czwartek, 23 stycznia 2014

Niech coś się stanie!

Dlaczego to wszystko po prostu ode mnie nie odejdzie? Cały ból i myśli. Nawet w nocy oboje mi się śnią. Nie zajdę za daleko z tak zniszczoną psychiką. Nawet nauki nie mogę już ogarnąć.
Potrzebuję go zobaczyć. Bez niej. I tylko tyle.
Chcę wiedzieć jak się zachowa, czy znowu będzie mnie unikał i nawet się nie przywita. Nie mogę znieść tego, że byłam dla niego nikim. Moje serce nadal przyspiesza kiedy o nim myślę. Ja już byłabym nawet skłonna go przeprosić za to co zrobiłam i powiedziałam, tylko, że to nic nie da. Może się odezwie, ale nie wyciągnie z tego lekcji i za jakiś czas historia się powtórzy. To nie ja mam być tą, która wyciągnie rękę. Z drugiej strony bardzo boję się tak czekać i nic nie robić... No bo jakbyśmy spędzali ze sobą czas, to ta mała dziwka poszłaby w zapomnienie (na zawsze albo na jakiś czas) a tak, to pewnie widują się codziennie, w każdej wolnej chwili. Jak ja i on rok temu.
Ja już tego nie umiem dłużej znieść. Nawet nie mogę o tym z nikim porozmawiać, bo każdy albo ma już dosyć, albo przed resztą utrzymuję, że jest w porządku. Zostałam więc sama ze swoimi myślami, snami i potrzaskanym sercem. I zupełnie nie wiem co mam zrobić, żeby go spotkać. Nawet nie wiem czy powinnam. Rozum mówi mi, że nie. Pomęczę się z rok i może przeżyje. Tylko co to będzie za życie. Serce też ma już dosyć. Jest dosłownie w kawałkach, krwawi i nie umie się posklejać. Tylko że, spośród miliona tych części, jest jedna taka, która mówi, żebym się nie poddawała i jedna taka, która tęskni i nie pozwala zapomnieć.
Jestem po prostu głupia, ale liczę, że jednak się po sesji odezwie. Jak nie, to cóż. Będę czekać do wiosny i ciepła, bo wtedy będzie można wyjść i posiedzieć na osiedlu bez większych podejrzeń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz