Nie wiem sama o co mi chodzi.
Wczoraj spotkałam się z Panem X.
Zaczęło się od tego, że poszłam na uczelnię. Na pierwszym wykładzie zachciało mi się płakać, bo uświadomiłam sobie, że go tu nie ma i już nie będzie.
Później zaczęłam rozmawiać z J. Jakoś tak chyba będziemy trzymać się razem.
Zaczęła go wspominać. Że jej smutno, że już go nie ma, że nie złożyła mu życzeń urodzinowych, bo zapomniała itd. Chwilę pogadałyśmy o nim. I nagle, zupełnie niespodziewanie, zadzwonił do mnie. Chciał się spotkać. Jako, że miałam mieć za chwilę zajęcia, odmówiłam, ale mieliśmy się spotkać później. Jak to na mojej uczelni za zwyczaj bywa, zajęć nie było, tak więc mieliśmy 4.5 godzinne okienko. No i oczywiście spotkaliśmy się całą grupą z Panem X., który czekał przed wydziałem.
I teraz zaczyna się ta część, o której nie mogę myśleć.
Podeszłam do niego z uśmiechem na twarzy. Przytulił mnie. Ale nie tak jak zwykle. Zamknął mnie całą w swoich ramionach i miałam wrażenie, że chce mnie pocałować w głowę. Durne, ale tak właśnie się ustawił.
Później gadaliśmy. T. zauważył, że Pan X. ciągle mi wrzuca. I oczywiście podzielił się tym z nami. Pomyślałam 'kto się czubi ten się lubi, jest jakaś nadzieja'.
Następnie poszliśmy do niego. Znowu patrzył na mnie TYM wzrokiem. Z tym wyjątkiem, że teraz robił to przy wszystkich. I robił to często. Nie tak, że gadaliśmy i on na mnie wtedy patrzył. Nie. Gadał z kimś i jak ktoś mu odpowiadał, to on wtedy look na mnie. Chciałam z nim zostać sam na sam. Niestety, wcześniej spełniłam jego prośbę i wpisałam się do jego grupy na fejsie, i okazało się, że ma spotkanie integracyjne. Powtórzył kilka razy, że mu się nie chce iść (może to miał być jakiś sygnał dla mnie?), ale koniec końców poszedł. Wyszliśmy wszyscy razem. Ja poszłam do mieszkania, bo chciałam się przygotować na późniejsze spotkanie z nim (bo powiedział, że zadzwoni, i że wyjdziemy gdzieś), J., T. i A. poszli na uczelnię (że też im się chciało), a Pan X. na spotkanie.
Miałam taki wyborny humor!
O 18 zwątpiłam, że zadzwoni. Wszystko się posypało. Zaczęłam płakać. Poszłam na huśtawki. Napisałam do P. Zaczęła mnie pocieszać i obiecała, że dzisiaj wpadnie.
Uświadomiłam sobie, że łatwiej jest mi się z nim nie widywać i tęsknić za nim, niż widzieć go i nie móc się do niego przytulić, być odtrąconą. Zaczęłam się bać, że poznał milion nowych dziewczyn i już mnie olał.
Jak tylko napisałam P., że mnie wystawił, zadzwonił do mnie. Zapłakana odebrałam. Jak mówił wcześniej, chciał się spotkać. Zgodziłam się. Szłam pod wydział, gdzie się umówiliśmy, ale dalej chciało mi się płakać. Kiedy doszłam na miejsce, jego nie było. Musiałam poczekać. Siedziałam więc i słuchałam muzyki i przeglądając swoje zdjęcia. Podszedł do mnie z tyłu wchodząc na murek, na którym siedziałam. Jak tylko się odwróciłam, a on zobaczył moją zapłakaną twarz, od razu zatroskanym głosem spytał co się stało. Odpowiedziałam mu, że nic. Bo co niby miałam powiedzieć? Jestem chora psychicznie i mam jakieś irracjonalne lęki, bo Cię kocham? On mi nie uwierzył, doskonale wiedział, że na huśtawki chodzę jak jestem smutna. No i moje zapłakane oczęta... Stanął koło mnie i chciał mnie przytulić. Kiedy próbował mnie odwrócić w swoją stronę i przyciągnąć do siebie, ja poczułam w moim brzuchu milion zwariowanych motyli. Myślałam, że zemdleję za chwilę. Nogi mi się dosłownie ugięły. Jak w tych wszystkich książkach. Wyrwałam mu się i powiedziałam, że jest dobrze. Plus, kiedy chciał mnie przytulić, poczułam, że sposób w jaki to robi , jest poza przyjacielski. Tak jakby za chwilę miał mnie pocałować. Chyba nawet się nachylił. Przez tą krótką chwilę poczułam tak wiele emocji... W mojej głowie było tylko 'o kurwa, on się zachowuje jak mój chłopak'. Ale się wyrwałam, odwróciłam i zaczęłam iść. Poszliśmy do galerii, on sobie kupił coś do jedzenia, ja posiedziałam. Jak zwykle podzielił się ze mną colą. Wracając do mieszkania, podkreślał, że jest strasznie zmęczony. Myślałam, że spędzimy trochę więcej czasu ze sobą, ale trudno, skoro 'był zmęczony'.
Powiedziałam mu, że mam problem. Oczywiście chętnie chciał mi go pomóc rozwiązać. Opowiedziałam więc, że mam 2 znajomych, przyjaźnimy się wszyscy i nagle jeden zaczyna się zachowywać nie fair wobec drugiego. I czy powinnam powiedzieć o tym temu pokrzywdzonemu. Powiedział, że tak i że teraz będzie zgadywał o kogo chodzi. Po kilkunastu próbach, kiedy powiedziałam mu, że na pewno zna te osoby, w końcu domyślił się, że chodzi o niego. Po kilku innych trafił w końcu, że tą nie fair osobą jest K. Opowiedziałam mu całą historię z urodzin. No poza tą częścią z J. Chyba go zabolało. Udawał, że nie, ale widziałam zmianę w jego zachowaniu.
Powiedział mi też jeszcze jedną rzecz - że jest czymś zestresowany strasznie. Nie chciał jednak powiedzieć czym. Zabolało. Ja mu mówię, czemu jest mi źle (no nie zawsze, bo jak wczoraj powiedział coś w stylu 'No powiedz co się stało. Jak nie powiesz mi to komu?', to ja odpowiedziałam 'Swojej głowie. Albo P.'). Boję się, że kogoś poznał i chce stworzyć związek i teraz będzie ryzykował z tą osobą i obawia się, że ta osoba go odtrąci. Czy coś.
Pomimo, że zaproponował mi wczoraj, że mnie odprowadzi, jak tylko trafiłam do mieszkania, siadłam i się popłakałam.
I płaczę do dzisiaj.
Nie ważne, że dzwonił do mnie wczoraj, żebym znowu mu pomogła ze studiami. Albo, że znam jedno z jego haseł (bo mi je musiał podać).
To wszystko nie ma już żadnego sensu. Zachowuje się, jakby chciał się zbliżyć, ale gówno, bo prawdopodobnie chce być z kimś innym.
I znowu mi się śnił.
Nie wytrzymuję już.
Znalazłam idealną piosenkę dla siebie. Siedzę teraz i jej słucham . I płaczę. Nie umiem się pozbierać. Będę wyglądać jak kupa gówna jak przyjdzie P. Może ona mnie poskleja.
I still remember, the pain of December...
Nawet miesiąc się zgadza...
:(((
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz