niedziela, 12 stycznia 2014

Niedziela

Dzień komba ostatecznego. Aż sobie melisę kupiłam, żeby pić. Całkiem fajnie wycisza i uspokaja.
W pracy chyba nie wysiedzę. Już teraz mi się wszystko przewraca w brzuchu i w głowie, więc ja nie wiem co to będzie jak tam pójdę (bo to jest miejsce, gdzie mam czas przemyśleć 10 razy swoje życie).
Trochę smutno, że się nie dowiem, jak zareagował, bo nie napisze, ale z drugiej strony to może i lepiej? Chyba, że sama go podpuszczę i się odezwę. W końcu w środę to zrobiłam. Nie mogłam ryzykować, że zajrzy do skrzynki za miesiąc czy dwa. Odpisał mi w sekundzie: 'o kurcze, co to za niespodzianka'. Powiedziałam mu, żeby sprawdził to się dowie. Poinformował mnie wtedy, że super, ale dopiero w niedzielę wraca. I na tym konwersacja się skończyła, bo przekazałam, co miałam do przekazania, więc na chuj drążyć temat. Później wpadłam na to, że mogłam dodać, że nie musiał mi się tłumaczyć z tego, kiedy wraca, bo to już nie jest moja sprawa ani przedmiot zainteresowań, ale no trudno. Najważniejsze, że to otworzy.
Znalazłam też coś, co pomaga mi o tym wszystkim nie myśleć - zakupy! Nigdy nie spodziewałam się, że potrafią one tak odmóżdżyć. W czwartek kupiłam sobie koszulę i koszulkę, a wczoraj mój wymarzony zapach Avril Lavigne Forbidden Rose. Z moich planów poprawy humoru pozostało mi jeszcze zrobić sobie ombre. Wtedy całkiem to skończę. W końcu włosy, to jednak mój łącznik z przeszłością i zawsze lekka zmiana bardzo pomaga. Tym razem będzie dosyć odważnie i już nie mogę się doczekać :)
Zdziwiło mnie w tym wszystkim, że odcięłam się od niektórych ludzi. Np. od R. To jest akurat uzasadnione, bo dostawałam przez nią głupawki, ale nie gadam też z O. Może dlatego, że bagatelizuje to wszystko i mówi mi przykre rzeczy? Co prawda P. czasem też mi powie, ale jednak są one w trochę innym wydaniu i mnie motywują, albo je zlewam.

Kurcze, mam straszny mętlik w głowie, za dużo kontrastowych rzeczy chcę zrobić w związku z moją obecną sytuacją:
1) napisać do Niego
2) zapomnieć o nim
3) rozbić mu związek
4) kolegować się z nim

Nie potrafię żyć bez kontaktu z tym człowiekiem, ale wiem, że strasznie mnie to niszczy. Ciągle liczę, że on w końcu znormalnieje, przejrzy na oczy i będziemy razem. Bo ja mu wszystko wybaczę. Może nie od razu, ale z czasem to przyjdzie. Bo wiem, że jest jedyną osobą na tym świecie, która da mi szczęście.

To wszystko jest takie trudnee :( Najgorsza jednak jest ta niewiedza, co mam teraz zrobić, bo każda z opcji jest zła :(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz