środa, 29 maja 2013

Dobrze!

To był dziwny dzień... Dopełnieniem byłby teraz sms albo telefon od Pana X. Ale to już zaczęłabym się martwić i to poważnie.

A wszystko zaczęło się od pilatesu na który musiałam pójść, bo niestety , 6 wf do odrobienia i to w tydzień, to chyba byłoby niewykonalne.

Tak więc, pomimo swojej szczerej niechęci wyjścia z domu, zebrałam się, poszłam, zrobiłam co do mnie należało i wyszłam z zajęć. Pod wydziałem spotkałam znajomych z grupy. Zauważyli mnie i zawołali. Poczułam się bardzo miło. Pogadaliśmy chwilę i wszyscy poza A. się rozeszli. Ja też miałam iść, ale okazało się, że wyżej wymieniony A. czeka na wf. Pomyślałam, co mi tam, i tak nie mam nic innego do roboty, to posiedzę z nim, a później pójdziemy na ten wf razem, bo może w końcu zajęłabym się ogarnianiem życia i wf'ów. To miało być szaleństwo, bo nigdy wcześniej nie grałam w ping ponga :D Siedzieliśmy sobie tak i rozmawialiśmy. Jest bardzo spoko człowiekiem, więc czas minął nam bardzo szybko. Niestety, kiedy poszliśmy na zajęcia, jego nauczyciel odmówił przyjęcia mnie. Że niby u niego się nie odrabia. Trudno. Byłam już przebrana, więc pomyślałam, że może coś innego się znajdzie. Wtedy podszedł do mnie jakiś typ i powiedział, że na górze jest unihokej. Stwierdziłam, czemu nie, zobaczę czym tak Pan X. się podniecał cały rok. I tym sposobem poznałam najbardziej zajebistą grę świata <3 Co dziwne byłam w tym świetna! Na wszystkie gry, w które grałam i byłam beznadziejna, tu rządziłam! To była bramka za bramką w moim wykonaniu! I co ważne poznałam nowych ludzi. Oczywiście to były takie znajomości na jeden raz, ale może ktoś z nich powie mi głupie 'cześć' na wydziale.
Z masą pozytywnej energii wyszłam z zajęć. Roznosiło mnie po prostu. Idąc w stronę osiedla, zaczepił mnie chłopak z ulotkami i zaczął coś tłumaczyć o wakacjach. Bawiłam się tą sytuacją. Na koniec poprosił mnie o... zdjęcie z nim. Oczywiście zgodziłam się, w końcu trzeba pomagać innym w wykonywanej pracy ;) No i może jego przystojny kolega mnie do tego trochę przekonał.
Do mieszkania wróciłam w bardzo wesołym humorze. Cieszyło mnie, że pomimo iż nie ma już Pana X. to nie spędziłam całego dnia sama w swoim pokoju, a nawet poznałam innych ludzi.
Było już po 16, więc postanowiłam poleniuchować chwilę. I wtedy stała się kolejna, szokująca rzecz. Moja rodzona siostra napisała do mnie. Czemu nie wracam do domu i takie pierdoły. Dziwne w tym wszystkim jest to, że my ze sobą nie rozmawiamy ot tak, tylko w sytuacjach, jak jedna potrzebuje czegoś od drugiej. Więc mega mnie to zaskoczyło. Pogadałyśmy chwilę i wysłałyśmy sobie parę piosenek (!).

Nadal nie ogarniam tego wszystkiego co się działo , ale cały dzień chodzę szczęśliwa. W końcu. Dzięki A. wiem też, jaki mam plan na życie. Okazało się, że po moim kierunku mogę zrobić magistra z psychologii społecznej, czyli nie muszę nic kombinować! Wszystko ładnie się układa i to jest fajne. Oczywiście mam już tęsknotę w sercu za Panem X., ale wierzę głęboko w to, że się spotkamy w niedługim czasie. Nie będę do niego pisać ani dzwonić. Niech w końcu sam się odezwie! Tylko, że jeżeli najdzie go na to ochota dzisiaj, to to będzie taka wisienka na torcie, ukoronowanie dzisiejszego, dziwnego dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz