To jest kurwa jakiś matrix. Ostatnie 2 dni są jak koszmar, z którego na prawdę chcę się obudzić.
Przedwczoraj się upiłam. Znowu. Z P. Kiedy odprowadzałam ją na dworzec, zażartowałam, że nie trafię do mieszkania. Ona tak się przejęła, że zadzwoniła do Pana X., żeby mnie odebrał. Jak zwykle było coś ważniejszego. Ale lajjjjt.
Wczoraj, akurat na moim bardzo długim okienku, zadzwonił do mnie. Zaczął się pytać co się działo, mówić, że się martwi, i przepraszać, że nie przyszedł. Okazało się, że też ma okienko i bardzo chce iść ze mną do sklepu na zakupy. Powiedziałam mu, że nie chcę, ale ten się upierał. No to się zgodziłam. W sumie, to nie powinnam, bo wyjaśnił mi jego wielki stres, który już minął. I poważnie, wolałabym nie wiedzieć. Otóż, bał się, że... ZOSTANIE TATĄ. Po prostu myślałam, że się popłaczę jak mi to powiedział. To było tylko takie 'o kurwa on z kimś spał, ale z kim?! ON Z KIMŚ SPAŁ!!!!!!!!!!!'. Z lekkością dorzucił hasło, że byłoby to w sumie zabawne, a ja zostałabym ciocią, i oczywiście zrobiłby mnie też z tej okazji chrzestną. Wtedy to myślałam, że się położę tam i zacznę ryczeć. O chuj mu chodziło?! Po kiego czorta mi to powiedział?! I jeszcze z tą chrzestną wyskoczył jak diabeł z pudełka. No kurwa. Zagadka życia.
Cały dzień to rozkminiałyśmy z Ol. O chuj mu chodzi? -> to było pytanie dnia. Powtórzyłam je milion razy. No bo na prawdę. Do tego jest jeszcze tak słodki w stosunku do mnie, że rzygam tęczą jak go widzę. A raczej 'rzygałam' i 'widziałam' bo teraz to już go nie spotkam, ale nie uprzedzając faktów.
Cały dzień było jedno wielkie zastanawianie się z 'kim?', 'jak?', 'kiedy?' i 'dlaczego?'. Obstawiałyśmy 2 opcje. Albo to zmyślił, albo serio to zrobił, najprawdopodobniej z E.
Jak się dzisiaj okazało, opcja nr. 2 to ta prawidłowa.
Siedziałam na huśtawkach w przerwie między zajęciami. I nagle, ja się patrzę, a tam idzie on z nią. I idą do niego do mieszkania. No myślałam, że się pochlastam. Rozpłakałam się, zadzwoniłam do O. Napisałam do Ol. i P. Pierwsza przyszła Ol. Pożyczyłam od niej kasę na fajki, bo stwierdziłam, że ja nie dam rady bez używek. Po wczoraj miałam takiego mind fucka jak nigdy, ale to co się działo dzisiaj w mojej głowie, to jest nie do opisania. Nie ma na to odpowiedniego słowa. Nawet nie płakałam. Czułam taką przewielką pustkę w sobie. I ciągle w mojej głowie było pytanie: 'dlaczego? co ona ma takiego czego ja nie mam?'. Jedyne co czułam to, że mój żołądek jest związany na supeł. Paliłam jednego papierosa za drugim. Ol. bardzo chciała ich razem zobaczyć, więc siedziałyśmy w najlepszym miejscu do spotkania kogoś, na naszym osiedlu. Niestety, nie udało nam się ich złapać. Zaniechałyśmy. Nie poszłam na zajęcia, bo nie byłam w stanie, ale wpadłam za to na genialny pomysł. Napisałam mu kolejny list, w którym wyrzuciłam mu wszystko (w sumie sporo przepisałam z tego głównego, ale dodałam jeszcze parę rzeczy), powiedziałam, że go kocham, a w p.s'ie dodałam 'fuck you anyway'. Rozpakowałam prezent, zamieniłam kupony na list, zapakowałam i umówiłam się z nim na spotkanie, mówiąc, że to strasznie ważne, żebyśmy się dzisiaj zobaczyli. Jeszcze bym się rozmyśliła. W sumie to jak się spotkaliśmy to prawie tak było, ale myślę, nieeeee, będę silna. Zrobiłam w końcu ten krok. Ogólnie, jak zwykle był przeuroczy, obiecał mi, że dostanę najlepszy prezent na świecie, ale nie był świadomy tego co jest w tym liście, więc mu sugerowałam, że tak nie będzie. Teraz już pewnie go przeczytał i to wie :D Ale jarał się tym prezentem jak Rzym za Nerona. A na koniec mnie pocałował. W czoło.
A ja mam wyborny humor. Pomimo, że twarz mi dosłownie płonie. Nie przez ten pocałunek, o w życiu! Po prostu mam z tego taką pompę, bo nie wierzę, że to się dzieje na prawdę. To jest jakiś bardzo zły sen. Nie ogarniam. Mam do tego za mały rozum :(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz