To jest jak jakaś niekończąca się opowieść. Jest dobrze -> nagle robi się źle -> zaczynam świrować i mówić o uczuciach -> Pan X. mnie zlewa -> nie odzywamy się do siebie -> zaczynam świrować -> ktoś się w końcu odzywa (dzięki Bogu, niekoniecznie ja) -> jest dobrze -> nagle robi się źle i tak w koło macieju. Aktualnie jestem na etapie 'nie odzywamy się do siebie' i 'zaczynam świrować' (bo one się pokrywają w pewnym momencie).
Muszę się z nim zobaczyć. Mam nawet kilka planów.
1. Łazić po dworze tak długo, dopóki na siebie 'przypadkiem' nie wpadniemy (może być trudno, bo się pochorowałam). Tylko to może nie być takie genialne, bo może się nawet do mnie nie odezwać.
2. Napisać do niego coś w stylu 'chcesz 8 sezon HIMYM? Przepraszam za wszystko. Uspokoiłam się i jestem już na prostej. Przez chwilę się bałam, że mogę np. umrzeć, ale już jest okay i przepraszam za wszystko' - to też jest ryzykowne, bo może nie odpisać, plus zrobię z siebie kretynkę. Jakby to było coś nowego. Chociaż w sumie, nigdy wcześniej nie powiedziałam mu wprost 'kocham Cię, to zawsze byłeś, jesteś i będziesz Ty'. I paru innych rzeczy. Byłoby żenująco.
3. Tak, ten punkt będzie żenujący z tego samego powodu. Pomyślałam, że mogłabym upiec babeczki, ładnie zapakować, sprawdzić kiedy będzie w mieszkaniu (dobrze, że mam jego plan i doskonale wiem, które okno jest jego), zadzwonić, albo po prostu pójść do niego, zadzwonić przy drzwiach, żeby mi otworzył (bo nie działa mu dzwonek) i z szerokim uśmiechem wręczyć mu ciastka, mówiąc przy tym, że go przepraszam, że ześwirowałam, że to się nie powtórzy i mam nadzieję, że zapomnimy o tym.
4. Poprosić o pomoc T. Musiałby zorganizować wyjście na piwo w taki sposób, żebym była tam ja i Pan X. Może, jeżeli obiecam, że przyprowadzę P. to się zgodzi.
Tak czy inaczej. Nie mam zielonego pojęcia, po co chcę to zrobić. Wiem, że będzie żenująco jak się spotkamy, ale po prostu nie mogę żyć bez cierpienia, które mi daje. Jestem masochistką? Może. W moim sercu ciągle jest nadzieja, że teraz, kiedy wszystko wie, może to coś zmieni. Ugh. Wszystko wina ojca. No może nie wszystko, ale po części. Gdyby mi nie powiedział, że Pan X. był dla mnie miły, bo chciał zmienić postępowanie wobec mnie, albo naprawić wyrządzone mi krzywdy, to może by mnie to tak nie ruszyło. A tak, siedzę i się zastanawiam. Że skoro wie, i serio chciałby coś między nami zmienić, to może jedyne czego potrzebujemy, to spędzić trochę czasu razem?
Ale na drugie, czy w takim razie, to nie on powinien pierwszy się odezwać? Pomimo, że mu zabroniłam? Robiłam to już wiele razy, i za każdym razem mnie nie słuchał. Teraz też tak będzie? Nie chcę z siebie zrobić jeszcze większej idiotki i pisać, ale jak przez miesiąc się nie odezwie, to zacznę działać. Albo w końcu zrozumiem, że to bezcelowe.
A tak w ogóle, to czemu do jasnej cholery nie myślę o tym, że się pieprzył ze swoją byłą?! To powinno być ciągle w mojej głowie i robić dziurę w mózgu, ale tak nie jest! Zablokowałam to. Boję się, że jak już będziemy gadać i będzie dobrze, to nagle mi się to odblokuje i znowu wszystko się spieprzy.
Muszę chyba zrobić listę plusów i minusów tego wszystkiego. Albo znaleźć sobie jakieś pożyteczne zajęcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz