Sceneria: jego łóżko, ja leżę na nim, on na mnie, próbuje mnie całować. Ja mu przerywam:
Ja: Co Ty robisz?On: Rozbieram cię.
Ja: Czemu?
On: Bo to fajne. I bo to lubisz.
Ja: Nie.
On: Nie lubisz?
Ja: Lubię, ale to jest złe.
On: Dlaczego?
Ja: Bo nie możesz mnie dotykać.
On: O co ci chodzi?
Ja: Nie jestem twoja. Żebyś mi tak robił muszę być twoja. Chcę normalnego życia. Tym bardziej, że już nie studiujemy razem.
On: I co z tego? Rozmawialiśmy o tym. Nic się nie zmieniło.
<w tym momencie schodzi ze mnie i kładzie się obok>
On: Nie chcę tak.
Ja: A ja tak. I przykro mi, nie będę się szmacić więcej. Nie jestem twoja, nie dotykasz mnie. Proste.
<i w tym momencie będzie nie wiem co, bo nigdy jeszcze nie było takiej rozmowy, ale spodziewam się wielkiego focha, albo czegoś w tym rodzaju>
Koniec końców, ja nawet nie liczę, że on powie coś innego. Nie wiem czemu, ale nie mogę się doczekać tego wszystkiego. Wiem, że to będzie totalny koniec, kaplica, ale wiem też, że to jest konieczne. Plus jest też K... ;)) Chyba coś z tego wyniknie. Tylko on potrafi sprawić, że nie myślę o tym kretynie. I to jego wezmę na to wesele. Może nie jest chodzącym testosteronem, jak Mr. X. ale jest mega przystojny, dobrze nam się gada i ogólnie nie potrafię go nie lubić. No i uważa, że jestem ładna :3
Ze strony Pana X. bardzo dziwne było to, co dzisiaj napisał (jakbym się jeszcze nie przyzwyczaiła do tego, że z nim wszystko jest dziwne). Otóż, siedząc sobie dziś u fryzjera bardzo mi się nudziło (heh, szalona ja zgodziłam się na bycie modelką w akademii fryzjerskiej, w zamian za darmową fryzurę. Podgoliłam więc bardziej bok i mega wycieniowałam resztę włosków. P, która ze mną była stwierdziła, że jestem strasznie śliczna i mi zazdrości tego jak wyglądam i włosów i wpadnie w kompleksy, bo otacza się za ładnymi ludźmi). Postanowiłam więc napisać do Pana X. z tym piecem. Coś w stylu, kiedy mogę mu go oddać. Powiedział, że nie wie kiedy będzie w Kato. Na to ja, z nieukrywaną złością/fochem, czy jak to inaczej nazwać, napisałam mu, że nie będę mu tego wiozła do niego, że nie chcę już tego pieca, więc niech się pośpieszy. Później dodałam, że w sumie niech robi co chce, ale niech mi powie, jak będę mogła mu go dostarczyć. No i wtedy okazało się, że będzie w Kato w tym tygodniu! Cóż za szczęście -.-. Szkoda, że nie wiem, czy ja znajdę dla niego czas, bo do weekendu ciągle coś robię! Dzisiaj poza fryzjerem byłyśmy z P. roznosić CV. Udało nam się oddać je do paru sklepów i teraz modlę się, żeby ktoś oddzwonił. Bo to moja jedyna deska ratunku, praca w wakacje. Później udałam się do współlokatora R., żeby wytłumaczył mi logikę, bo jutro exam. Okazało się, że umie tylko to co ja, więc niewiele się nauczyłam od niego. Za to jak wróciłam do mieszkania, przysiadłam się i ogarnęłam najtrudniejszą rzecz. Mam nadzieję, że nie pomiesza mi się do jutra i zdam!
Co do jutra. Po egzaminie, wracam do mieszkania i uczę się na angielski, bo wieczorem dostałam zaproszenie do K. i bardzo chcę się wybrać :3
W piątek angielski, a później w sumie nie wiem co :D Ale P. coś chciała.
Poza tym, rzucam fajki. Od wczoraj. Jest okropnie. Mega chce mi się palić, jestem wściekła i rozdrażniona. I głodna. Idę więc coś zjeść ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz