wtorek, 29 października 2013

Nowe życie

I wcale nie chodzi o żadne dziecko ani nic. Czuję się tak, jakbym żyła od początku. W końcu o Nim nie myślę w sposób, który mnie rani. W sumie, to mogłabym się z nim kolegować, bo za bardzo mnie obrzydza, żebym myślała o czymś więcej.

Dostałam nareszcie wszystko czego chciałam. Studiuję na 2gim roku, pracuję, mam przyjaciół, na których wiem, że zawsze mogę liczyć, wieczorami spędzamy sobie razem czas, spotykam się z innymi znajomymi, poznaję nowych ludzi. Chyba jestem szczęśliwa. Nigdy nie było tak dobrze, więc zaczynam się bać, że nie potrwa to zbyt długo. Boję się, że za chwilę coś się zjebie.

Jeżeli chodzi o pracę, to w sumie dosyć zabawna historia.
W pewnym momencie swojego życia, który był wcale nie tak dawno temu, zaczęłam wysyłać swoje CV dosłownie wszędzie. W ostatni wtorek zbudził mnie telefon. Okazało się, że dzwonią z jednego z ogłoszeń i proponują mi rozmowę kwalifikacyjną. Rzecz jasna zgodziłam się, ale nie nastawiałam się na zbyt wiele, toteż nie ubrałam się jakoś super. Nikomu też nie powiedziałam o tej rozmowie. No bo po co? Miałam się chwalić kolejną szansą, którą i tak mi pewnie odbiorą? Wiedział tylko K. i jego dwóch kumpli, bo się z nimi spotkałam przed rozmową.
Poszłam więc na totalnym luzie, żartowałam z kierownikami, dużo się uśmiechałam i ogólnie zero stresu. Zadawali mi praktyczne pytania, na które ja, o dziwo, znałam odpowiedzi. Oczywiście powiedzieli, że jak coś, to zadzwonią wieczorem. Standard.
Po rozmowie, zadzwoniła do mnie P. z propozycją spotkania. Niestety, ja byłam jeszcze w Silesii, ale umówiłyśmy się na później. Opowiedziałam jej wszystko. Jak było, o co pytali. I tak łaziłyśmy sobie po Katowickiej, aż w końcu ona musiała się już zbierać i odprowadzałam ją na pociąg. I wtedy, niespodziewanie zadzwonił mój telefon. Odebrałam, i okazało się, że w końcu gdzieś mnie chcą do roboty! Usłyszałam, że spodobałam im się tak bardzo, że pomimo, iż szukali studenta zaocznego na 3/4 etatu, to mogą mi zaoferować 1/2. Myślałam, że się posikam ze szczęścia. P. cieszyła się razem ze mną. Objęła mnie i przytulałyśmy się tak długo, że ludzie zaczęli na nas dziwnie patrzeć.
Później zadzwoniłam do rodziców. Oboje byli zachwyceni. W końcu znalazłam źródło dochodów! Następnym krokiem było poinformowanie Ol. Doszłam na osiedle i zadzwoniłam po nią, bo miałyśmy jeszcze iść po coś do paczkomatu. W końcu przyszła. Kazałam jej usiąść na ławce. Kiedy tylko to zrobiła, ja zaczęłam krzyczeć, śpiewać, skakać i tańczyć opowiadając jej przebieg rozmowy. Cieszyła się razem ze mną. Wstała i objęła mnie. A najlepszą częścią tego wieczoru było to, że kiedy tak się ekscytowałam, to całą sytuację widział Pan X., który właśnie przechodził. Nie podszedł, nie powiedział nawet 'cześć'. Minął nas bez słowa, ale kątem oka widziałam, że się ogląda na mnie.
Na drugi dzień czekałam na telefon od kolejnego kierownika, który miał do mnie zadzwonić w sprawie szkolenia. Nie zadzwonił. Za to znowu spotkałam Pana X.
Po wykładzie razem z J. postanowiłyśmy skrzyknąć parę osób na piwo grupowe. Wyszło, że poszliśmy w 3 osoby, no ale nic. J. próbowała namówić Pana X. żeby szedł z nami, ale odpowiedział jej, że ma zajęcia i nie może. Ulżyło mi.
Poszliśmy do żabki po fajki. Tyle co weszliśmy, do sklepu wszedł też Pan X. z jakimiś laskami z grupy. J. rzuciła tekstem 'a Ty nie powinieneś być teraz na zajęciach?'. On bez skrępowania odpowiedział, że skrócili mu wykład, był już na piwie, więc z nami nie pójdzie, a poza tym musi wracać. Ja nawet na niego nie patrzyłam. Stałam przy kasie. W końcu, kiedy ostentacyjnie zabierałam się do kupienia fajek, on podszedł i zaczął kłaść mi zimną butelkę coli na szyję. I w tym momencie stawiam milion znaków zapytania, bo ni chuja nie wiem o co mu chodziło. Kupiłam fajki i wyszliśmy ze sklepu. G. wszedł po coś jeszcze do sklepu obok, i w tym momencie, wyszedł Pan X. Zaczął się z nami żegnać mierzwiąc włosy najpierw J., a później mi. Ja zaczęłam się z głupią miną odchylać. Nie chciałam, żeby mnie dotykał.
Idąc w końcu na piwo, spotkaliśmy B. i jeszcze jedną laskę ode mnie z grupy. B. skomplementował mi koszulkę. Nigdy jeszcze żaden facet nie skomplementował mi ubrania, więc zrobiło mi się mega miło. Zaprosiłam ich więc na piwo, ale odpowiedzieli, że nie mogą. Prawda była taka, że zrobili to samo co Pan X. Tak czy inaczej, wyjście było bardzo udane. Później doszła do nas Z. i P. i było bardzo przyjemnie.
W czwartek telefon nadal nie dzwonił, ale wraz z J. ogarnęłyśmy kolejne wyjście na piwo. Tym razem z dwoma innymi dziewczynami od nas z grupy.
W piątek telefon w końcu zadzwonił i umówiłam się na sobotę na 8:20 na pierwszy dzień pracy. Wieczorem wyszłam razem z Ol. na otrzęsiny. Z początku było nudno. Później dołączyła do nas P. i poszłyśmy na piwo nad rzeczkę. Wracając do namiotu, spotkałyśmy B., który na mój widok się ucieszył, zaczął mnie wołać i, co dziwne, przytulił mnie. Później staliśmy i gadaliśmy o pierdołach. Okazało się, że jego kumpel mnie kojarzy. Zabawne, bo ja jego wcale. W sumie to na drugi dzień mi napisał na fejsie, ale mu nie odpisałam, bo to były chyba żarty xd. Ale wracając. Poszliśmy razem w stronę namiotu. B. ze znajomymi musiał odstać swoje w kolejce, bo nie miał jeszcze opaski, a my zostawiłyśmy ich i weszłyśmy od razu. Wtedy spotkałyśmy dwóch znajomych K. i z nimi bujałyśmy się przez resztę nocy. Odprowadzając P. na pociąg, spotkaliśmy znowu B.Chwilę pogadaliśmy, ale nie było czasu, więc się zmyliśmy. Wracając z dworca, mieliśmy dylemat: iść pod namiot, czy na domówkę K. Jako, że K. miał okazję mnie zaprosić (bo się na samym początku imprezy spotkaliśmy), ale tego nie zrobił, to olałam go i zadecydowałam, że namiot. I nie żałuję. Jak tylko weszliśmy do środka, gdzie było milion ludzi, znalazł mnie B. Oczywiście uśmiech pojawił się na jego twarzy, podszedł do mnie i przybiliśmy sobie piąteczki. A później było zajebiste pogo, po którym do dzisiaj mam siniaki.
Pod koniec okazało się, że w namiocie jest też M, która do mnie zagadała. Nawet nie wiedziałam, że kiedykolwiek się do mnie przyzna. Po prostu fejm.
W sobotę lewo zwlekłam się z łóżka, ale praca, więc ogarnęłam się jakoś. W niedziele to samo.
Wczoraj miałam zrealizować plan i spotkać się z Panem X. ale gówno z tego wyszło, jak zwykle, ale i tak było megaa. Poszliśmy do klubu, w którym jeden z barmanów do mnie ostro zarywał. Nie powiem, jest strasznie przystojny i bardzo, bardzo, bardzo, bardzo chcę pójść tam jeszcze raz, żeby go spotkać!
W końcu jakoś mi się układa.
Jestem szczęśliwa.
Jeszcze tylko zakocham się w jakimś facecie, który mnie będzie chciał i bajka!
Lubię to swoje nowe życie ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz