czwartek, 20 czerwca 2013

Wiem

Wiem już co mam zrobić! A przynajmniej tak czuję! Muszę napisać do Pana X. Po prostu muszę. I zrobię to jutro koło 14. Albo 16. Zależy ile wytrzymam. Bo czuję, tak w głębi serca, że muszę się z nim spotkać i zrealizować swój plan. Muszę usłyszeć po raz ostatni nie. Wtedy wiem, że dam sobie spokój. Bo teraz każdy flirt z K., każdy plan wyjścia gdzieś z nim, powoduje, że robi mi się gorąco w twarz i czuję, że to jest złe względem, uwaga, uwaga, nie K., tylko Pana X. Że jakby go zdradzam. Przysięgam na Boga, jak usłyszę nie, to piszę do K., czy nie pójdzie ze mną na to wesele. Bo to jest mój taki punkt odniesienia, czy jak to nazwać. Ten, z którym pójdę więcej dla mnie znaczy. Pierdolę trochę. To chyba przez dzisiejszy upał. Parę minut na słońcu i o. Ale czuję, że tak muszę zrobić, żeby w końcu to wszystko zakończyć. Nie ważne, że wyjdę po raz kolejny na idiotkę. On wyjdzie na większego kretyna, bo nie dostanie czego zechce. Niczego nie dostanie. Ani kawałka mnie. I nie mówię tu tylko o ciele, ale też sercu. I będę twarda. Nie ulegnę. Nie będę płakać. To on będzie przegrany, nie ja. Ja może zrobię z siebie przez chwilę głupka, ale prawda jest taka, że on jest nim cały czas.

A psychologię zdałam. Na 3.5. Heh to dziwne, najpierw modliłam się, żeby w ogóle zdać, a teraz ta ocena to dla mnie mało... Oficjalnie się przyznaję przed samą sobą - jestem nienormalna!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz