłam rozmowę. I
wtedy to zauważyłam. Pan X. nie dość, że nas obserwował, ale też
podsłuchiwał! Ja na prawdę nie wiem, o co temu człowiekowi chodzi.
Później
zaczęły się rozmowy na tematy polityczne. Nigdy nie biorę udziału w
tego typu konwersacjach, więc kiedy już wszyscy zaczęli przekrzykiwać
siebie nawzajem, wyszłam na zewnątrz. Siedziałam na kamieniu, bo
wszystko inne było mokre, i grałam na telefonie. Siedziałam góra 10
min, gdy usłyszałam jak Pan X. pyta ludzi o to, gdzie jestem. Nie minęła
minuta, jak stał koło mnie, z tym dziwnym spojrzeniem o nazwie 'za
chwilę cię pocałuję' i pytał czemu tu siedzę. Pogadaliśmy chwilę zanim
wszedł z powrotem do środka. Ja chwilę posiedziałam i też wróciłam,
jednak ktoś już siedział na moim miejscu. Rzuciłam więc pytanie o to
gdzie mam siedzieć. Typ któremu się podobałam wskazał mi miejsce koło
siebie. Ja jednak kazałam podsunąć się jakiemuś innemu człowiekowi na to
miejsce, a sama siadłam koło G., który z nudów też zaczął grać na
telefonie. Siedziałam więc tam i się nie odzywałam. Czasem zerknęłam na
Pana X., który też się nudził. Nie mogliśmy niestety wrócić do domu, bo
koło 23, kiedy to komunikowaliśmy się z Panem X. na migi przez stół,
mówiąc sobie, że jest chujowo i chcemy wracać, sprawdził autobusy i
okazało się, że najbliższy mamy... przed 5 rano. Musieliśmy więc tam
siedzieć.
W końcu, typ siedzący koło mnie i ten któremu wpadłam w
oko, zdecydowali się zmywać. Pożegnałam się więc z nimi, a miejsce koło
mnie na kanapie zajął nie kto inny, tylko boski X, po czym zażądał koca i
przykrył nas nim. I tak sobie siedzieliśmy, stykając się ciałami, pod
kocem. Bardzo chciałam oprzeć na nim głowę, ale nie wiedziałam, czy mogę
sobie na to pozwolić, więc po prostu tego nie zrobiłam. Ale już wtedy,
wszystkie emocje zaczęły wracać...
Za jakiś czas zrobiliśmy się
bardzo senni i zdecydowałam, że idziemy spać. Przenieśliśmy się więc do
środka i położyłam się na rozłożonej kanapie. Obok mnie położył się oczywiście Pan X. Niestety G. również chciał się położyć, więc
musieliśmy zrobić mu miejsce. Kanapa była tak wąska, że ja i Pan X.
mieściliśmy się idealnie, jednak żeby zmieścił się też G. musieliśmy się
trochę ścisnąć. I tak podczas tego naszego układania się, nagle
poczułam rękę X. na mojej talii. To był jego pierwszy odruch, kiedy
odwróciłam się plecami do niego - objęcie mnie w talii i przyciągnięcie
do siebie. Oczywiście trwało to sekundy, bo albo zorientował się, że
jesteśmy tylko przyjaciółmi, albo przez leżącego koło nas G. Tak czy
inaczej, wtedy wróciło wszystko. Moje serce waliło jak oszalałe, i gdy
Pan X. tak sobie leżał przytulony do mnie, jestem pewna, że to czuł.
Całkowicie odechciało mi się spać. Niestety nie leżeliśmy sobie za długo
w ten sposób, bo idiota T. wyciągnął moje marzenie, żeby z nim
posiedział na zewnątrz. Kretyn. Doskonale wie, co czuję do niego i
zamiast mi pomóc, to przeszkadza. Ale nic. Oczywiście Pan X. się zgodził
i wyszedł, a ja poleżałam chwilę i poszłam za nimi.
T. spytał
nas czy wierzymy w prawdziwą miłość. Dowiedziałam się, że Pan X. tak, z
kolei on dowiedział się, że ja nie, bo miłość jest chujowa. Nie wiem
czemu tak powiedziałam, ale powiedziałam.
W końcu, przed 4
zebraliśmy się i poszliśmy na autobus. Pan X. zasypiał po drodze. To
było słodkie, ten wyraz spokoju na jego twarzy i zmęczenie, kiedy go
specjalnie budziłam. Kiedy w końcu dotarliśmy na osiedle, umówiliśmy
się, że zadzwoni do mnie jak będzie szedł coś zjeść. Tak też zrobił.
Poszliśmy na pizze. Było jak zwykle fajnie i miło. Umówiliśmy się, że
ściągnę mu 'Ojca chrzestnego' i przyniosę. Tak też zrobiłam. Oczywiście
coś za coś, więc z powodu ogromnego gorąca na dworze, zażądałam lodu.
Cóż, jak mogłam przewidzieć, kostka zamiast wylądować w szklance
wylądowała pomiędzy moimi piersiami. Jak go bawiło to, że mi ją tam
wrzucił, i że krzyczałam później.
U Pana X. posiedziałam jakieś 4
godziny! Rozmawialiśmy i to było fajne. W końcu bez tych wszystkich
dodatków. Znaczy oczywiście, chciałam żeby do czegoś doszło, ale
cieszyłam się z tego, że możemy sobie po prostu porozmawiać. W końcu
nawet pary nie żyją samym seksem (znaczy jakbyśmy byli parą, to pewnie
to byłaby nasza ulubiona i bardzo często powtarzana czynność, no ale są
też inne rzeczy przecież i nie jesteśmy też razem). Po pewnym czasie
zaczął mnie specjalnie denerwować. Zaczęłam go więc bić i dusić
poduszką. Sukienka, którą miałam niestety ograniczała mi ruchy, ale
dawałam radę. Co ciekawe, Pan X. specjalnie mnie prowokował. A co
jeszcze ciekawsze, to zauważyłam jak na niego działam poprzez zwykłe, no
może trochę większe niż normalnie, zbliżenie mnie do niego.
Po
pewnym czasie, nasza zabawa przyjęła trochę niebezpieczny obrót.
Najpierw Pan X. ugryzł mnie w łokieć. Za jakiś czas, kiedy pochyliłam
się, żeby go dusić, położył mnie na sobie, chwytając za włosy i
przyciągając moją głowę do siebie, co było bardzo erotycznym gestem
(takie tam nasze... upodobania xd). Myślałam, że spłonę. Chciałam się na
niego rzucić wtedy i całować bez opamiętania. On chyba też, bo za
moment powiedział, że zaczynam go denerwować. Stwierdziłam, że pomimo,
że chcę żeby do czegoś doszło, to nie jest ten moment. Zebrałam się więc
i wyszłam.
Słowa to są tylko słowa. Co z tego, skoro mówi
mi, że mnie nie chce, skoro to co robi i jego ciało, są zupełnie innego
zdania? Teraz w ogóle nie jestem pewna, czy to prawda, że mnie nie
chce, tym bardziej, ze powiedział mi, że czasem mówi rzeczy, które nie
są prawdziwe, ale chce żeby ludzie w nie wierzyli. Chyba więc przypatrzę
się temu co robi. Jedno jest pewne, jak już da sobie spokój ze zwykłą
przyjaźnią ze mną, czeka nas seks życia. Póki co, będę po prostu
przyglądać się temu co robi, a nie słuchać tego co mówi. Bo powiedzieć,
to sobie można wszystko, a zrobić już nie bardzo. Więc, to co robisz ma większe znaczenie niż to co mówisz. I dlatego właśnie, zakochałam się w nim od nowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz