Myślałam, myślałam i wymyśliłam. Ja mam chyba po prostu rozdwojenie osobowości. Bo jak to jest możliwe, żebym jednocześnie nienawidziła Pana X. tak mocno jak to robię, nie chciała go dłużej znać, czy widzieć i żałowała, że w ogóle go poznałam, a jednocześnie żebym tęskniła za nim tak mocno? Bo nie mogę już tego znieść. Rozmawialiśmy ze sobą jakieś 2 tyg. temu, później napisałam o ten piec, ale oczywiście nie pojawił się. I już nie mogę wytrzymać. Jestem strasznie rozdrażniona i zdenerwowana przez to wszystko. Pomimo zmęczenia, nie potrafię zasnąć. Rano natomiast, zamiast spać do 10, budzę się o 7-8, z brzuchem bolącym mnie z nerwów. Miałam już tak w zimie. Zaczęło się w trakcie sesji i trwało długo po jej skończeniu. Pomyślałabym, że to może właśnie przez sesję, tym bardziej, że chyba nie zdałam egzaminu z psychologii (kobieta nie chciała nam przepisać 4.5, tylko 5, więc przegrałam życie, no i nie chciało mi się uczyć, więc się nie nauczyłam. Durna ja), ale skoro wtedy ten stan utrzymywał się znacznie dłużej, to chyba jest po prostu kumulacja tego wszystkiego. Ciekawe, czy jak będę miała się z nim spotkać, to czy znowu będę się denerwować? Bo tak właśnie było. Budziłam się zestresowana, bo wiedziałam, że za chwilę się z nim spotkam, a przed samym spotkaniem myślałam, że umrę ze stresu. Nie wiem o co z tym chodzi, ale chcę żeby już się skończyło.
I tak bardzo jak chcę przestać o nim myśleć, tak bardzo nie potrafię. Siedzi w mojej głowie non-stop. Zastanawiam się czemu mnie pocałował, co teraz może robić, czy myśli o mnie czasem i takie tam. Każdy przychodzący sms odbieram z drżeniem rąk, bo liczę, że to on piszący, że jest w Kato.
I pomimo tego wszystkiego, ja na prawdę chciałabym od niego uciec. I to jest okropne, że część mnie chce tego tak mocno jak niczego na świecie, a druga część chce czegoś zupełnie innego. To się właśnie nazywa zjawisko dysonansu. Tak myślę. Szkoda, że nie wpadłam na to na egzaminie, może dostałabym za to punkty. I niby wiem jak je zredukować (to zjawisko), ale za nic nie umiem się do tego zastosować w praktyce.
Zaraz po prostu do niego napiszę. Nie wytrzymam i napiszę. Tak mnie ręce świerzbią. Później będę żałować, wiem to. Ale co mam zrobić jak już szału dostaję? Jeszcze jak paliłam, to jakoś było. Teraz nie mam kasy na fajki (zrobiłam kalkulacje moich wydatków i środków przeznaczonych na nie i nie stać mnie na to w tej chwili), więc nie mogę się rozluźnić w ten sposób.
Oszaleję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz