sobota, 22 czerwca 2013

tyle do napisania...

Miałam tyle myśli do przelania. Nie wiedziałam, od której mam zacząć. Teraz nie wiem już nic.

Miałam świetny humor - ot tak. Bez powodu. Wszystko układało się doskonale. Rano byłam z Ol. porozmawiać z kobietą (która swoją drogą jest przemiła i bardzo towarzyska, ale w dobrym znaczeniu) w sprawie mieszkania. Możemy je wynająć od września, ale teraz musimy zapłacić część kaucji zwrotnej (500 zł). Jakoś może damy radę...

Później napisała do mnie P., czy nie wybiorę się z nią na marsz zombie. Pomyślałam, czemu nie? Ale zero przebieranek tym razem xd.
Było naprawdę w porządku. Poznałam lepiej jej 'kolegę' z juwenaliowego korowodu :D Spoko typ. Chyba na nią leci :D W sumie... mogłoby im wyjść. Chcę, żeby była szczęśliwa. Chociaż ona.
Po marszu poszłyśmy obczaić salon piercingu i tatuażu. Mamy przyjść jutro i trochę się boję :D

Kiedy wróciłam do domu czułam się... szczęśliwa! Pierwszy raz od dawna. Było mi naprawdę dobrze. Czułam się jak nowa - dawna ja. Tak mi tego brakowało! Tej równowagi między dobrą i złą mną. Szaloną i spokojną. Chciałam napisać o pierwszych razach, bo byłam w nastroju na głębokie przemyślenia, ale to trwało chwilę. Wieczorem znowu dostałam ataku. Zaczęłam płakać, denerwować się. Chciałam krzyczeć i skoczyć z okna. Nie mam pojęcia co mi się dzieje i dlaczego :(.
Teraz już jestem spokojniejsza, ale czuje pustkę. Emocjonalną i w głowie. Nie chcę pisać o rzeczach ważnych, głębokich. Znowu chcę się po prostu wyżalić. Chciałabym poczuć ból. Ale jak już chyba pisałam, obiecałam Panu X., że nic sobie nie zrobię. Nie mogę złamać danego mu słowa. Ciągle za wiele dla mnie znaczy.
Przed tym jak wyszłam z P. czułam już podświadomie tęsknotę za tym. Za bólem. Wyobrażałam sobie go więc. Wróciłam myślami do najważniejszej nocy z Panem X. Wyobraziłam sobie ten ból, który wtedy czułam. Chciałabym poczuć go raz jeszcze, ale wiem, że to fizycznie nie możliwe. Zostało mi tylko odtwarzanie tego w głowie. Może to powinno mnie martwić, ale sprawiało mi to przyjemność, że jednak umiem sobie wyobrazić ten ból. Ba, nawet w pewnym sensie go czułam! I chodzi mi o czysty ból, a nie poczucie, że coś straciłam, w jakimś stopniu się zmieniłam przez tą noc.

A B. ciągle naciska na koncert. Ech. Nie mam na to tylko funduszy. A tak bym chciała jechać! To moje marzenie! A day to remember i talenci jednego dnia <3 Może zagram w totka i mi się poszczęści... Chociaż to moje szczęście mocno zawodne jest...

Chcę wiedzieć co mi jest. Chcę to naprawić. Chcę być znowu sobą. Tylko, że chcieć a móc...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz