Miało być tak fajnie. Miałam żyć zgodnie z listą. I co? Dupa. Już wczoraj nie wyszedł punkt 4, 5, 13 i 21. Byłam tak wkurwiona na otaczającą mnie rzeczywistość i Pana X., że oczywiście musiałam palić. I było mi bardzo źle. Wieczorem więc, postanowiłam wyjść na balkon i sprawdzić, jak daleko mam do ziemi. Wychodząc przez okno (nie mam w pokoju drzwi, a nie będę prosić za każdym razem współlokatorów, żeby mi pozwolili z nich skorzystać, plus godzina była już na to za późna), źle zeskoczyłam z parapetu. W pierwszej chwili myślałam, że skręciłam kostkę. Ból był okropny. Jednak mogłam ruszać stopą bez większych problemów, tak więc pomyślałam sobie 'eeee tam, nieraz już tak stanęłam i bolało i za chwilę przestało'. Cóż, tym razem było inaczej. Po minucie stania poczułam, że zaczynam mdleć. Musiałam więc szybko przedostać się przez parapet do pokoju. Zdążyłam w ostatniej chwili. Upadłam na łóżko i czułam jak wszystko wokół wiruje. Taka niesamowita karuzela. A stopa bolała niemiłosiernie. Kiedy organizm się uspokoił, zdjęłam rajstopy, żeby sprawdzić, czy wszystko jest okay. Poza niewielkim spuchnięciem było w porządku. Dzisiaj natomiast siniak zajmuje większość mojej stopy. I to nie tylko z jednej strony.
Zadzwoniłam do mamy, bo nie wiedziałam co mam zrobić. Pierwszy raz płakałam z bólu. Poradziła mi, żebym zadzwoniła do kogoś i poprosiła o pomoc w dostaniu się na SOR. No i właśnie. Miałam już nigdy nie odezwać się do Pana X., ale byłam zmuszona, jako, że mieszka najbliżej. Okazało się jednak, że wrócił do domu. I tak właśnie zrobiłam z siebie idiotkę. Przez swój głupi pomysł.
Stwierdziłam też, że to musi być znak od Boga/Wszechświata, że to co planuję, czyli wyjście z K. na koncert i skończenie dzięki temu raz na zawsze z Panem X., to zły pomysł. A ja już miałam to wszystko tak pięknie ułożone... Chciałam mu dzisiaj napisać, że nigdy więcej mnie nie dotknie, bo nie zamierzam się z nim już szmacić, a jeśli chce mnie dotykać, to muszę być Jego, bo postanowiłam zacząć się szanować i mam dosyć takiego traktowania. Ale kupa. Nie napiszę. Bo wczoraj prosiłam go o pomoc (znaczy on o tym nie wie, bo to nie było tak wprost, ale tak czy inaczej napisałam). I teraz najlepszym wyjściem będzie się po prostu nie odzywać.
A co do listy, to wykonałam parę punktów. Np. 9, 10, 11. Ale i tak jestem na minusie -.-. No nic, zobaczę jak to wszystko dalej będzie wyglądało.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz