No i mamy czerwiec. Nie zapowiada się on jakoś szczególnie fajnie. Maj z resztą też się nie zapowiadał i nieciekawie się skończył.
Zerówki z smsu nie zdałam, pomimo, że umiałam wszystko na pamięć i pomagałam w nauce innym. Trudno. Napiszę w pierwszym terminie i tym razem postaram się zdać. Jedyną przeszkodą w tym może być to, że jak jeszcze raz przeczytam coś o grupach społecznych to chyba rzygne nimi.
Jakoś nic mi nie idzie. Pracę na zaliczenie niby napisałam, ale czuję, że mi nie wyszła. Chciałam, żeby Pan X. mi pomógł, ale oczywiście miał ważniejsze sprawy i mnie olał. Zaproponował co prawda, że mi na to rzuci okiem, ale zapomniał. Prosił o wybaczenie, ale stwierdziłam, że się muszę zastanowić. Mam dosyć jego zachowania wobec mnie.
Potraktował to chyba jako żart, ale jak nie będę do niego tygodniami pisać, to chyba się zorientuje, że coś jest na rzeczy. Bo takie właśnie mam postanowienie. Nie pisać do niego jako pierwsza. W sumie to nawet się o to założyłam z O. Koniec z robieniem z siebie żałosnych kretynek, no bo ile można.
Chcę o nim tak trochę zapomnieć, ale tak tylko próbuję, to zaraz wspominam. I to aż boli. Kiedyś było nam tak dobrze. Czemu to wszystko się tak potoczyło? Byłam głupia. Powiedziałam albo za dużo, albo za mało i teraz obwiniam się o tą całą sytuację. Ale taka właśnie jest prawda. To przeze mnie nam nie wyszło. Oczywiście, jest też sprawa tego, że on ma najebane we łbie, ale chce ze mną być (bo nie wiem jak inaczej interpretować to, że żałuje, że nie jestem z nim w ciąży? A taka sytuacja byłaby dla niego idealna, jako powód do bycia ze mną bez żadnych 'nie mogę, bo cię zranię').
Chciałabym, żeby czerwiec był dla mnie łaskawszy niż maj. Chcę jedynie zdać sesję (nie mam w tym semestrze ambicji, żeby dobrze ją zdać. Po prostu chcę ją jakoś zdać) i skończyć raz na zawsze z tym jednym wielkim dramatem. No i dobrze byłoby znaleźć pracę. To takie moje własne życzenia do mnie samej z okazji dnia dziecka. W końcu mimo wszystko jestem jeszcze dzieckiem ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz