I oto, dzień wczorajszy był dniem konfrontacji z Panem X., czyli wyczekiwanym dniem Pompy Miliard. Przyznam sama przed sobą, że nazwa idealnie pasuje, a ja zachowałam się jak zwykle epicko. Gdybym nie była w trakcie pisania książki o sobie, to powiedziałabym, że takowa powinna powstać.
Zabawnie zaczęło być już w niedzielę.
Siedząc czwarty dzień w domu i popijając teraflu, zaczęło mnie nosić. Napisała do mnie R. z propozycją ploteczek i wina. Zgodziłam się, i po tym jak mi wytłumaczyła jak trafić do jej nowego mieszkania, zebrałam się i poszłam. Dawno tak dobrze nam się nie gadało. Zaczęłyśmy wspominać, jak zajebiście było w zeszłym roku i jakie śmieszne akcje się zdarzyły. Wróciłyśmy pamięcią do wieczoru, kiedy chciałyśmy upić Pana X., ale w końcu same się najebałyśmy, a ona do tego stopnia, że chciała się z nim pocałować. Jak się okazało, w ogóle nie pamięta tego i w zabawny sposób, zabroniła mi o tym opowiadać. Stwierdziła, że jeszcze nie jest na to gotowa. Rozmowa zeszła więc na dobrze znany temat Pana X. Powiedziałam jej o E. i tych wszystkich chorych akcjach. Spodziewała się, że tak jest. Cóż. Widocznie ja jestem mało ogarnięta, wierzę w ludzi i inne pierdoły, bo mnie to wręcz zszokowało, i to do tego stopnia, że myślałam, że już nic nigdy mnie nie zaskoczy. Wystarczyło poczekać do rozmowy z R., żebym się przekonała, jak bardzo się myliłam. Sprzedała mi ona bowiem taką informację, że po jej usłyszeniu zatkało mnie kompletnie, źle mi się zrobiło w głowie, nie mogłam oddychać, zbladłam i myślałam, że za chwilę zemdleję. R. jak zobaczyła mój wyraz twarzy zaraz powiedziała, żebym nie płakała. Ja już nie płaczę. Wyłączyłam przełącznik na łzy, albo po prostu mi się one skończyły. No nie ważne. Dowiedziałam się, że K. jej powiedział, żeby nikomu nie mówiła, ale jak Pan X. spotykał się ze mną, to spotykał się jeszcze z 3 innymi dziewczynami. Posiadając tą wiedzę, w pierwszej chwili miałam ochotę go uderzyć. Niestety, nie było go pod ręką, ale był telefon. Impulsywność wpędzi mnie kiedyś do grobu, ale i tym razem dałam się ponieść. Napisałam do niego, czy mogę go o coś zapytać. Nie odpisał przez godzinę. Napisałam mu więc ponownie, że nie to nie, i tak powiem. Kazałam mu spalić, wyrzucić, czy zrobić cokolwiek, żeby pozbyć się tego listu, i że to jest moja jedyna prośba. Oczywiście nic się nie zmieniło i nie odpisał. Kiedy wróciłam do domu, popatrzyłam na siebie i sama się spytałam 'co ty kurwa najlepszego zrobiłaś?'. To pytanie, jak i milion myśli o tym czego się dowiedziałam, kłębiły się w mojej głowie, jak ciemne, burzowe chmury. Nie mogłam zasnąć. Kiedy w końcu mi się udało, zadzwonił budzik, a ja byłam tak zmęczona, że nie miałam siły wstać. Prawie spóźniłam się na zajęcia.
Pośród tych wszystkich myśli, doszłam do wniosku, że na dobrą sprawę, o chuj mi chodzi? Ja spotykałam się z innymi ludźmi, kiedy spotykałam się z nim. Nigdy nie powiedzieliśmy sobie, że jesteśmy na wyłączność. To, co mnie najbardziej zabolało, to to, że nie mówił mi o tym, a ja jemu tak. Później doszła jeszcze jedna myśl. To wyszło od K. w wielkiej tajemnicy, do mojej bliskiej przyjaciółki, więc doskonale wiedział, że mi to powtórzy. Mam go już za tak wielkiego bajkopisarza, że nawet nie wiem, czy w to wierzyć. Tym bardziej, że była sytuacja, kiedy Pan X. chciał się umówić z jakąś laską i mi o tym powiedział. Zostawiłam więc to w spokoju.
Nie poszłam na jeden z wykładów, bo wolałam spotkać się z P. Skoczyłyśmy razem na pizze i dostałam w końcu swój właściwy prezent urodzinowy. Najcudowniejsze kolczyki do tragusa. Wróciłam na zajęcia roześmiana, pełna dobrego humoru. Spotkałam się przed salą z ludźmi z grupy i w końcu byłam do nich szczerze pozytywnie nastawiona! J. zaproponowała mi wyjście na fajkę. Z uśmiechem na to przystałam. Wyszłyśmy przed budynek wydziału, siadłyśmy na ławce, odpaliłyśmy papierosy, zaczęłyśmy się z czegoś śmiać, kiedy nagle, zupełnie jak diabeł z pudełka, z prawej strony podszedł do nas Pan X. Popatrzył na mnie, na fajkę i wyglądał na zbitego z tropu. To było dziwne. Patrzył na mnie, ja na niego i starał się udawać, że wszystko jest okay. Puścił do mnie oczko (o chuj mu chodzi?!) i powiedział, że ma dla mnie prezent, ale jest w mieszkaniu i wręczy mi go, kiedy się spotkamy. Odpowiedziałam swoim zajebistym tonem o nazwie 'spierdalaj, czego ty jeszcze chcesz?', że z pewnością i poparzyłam w drugą stronę. Później zaczęłam się chwalić prezentem od P. J. była zachwycona, Pan X. nie wiem, bo nie zwróciłam na to uwagi. Za bardzo rozbawiło mnie to, że od razu zapytał, od kogo to dostałam. Oczywiście, że nie powiedziałam. J. się dowiedziała dopiero, jak poszłyśmy na zajęcia.
Rzecz jasna, nie mogło obyć się bez jakiejś jeszcze zabawniejszej akcji z mojej strony. W trakcie rozmowy wstałam i rzuciłam hasłem, że jestem tak najedzona, że wyglądam na 3 miesiąc. Mina Pana X. - bezcenna.
I tak sobie uroczo gawędziliśmy, kiedy podeszła do nas E. Dokładnie TA E. Pan X. nam ją przedstawił, a nas jej tekstem 'to są........ <chwila przerwy> one'. Wtrąciłam swoim cudownym tonem trzy grosze, bo nie mogłam się powstrzymać - powtórzyłam dokładnie to co on powiedział i zrobiło się dosyć dziwnie.W ogóle od kiedy ona przyszła tak się zrobiło. Nie żeby wcześniej tak nie było, ale to była wisienka na torcie. Ja się rozsiadłam jak królowa angielska na ławce i patrzyłam. W ogóle to był bardzo ciekawy schemat wymiany spojrzeń: ja na E, ona nie wiem na co, Pan X. na mnie, ja na niego, on na mnie, ja na E. itd. Awkward!
W końcu, odeszli w stronę zachodzącego słońca (w sumie to nie wiem, czy to było zachodzące słońce, ale w każdym bądź razie poszli sobie). My z J. wróciłyśmy na zajęcia. W międzyczasie, zadzwoniłam do P. i Ol. z piosenką 'jaka pompa, jaka pompaaaa' i od razu wiedziały o co chodzi.
Na wykładzie myślałam, że nie wytrzymam. Znowu dostawałam obłędu. Miałam ochotę wstać z ławki, położyć się na podłodze i zacząć śmiać. Opanowałam się jednak i dzięki Bogu, zajęcia skończyły się wcześniej.
Wieczorem, poszłam z Ol. na huśtawki. I oczywiście kto szedł? Taaak, oni. Ignorowałam ich jak mogłam. Nawet nie patrzyłam w ich stronę. Starałam się mówić cokolwiek i wyglądać, że wybornie się bawię. Cała ja.
Przynajmniej Ol. ją w końcu zobaczyła. Teraz możemy hejcić ją razem <3. No bo serio. Jest brzydsza niż na zdjęciach. Nigdy nie śmiałam się z tego, jak ktoś się ubiera, ale ona wyglądała jak kowbojka. Brakowało jej tylko kapelusza.
A taką miałam nadzieję, że już nigdy go nie spotkam... Życie pisze różne scenariusze xd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz