'Tęsknota to uczucie
niepokoju, smutku, zamyślenia. Im bardziej odczuwany jest
brak kogoś/czegoś, tym bardziej wzmaga się cierpienie
psychiczne. Powodami uczucia tęsknoty mogą być: brak wszelkiego
kontaktu z bliskimi lub ograniczenie kontaktu z nimi, spowodowane
obiektywną sytuacją losową, subiektywnym stanem psychicznym. Tęsknota
odczuwana jest także w związku z pragnieniem posiadania partnera,
potrzebą akceptacji i zrozumienia przez niego. Stan tęsknoty może być
powodem popadnięcia w depresję'
Tak tęsknotę przedstawia źródło wiedzy większości uczniów - wikipedia. I nie da się z tym nie zgodzić. Ale gdyby tak popatrzeć na to z innej, bardziej obrazowej strony?
Dla mnie tęsknota jest jak małe ziarenko zasiane w sercu. Im klimat bardziej sprzyjający, czyli serce bije mocniej na myśl o kimś/o czymś, tym bardziej się rozwija, powodując przy tym słodkie cierpienie u osoby, u której się zagnieździła. Oczywiście im bardziej ziarenko rośnie, tym większa rozpacz nas ogarnia.
Po wykiełkowaniu nasze ziarenko prawdopodobnie przyjmuje postać drzewa, które swoimi korzeniami i gałęziami obejmuje nasz cały organizm, powodując ogólne osłabienie i rozdrażnienie. W końcu dociera do naszego mózgu, przez co normalne funkcjonowanie ustępuje obsesyjnemu myśleniu o powodzie, przez który tęsknimy. I nie ma zmiłuj się. Z pozoru delikatne drzewko, w rzeczywistości jest tak silne i rozłożyste, że nie zrobi miejsca innym, tak więc nasz organizm jest po prostu opętany, przez tą jedną jedyną, małą rzecz, której nam brakuje.
Co więcej, jest to jak można już zauważyć, bardzo egoistyczna, ale też sprytna roślinka. Żeby jej się krzywda nie stała (bo nie daj Boże uschnie, albo postanowimy jej się pozbyć), wysyła do naszego mózgu sygnały, że jest nam niezbędna do życia, plus do tego cały pakiet pomysłów na doskonałą jej pielęgnację.
I tak rośnie to sobie w nas, doprowadzając do szaleństwa.
A jak się tego pozbyć? Cóż, tego jeszcze nie odkryłam. Póki co hoduję w sobie takie drzewko, które prawdopodobnie, jest już wielkości baobabu.
I tym oto akcentem rozpoczynam kolejny miesiąc - MAJ. Miejmy nadzieję, że minie trochę spokojniej, ale równie szybko i szczęśliwie (o ile te kilka cudownych chwil można tak nazwać) jak kwiecień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz